Angielski duet ukrywający się pod trudną do wymówienia nazwą Anaal Nathrakh robi coraz większą furorę w kręgach szeroko pojętego black metalu. Już debiutancki "Codex Necro" pokazał niespotykaną do tej pory dzikość połączoną z agresją, brutalnością i ciężarem. Nie grali tak wcześniej ani Emperor, ani Mayhem, ani Darkthrone ani ktokolwiek inny.
Jedynym moim poważnym zastrzeżeniem jest fakt, że na "Domine Non Es Dignus" Anaal Nathrakh nie potrafił wytworzyć jakiejkolwiek atmosfery - ten album ani nie jest mroczny, ani dziki, ani szatanśki, ani brudny... muzyce ewidentnie brakuje duszy. Na tej płaszczyźnie Anaal Nathrakh wypada blado w porównaniu z Akercocke. Co więcej, pomimo naprawdę dobrego instrumentarium, nie usłyszymy tutaj czegoś odkrywczego. Choć zespół wykracza poza ramy gatunku, to za mało jest tutaj "swojego" grania.
Wydaje mi się, że ten całkiem utalentowany muzycznie duet pogubił się odrobinę - powstał dobry technicznie album, z dobrze napisanymi utworami, które niestety nie porywają. Anaal Nathrakh jest niewątpliwie zespołem powyżej przeciętnej, ale stawianie ich w czołówce gatunku oraz zachwycanie się "świeżością" muzyki Anglików jest chyba trochę na wyrost. Ja bardziej cenię sobie ten nieposkromiony debiut, a póki co wolę delektować się Akercocke.
Wydawca: Seasons Of Mist Records (2004)