Martin won, Dio witamy! Iommi niezadowolony ze współpracy z Martinem podziękował mu werbując do składu "Małego Rycerza". Zamiarem było zapewne wskrzeszenie ducha lat 70tych, albo przynajmniej czasów "Mob Rules". Efekt jest ... połowicznym sukcesem.
"Dehumanizer" nie jest powrotem do korzeni, ale na pewno nawiązuje do klasycznych lat zespołu. Swoją drogą jest to najcięższy i najbardziej agresywny album zespołu. Jedyną jego wadą jest jego toporność - słucha się tego krążka z wielkim trudem, jest męczący, choć zawiera kawał świetnej muzy. Gdyby do skrócić o jakieś 15 minut, to podejrzewam, że mielibyśmy kolejny sabbathowy klasyk.
Wydawca: Music Is Records (1992)