Z rozmazanej szarością powłoki, w której mieszało się z niczym wszystko, gdzie czerń i biel stały na równi wyłoniły się pierwiastki.
Z jednej strony białe, lukrowane bezmyślne dobro każące dawać wszystko wszystkim, wybaczać każdą winę i nastawiać drugi policzek. Z drugiej strony objawiło się celowe i piękne, odpowiednio doprawione najczystsze i zarazem nieprzeniknione w mroku zło.
Z różnobarwnej mazi powstały twory tak odmienne, a ich pierwiastki dotknęły każdą istotę ludzką i zadomowiły się w ich umysłach (serce to tylko mięsień wszystko co posiada cel z umysłu pochodzi).
Jedni poszli drogą usłaną płatkami róż by czynić dobro i stać się kiedyś ofiarą bestii o imieniu tłum.
Ci, którzy odważyli się posłuchać własnego umysłu i wybrać się w drogę w poszukiwaniu celowego istnienia, arcydzieła ludzkiej natury i stanęli po stronie mroku, nie są skazani na potępienie, bowiem oni będą panami tłumu.
Ci którzy zasłaniają się dobrem i bez zastanowienia brną w poszukiwaniu boga, jedynego tworu, którego nigdy nie doświadczą, są tylko drobnymi iskrami w świetle życia.
Dokąd zaprowadzi nas uwielbienie życia w najbardziej skomplikowanej formie? Gdy zło staje się drogą po poznania, które nie zastępuje a harmonizuje ze zdobytą wiedzą. Oby uporczywe dążenie ludzkości do samozagłady nie stało się celem głównym.
kończę chaotyczne rozmyślania, aby w umyśle moim je usystematyzować.