Zacznijmy od krwi.... Strona: 11

Dodano: 2007-11-29 23:13

Rzuciła mu krótkie spojrzenie, i ruszyła instynktownie za zapachem...

Wizja małych szczeniąt, jakieś zamazane postacie...
radość i szczęście tak nagle przerwane, rozłąka...

Kopnęła lezący kamyk, potoczył się lekko a odbijając się w trawie zachrobotał o twarda powierzchnię.
Rzuciła się na kolana i zaczęła kopać. Rozgarniając trawę, poczuła łomotanie serca i łzy pod powiekami...
Próg domu... cały obrośnięty, tak dawno nikt go nie przekraczał, tak dawno nikogo tu już nie było.
Zrozpaczona rozejrzała się po okolicy, nagle przypominając sobie wszystko co tu zaszło, całą szamotaninę, wyrywające się rodzeństwo... niknącą w dali Morti, siebie wyniesioną przez stado daleko stąd.

Ile to już czasu? Bezmyślnie wpatrywała się w otaczające ruiny dawnych siedlisk Kenarów.
Dlaczego? Za co? Czemu właśnie tak?

Wiatr przyniósł nowe zapachy... jej siostra długo już nie wracała, ale czy pamiętała? Czy wiedziała?



Dodano: 2007-11-30 08:53

Nie bardzo wiedział co się dzieje, czuł jednakże rosnące napięcie w powietrzu. Z płonącego lasu dochodziły go bliżej nieokreślone nawoływania, nagle poczuł jakąś obecność w okolicy. Począł nerwowo lustrować pobliskie zarośla i ruiny, a gdy niczego nie dostrzegł, wycofał się neico w stronę Nimdraug, wyglądającej na mocno przejętą.

- Nie jesteśmy tu sami. - wyszeptał, w chwilę po tym zaś coś przecięło niedaleki plac, na tyle szybko, iż Rogaty nie zdołał się przyjrzeć, czym to było. Wyostrzył zmysły, gotując się na możliwy, niespodziewany atak. Po chwili jednak przemyślał całą sytuację i błyskawicznie wskoczył na pobliski mur i zniknął za nim.



Dodano: 2007-11-30 09:45

-A niech sobie idzie...
Nawet nie uniosła głowy, podkurczyła nogi i oparła sie o ścianę plecami.
-Myśl, Kenare, MYŚL!
Po co tu jesteś??

Bezmyślnie sięgnęła po leżącą w pobliżu cegłę, ciężka, i dość nawet toporną jak na wyroby klanowych budowniczych, ale miała w sobie to swojskie ciepło domu, który stał na fundamentach silnej więzi i uczuć

Wstała, sięgnęła po kolejną, następnie znalazła ich miejsce w ścianie i uzupełniła nimi lukę.

Nie wielka rzecz, a jednak...
Gdyby tak nas więcej było...

Coś jej mignęło za plecami, a ona BARDZO nie lubiła, gdy ja zachodzono od tyłu...
Skupiła wszystkie instynkty, ale nie dała po sobie nic poznać, niech sie zbliży...



Dodano: 2007-12-07 14:38

(Po dłuższym czasie i pomocy przybyłych nagle klanowych
zdołano odbudować ruiny)

Nimka wygodnie rozłożyła sie przed trzaskającym ogniem na nowiutkim kominku, brakowało jej przyjaciół
Gdzie przepadli? Zapatrzyła sie w płomień, wspominając dawne czasy. W pomieszczeniu poza nią nie było jeszcze nikogo
ale mogło się to wszak zmienić w każdej chwili...
...czekała
na zewnątrz zaś wiatr wyginał drzewa w starym lesie, ponuro jęcząc jakąś niezrozumiałą pieśń, wraz z wyciem oddalającego się stada.
Przymknęła żółte ślepia i usnęła, ukołysana zmęczeniem niedawnych w końcu wydażeń



Dodano: 2007-12-08 20:26

Biegła przez ciemny las narzucając sobie niesamowite tępo... Nie mieli szans już jej dogonić... Przynajmniej tak jej się wydawało...
Nagle zza gęstych krzaków wyłoniła się ciemna postać. W świetle jasnego księżyca rysował się zarys bladej twarzy nieznajomego. Jego usta wykrzywiały się w szyderczym uśmiechu, a na wardze lśnił jasny, długi kieł. Miała wrażenie, że znowu ma do czynienia z wampirem, jednak się myliła. Ów postać była wpół człowiekiem, wpół dziwnym stworzeniem.
Stała tak przez chwilę w bezruchu i oczekiwała na jego krok. Postać także przez moment się przyglądała, po czym rzuciła się na wilczyce. Nie obawiała się ani trochę. Wyszczerzyła kły, zawarczała i rzuciła się wprost na skaczącego na nią wroga. Doskoczyła do jego szyi i momentalnie się w niej zatopiła, przegryzając tętnice... Po jego ciele sączyła się krew, brudząc przy tym biała sierść Mordraug. Ona natomiast tym razem nie miała ochoty się bawić, dlatego jednym ruchem szczęki rozerwała szyję istoty, która od razu martwa padła na ziemię...
Rzuciła jeszcze ostatnie spojrzenie na ofiarę, po czym rzuciła sie do dalszego biegu. Nie miała ani chwili do stracenia. Dzieliła ją już tak mała odległość...
Gdy tak rozmyślała, spostrzegła przed sobą jasne światełko, przedzierające się miedzy drzewami. Przyspieszyła, była już tak blisko... Znalazła się tuż przed chatą. Podeszła niepewnie do drzwi, drapnęła jeden raz drugi, aż w końcu się uchyliły... Wsunęła łebek do środka, rozejrzała się po pomieszczeniu i spostrzegła ją w końcu drzemiącą przy blasku płomieni z kominka...



Dodano: 2007-12-08 22:05

- Coś tu jest nie tak. - błądził po lesie już od pewnego czasu, szukając Bóg wie czego, bacznie lustrując okolicę. - Musi być powód... - w tej chwili poczuł niepokojący chłód na plecach, przystanął i stał tak przez chwilę, jak słup.
- Pomóż nam... pomóż, nim będzie za późno... - znajome głosy przyniósł wicher z leśnej głębiny. Potem potworny wrzask i pisk, rozpaczliwe błaganie o pomoc. Kątem oka dojrzał między niedalekimi zaroślami znajomą postać Morti, jakby przed czymś uciekającej, błądzącej pośród tych nieprzebytych ostępów. Na chwilę się zatrzymała, spojrzała nawet w jego kierunku, lecz - co było dość dziwne - nie spostrzegła Rogatego i pognała dalej. Nie zastanawiał się długo. Ruszył Jej tropem.



Dodano: 2007-12-09 00:52

Coś zachrobotało, a po chwili poczuła lekki przeciąg, otworzyła jedno oko, ujrzała wilka, więc wszystko gra... można kimać dalej...
przeciągnęła sie na ziemi i obróciła z stronę kominka



Dodano: 2007-12-09 14:35

Podeszła do śpiącej siostry, trąciła ją noskiem, po czym ułożyła sie przy kominkowym cieple, zwinęła w kłębek, zakryła pyszczek ogonkiem i momentalnie usnęła, znużona długą podróżą...



Dodano: 2007-12-09 16:14

Nimdraug, przez sen przytuliła sie do leżącej obok siostry...
taki nawyk z jednego kojca, a o ile bezpieczniej w ten sposób sie spało...



Dodano: 2007-12-09 20:56

Podążał tropem Wilczycy w głąb lasu, nie wiedząc zupełnie co się dzieje i dokąd tak naprawdę zmierza. W pewnej chwili zupełnie stracił trop, przystanął, począł rozglądać się dookoła. W sercu jego rósł niepokój.
"Są nasze" - usłyszał niewyraźny szept, potem jakąś kłótnię, piski, krzyki i odgłosy walki. Dźwięki te przychodziły gdzieś z leśnej głębiny, lecz nie potrafił określić z którego kierunku. Nagle poczuł na ramieniu lodowaty dotyk. Odruchowo spojrzał za siebei i zdziwił się mocno, widząc niepozorną postać przerażonej Morti.
- Co... ? - chciał zapytać, lecz nim zdołał, Ona rzekła. - Chodźmy, tu nie jest bezpiecznie. - i pognała krętą ścieżynką na północ. Podążył za nią ile sił w nogach, choć nie wiedział za bardzo dlaczego. Biegli tak spory kawałek, gdy nagle Rogaty poczuł się jeszcze dziwniej. Zakręciło mu się we łbie, prowadząca go postać gdzieś znikła, las jakby zżedł. Wnet stracił kontakt z podłożem, poczuł, jak traci kontakt z podłożem, opada w otchłań. Gdy odzyskał trzeźwość myślenia, dostrzegł w dali niemrawe światło i jakieś postacie.
- Mamy coś... - usłyszał.
- Cóż takiego ?
- Ino Diabła rogatego... plugastwo. - zorientował się, iż trafił do wilczego dołu, pułapki zastawionej przez mieszkańców tych ziem. Próbował się podnieść i jakoś uciec, ale poczuł tylko ból u podstawy czaszki i stracił przytomność.



Dodano: 2007-12-09 22:53

To nie był miły sen.
W pewnym momencie, ocknęła się gwałtownie siadając.
W izbie do tego czasu zrobiło sie dość duszno, nawet pomimo dogasającego ognia na kominku.
Cicho wstała, starając sie nie budzić bliźniaczki przeszła na palcach przez pomieszczenie i uchyliła nowo osadzone drzwi. Wyjrzała w otchłań nocy.
Skrzypieniu drzwi odpowiedziały odgłosy uśpionego lasu.
Zebrało jej się na nocną przechadzkę.
Orientacyjno-wspominkowy spacerek, dobrze jej zrobi...
Obejrzała się na Morti, spała.
Schyliła sie nurzając dłoń w błocie, którego nazbierało się przed progiem, i zostawiła czytelną sygnaturę na kamienno-ceglanej ścianie, tyle dla niej...
sama tez się może trochę poszwędać po okolicy.
Wyszła, dokładnie zamykając za sobą drzwi



Dodano: 2007-12-10 14:17

Wciąż biegła, musiała natychmiast znaleźć jakieś schronienie... Była już na tyle daleko, że mogła sobie pozwolić na odpoczynek. Rozejrzała się dookoła i w oddali dostrzegła jakieś skały okalane przez korzenie. Pobiegła w tamtym kierunku- rzeczywiście znalazła tam mała jamkę, idealną żeby się ukryć.
Noc była niezwykle czarna i cicha. Na niebie nie było widać ani jednej migoczącej gwiazdy, nie było też księżyca, za którym nagle zatęskniła. Był on bowiem drogowskazem, opiekunem i źródłem dodającym energii... Cicho westchnęła, ułożyła łepek na łapach, wyostrzyła wzrok i ślepo wpatrywała się w ciemną otchłań, w której ledwo dostrzegalnie rysowała się pobliska roślinność. Wsłuchiwała się w cichutki szelest liści i przygrywające im delikatną melodią świerszcze.
-Mam nadzieje, że Nim się nie zorientowała- pomyślała i przymknęła zmęczone ślepia...

Ze snu nagle wyrwał ją hałas łamanych gałęzi i dziwne odgłosy dobiegające z czarnego lasu. Zerwała się natychmiast i przyczaiła.
-Już tu są, nieźle...-wyszeptała i skryła się za pobliskim głazem...



Dodano: 2007-12-10 17:35

Labirynt składa się z wielu ścieżek, wiodących do różnych miejsc. W trakcie swego istnienia przemierzamy jego tajemne komnaty, zupełnie tego nieświadomi, błądzimy w poszukiwaniu wyzwolenia, ucieczki od jego ponurych zakamarków. Jeśli wiesz, czego pragniesz, masz odwagę i siłę, prędzej czy później znajdziesz wyjście. Uważaj jednak, gdyż to co wydaje się onym wyjściem nie zawsze musi nim być w istocie... - dziwną wizję przerwał potworny fetor zgnilizny i fekaliów wdzierający się w jego nozdrza z każdym chaustem powietrza. Poczuł świdrujący bół w głowie, z trudem uniósł obolałe powieki. Początkowo dostrzegł tylko ciemność i jakieś ogniki w dali, stopniowo jednak jego wzrok począł się wyostrzać. Znajdował się w jakiejś niewielkiej celi, przykuty łańcuchami do ścian w jej zatęchłym kącie. Wciąż kołowało mu się w umyśle, spojrzał na swe pokaleczone ręce i przez chwile wydało mu się, iż pod powierzchnią skóry widzi jakąś ciemną smugę. Omam znikł, gdy uszu Rogatego dotarły odgłosy zbliżających się obcych. Dostrzegł ich za, stanowiącą wrota pomieszczenia, kratownicą. Dwa ludzkie cienie w blasku zawieszonej na ścianie pochodni.
- Stos jest gotowy. - rzekł jeden.
- Doskonale. - odparł drugi. - Zbierz ludzi, czas pozbyć się tego.. czegoś.
- Nasi zwiadowcy donoszą o niepokojących zjawiskach w okolicach ruin starej osady. Ten dom... podobno stoi cały i niemal nietknięty...
- Jak to możliwe ?? Są pewni ??
- Im można ufać.
- Jeśli tak, to oznacza, że jest gorzej niż Opat myślał... Czarcie moce odrodziły się w tych lasach. Lepiej nie siać paniki wśród ludności. Myślę, ze egzekucja tego tu winna nieco uspokoić tych wieśniaków. A w rejony ruin wyślę oddział, niech sprawdzą, co jest grane... - nie słyszał dalszego przebiegu rozmowy, nie czuł już nic, poza wszechogarniającym znużeniem. Znów osłabł, nie walczył już z tym. Pogrążył się we śnie...



Dodano: 2007-12-10 19:57

Przemykała mrocznym lasem, ścigana tylko szelestem liści, oraz przebłyskami nikłego światła z zachmurzonego nieba.
Zwietrzyła coś...przystanęła...zaczęła węszyć... zbliżali sie jacyś ludzie...całkiem spora grupa, czego mogli chcieć? Ruszyła prosto na nich, przedzierając się przez krzaki, skoro to nadal Ci sami miejscowi, powinni znać swoje miejsce...i ona nie omieszka im go pokazać



Dodano: 2007-12-11 00:18

Wiedziała, że ja wyczuwają. A wszystko przez jej zdolności magiczne. Nie potrafiła jeszcze ich dokładnie skryć w sobie, tak aby były niedostrzegalne. To była w tym momencie jej zguba. Musiała szybko uciekać i dobrze się zakamuflować. Byle jak najdalej. Nigdy bowiem by sobie nie wybaczyła, gdyby z jej winy dorwali jej siostrę.
Uskoczyła w bok, wpadła w pobliskie krzaki. Nieuważnie postawiła łapę, zachwiała się i zaczęła staczać ze skarpy, boleśnie zahaczając o wystające z ziemi korzenie. Starała się zahamować, jednak na nic sie to zdało. Sturlała się wprost do zimnej wody, przepływającej tu rzeczki. Gwałtownie się poderwała, otrząsnęła i rzuciła do ucieczki w spowity ciemnościami las...



Dodano: 2007-12-11 19:33

"Pamiętasz" - jego uszu dobiegł kobiecy szept. Następnie usłyszał skrzypienie otwieranych wrót i czyjeś kroki. Nim otworzył oczy, poczuł potężny cios, wymierzony wprost w jego klatkę piersiową. Buława połamała żebra, słyszał to i czuł rozdzierający ból.
- Zabierzcie go. - rzekł gruby męski głos, po czym Rogaty usłyszał obcych chwytających za łańcuchy. Zaczęli go wlec po ziemi, a on, nie chcąc czuć bólu uciekła w świat marzeń, w świat wspomnień.

Dostrzegł znów promienie Słońca leniwie przebijające się przez koronę potężnego dębu i Ją siedzącą obok, taką radosną i szczęśliwą. Bawili się, nad brzegiem jeziora, kąpali w jego krystalicznych wodach, hasali pośród okolicznych zarośli. Była jego przyjaciółką, choć była człowiekiem. Wspomniał chwilę, w której się poznali, w której los ich rozdzielił, w której ponownie dane im było się spotkać. Lecz nagle bół pojawił się ponownie i rozwiał owe cudne wspomnienie, rozerwał na strzępy niczym okrutna bestia. Rogaty odzyskał przytomność, otworzyłm oczy i dostrzegł nad sobą sylwetki gapiów, wskazujących na niego, plujących i przeklinających. Mężczyzn, kobiet, nawet dzieci. Strażnicy wlokli go przez błotnisty dziedziniec, ku środkowi wioski. Na plecach, czuł że skórę ma zdartą. Czuł krew w płucach. I gorzki posmak w gardle. W pewnej chwili ktoś kopnął go w bok, a Rogaty przechylił się i padł na kolana. Próbował złapać głębszy oddech, ale nie dane mu to było. Straż brutalnie ponagliła go do marszu. Uniósł łeb i dojrzał w dali, za kamiennym ołtarzem, zarysy potężnego stosu...



Dodano: 2007-12-13 00:39

-Dobrze sie bawicie???
-metaliczny głos zadźwięczał jak świeżo wykuta broń.
Wszystkie głowy uniosły się na pobliski dach, gdzie w porannym słońcu widniała przycupnięta i mocno zakrwawiona postać.
Podniosły sie wrzaski, kiedy przelatujące strzały utkwiły bezpośrednio w strzesze, gdyż budząca grozę istota, dawno już znajdowała się przy zakutym Demonie, rozbijając stojących w pobliżu, jak bezużyteczne pionki.

-Koniec zabawy, panie Rogacz
-chwyciła przyjaciela, wsadziła na ramię i choć był dużo większy i cięższy, zdołała z nim wskoczyć w tłum, powodując gigantyczną panikę wśród zebranych wieśniaków.

Nigdzie tak nie uciekniemy, trzeba się skryć...
-zacisnęła zęby, wskoczyła w puste podwórze i resztką sił upchała się z Diabelstwem do jakiegoś rowu, okalającego wioskę... o ile jej pamięć nie myliła, ciągnął się on aż pod las, a tam...
Spojrzała na nieszczęśnika, trąciła go wilgotnym nosem, wytrzymaj...



Dodano: 2007-12-14 15:06

Biegła co sił w łapach między drzewami, przedzierała się przez krzaki. Blade słońce świeciło gdzieś daleko, przysłonięte gęsta mgłą...
[Czas z tym skończyć]- pomyślała, po czym szybko wdrapała się na pobliskie, rozłożyste drzewo. przyczaiła i czekała w ciszy.

Usłyszała pierwsze szelesty i głosy. Przygotowała się do ewentualnego ataku, jednak najpierw chciała obadać sytuację. Dostrzegła dwie rosłe postacie, nerwowo rozglądające się dookoła. Nie słyszała ani nie widziała nikogo poza nimi. To była jej szansa. Wyszczerzyła kły, wysunęła szpony i skoczyła wprost na stworzenia, przepełniona wściekłością i żądzą krwi...



Dodano: 2007-12-18 22:41

Nie wiedział co się dzieje, przed oczyma miał tysiące wizji, wspomnień z dawnych lat poskładanych w jakąś dziwną mozaikę. W pewnej chwili, resztką sił, zdołał powócić do rzeczywistości i widząc rozmazaną postać Nimdraug począł coś mówić. Nie rozumiał co, ale mówił, dopóki ponownie nie opadł w otchłań snu, czując ból w całym swym ciele.



Dodano: 2007-12-18 23:08

Leżeli cicho w rowie, ona zbierając siły, on śniąc i mamrocząc coś przez senne omamy.
We wsi wrzało.
Wiedziała, że muszą się ruszyć, to ich jedyna szansa...
Lecz był w ciężkim stanie...nawet jeśli zdoła go zaciągnąć do lasu, może umrzeć...
-Jak to zniesiesz?-
spojrzała na dygoczącego w konwulsji przyjaciela
-Wybacz mi, nie mam wyjścia...-nachyliła się nad nim i zacisnęła kły na jego ramieniu
Z dali dobiegły ją odgłosy ujadania, teraz albo nigdy...
-Wstawaj, czas na nas!...



Dodano: 2007-12-18 23:21

Poczuł mocny ucisk na ramieniu, kolejny ból porwał senne omamy na strzępy niczym jakąś tkaninę. Ocknął się i poczuł niespodziewany przypływ sił. Dosłyszał głos Nimdraug nakazujący mu podążyć za nią. Nie opierał się, przezwyciężył boł i podążył za Nią, w głębinę leśną. Coś się zbliżało, coś nadchodziło... Słyszał szepty w głębi umysłu, miał wrażenie, że cienie wokół poczynają ożywać. Co więcej, czuł coś w sobie, czuł, że w całej tej zwichrowanej sytuacji coś jest nie tak...



Dodano: 2007-12-19 09:29

Co jakiś czas rzucała mu zatroskane spojrzenie, lecz zatrzymać sie nie mogli...kmioty zaczęły już przeszukiwać okolicę wioski...
Zagłębiali sie w las...



Dodano: 2007-12-21 00:01

Gdy pochodnia opadłą na obrzeża stosu, a płomienie poczęły się do niego zbliżać, westchnął ciężko, jakby godząc się ze swoim losem. Przywiązany do potężnego słupa, nie miał najmniejszych szans na ucieczkę. Spoglądał ku niebiosom, z wolna zasłanianym przez ponure chmury, później ku koronom drzew, lekko bujanym przez spokojne wichry. Opuścił wzrok i spojrzał przez zasłonę dymu na zgromadzony po drugiej stronie tłum ludzi. Krzyczeli, przeklinali, syczeli na niego, jakby był wcieleniem najgorszego plugastwa, jakie tylko mogło istnieć na świecie.

Tak naprawdę nic o nim nie wiedzieli.

Siedział i wspominał swoje dzieciństwo, beztroskie chwile spędzone wśród lasów, wśród istot takich jak on, synów Starego Ogrodu, pierwsze spotkanie z obcą i wrogą im rasą, spotkanie z Nią... Ostatnie chwile starego życia, konflikt, który zamienił je w koszmar, odebrał wszystko co kochał i skazał go na los outsidera. Nic już nie było takie jak kiedyś. Piekący jego skórę żar wytrącił go z owych przemyśleń. Płomienie były coraz to bliżej i wydawało się, że już nic nie może ich powstrzymać. Wnet poczuł na czole rześką kroplę wody, która spadła z niebios, potem drugą i trzecią... Obraz przed jego oczyma zafalował i nagle Xibalbha zorientował się, że biegnie przez las, za Wilczycą, a z niebios pada ulewny deszcz. Znów czuł ból w swym ciele, słyszał bulgot krwi, chrzęst połamanych kości. Słyszał krzyki goniących ich ludzi. Z dali dobiegł go przeraźliwy krzyk, gdzieś w głębi poczuł paraliżujący niepokój i mimowolnie zatrzymał się, rozglądając dookoła.
- Morti... - wyszeptał do Nimdraug, lecz ta zdawała się nie słyszeć. Wiedział, że stało się coś niedobrego. Padł na kolana, dostrzegł cieniste plamy tuż pod powierzchnią skóry i przypomniał niedawną wizję.
- Pamiętasz ?? - usłyszał szept i wtedy go olśniło...

Ujrzał ciąg rozrzuconych w nieładzie i pozornie niepołączonych ze sobą wizji, wpierw stary kurhan, w którym mieszkało jego plemię, nieco później dom Wilczyc w ruinach wioski, Trupiarnię i jej zatęchłe wnętrza, ruiny dzielnicy miasta, otchłań i wznoszące się ponad nią ruiny, przełęcz górską, prowadzącą do czegoś, co wyglądało jak gigantycznych rozmiarów wieża, iglicę, której szczyt tonął w chmurach. Obrazy te poczęły się układać w dziwną mozaikę, poczuł potworny ból wewnątrz umysłu i padł nieprzytomny na glebę.



Dodano: 2008-01-02 14:05

Wróciła, targając niedojedzone z przedwczoraj zwłoki jakiegoś stawiającego czynny opór w lesie kmiota. Spostrzegła towarzysza zalegającego na posadzce, tak jak go zostawiła...
Rzuciła mięso przy progu, a sama podeszła do Demona

-Ale bałagan- mruknęła patrząc na jego ramię, gdzie wyraźnie widniała gojącą się rana po jej kłach.
Zmarszczyła czoło, co z tego wyniknie??
Rogaty zaczął jęczeć, życiodajne moce powoli zawracały go do żywych, jednocześnie raz na zawsze przejmując nad częścią jego świadomości kontrolę.
Nie było innego wyjścia, westchnęła, podrapała się w kark, i kopęła w jego stronę mocno okaleczony korpus.
Woń zrobiła po jakimś czasie swoje, Demon pomału otworzył, dziwnie przekrwione oczy.
Uśmiechnęła się do niego, obserwując jak łapczywie rzuca się na ludzkie mięso...
Niech się oswoi, dla niego to nieznany stan...
-pomyślała, wstała i cicho wyszła przed dom



Dodano: 2008-01-05 22:33

Nie wiedział co się dzieje, w jego głowie roiło się od dziwnych myśli, potwornych wizji pochodzących z najplugawszych sennych otchłani. Widział wspaniały Ogród, spoglądał ku cudnemu zachodowi Słońca, pozwalał by złociste promienie go otulały, koiły wewnętrzne bóle, powiodły przez mroźną bramę nadciągającej nieuchronnie nocy.
- Pamiętasz ?? - tajemniczy szept nie dawał mu spokoju. Poczuł delikatne muśnięcie wiatru, jakby dotyk kogoś mu bliskiego, podążył za nim w dzikie ostępy. Kroczył długo, wpierw przez okwiecone polany, później wzdłuż wartkiego strumienia. Dotarł nad brzeg potężnej rzeki, gdzie przystanął na chwilę otulony wieczornymi mgłami. Przysiadł delikatnie wśród krzewów Dzikiej Róży, wsłuchując się w brzmienia cykad i innych stworzeń, mieszkających w porosłych tu i ówdzie trzcinach.
- To niemożliwe... - stwierdził, maczając końcówkę ogona w chłodnej wodzie. Usłyszał cichą melodię fletu, dobiegającą z dali, co sprawiło, że serce jego poczęło mocniej bić, a umysł nagle otrzeźwiał. Poczuł kojące ciepło, które rozpłynęło się po jego ciele. Spojrzał ku odległemu brzegowi, gdzie we mgle dostrzegł delikatną sylwetkę. Przez chwilę przyglądał się jej, a gdy zniknęła w gęstwinie, bez wahania skoczył w odmęty mroźnych wód. Wtedy to poczuł się jeszcze dziwniej, wszystko wokół zawirowało, począł tonąć, próbował dostać się ku powierzchni, lecz ta zdawała się nieosiągalna. Stracił powietrze w płucach i mimowolnie przestał walczyć, pozwalając się pochłonąć mroźnej toni.

Nagły ból, który ni stąd, ni zowąd począł pulsować w jego głowie, wyrwał go z umysłowego odrętwienia. Parsknął głośno, odkasłał, uniósł ociężałe powieki. To, co ujrzał, z początku go przeraziło. Przed nim oto spoczywał mocno nadjedzony już korpus obcej istoty, a dłonie jego były umorusane krwią.
- Co się stało... ?? - jęknął posępnie, chwytając się za czoło...



Login

Password


Załóż konto / Odzyskaj hasło