Ulubione wiersze, ulubieni poeci. Strona: 6

Dodano: 2010-12-22 22:13

Vendetta napisał(a):
"I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę" - jak wiele w tym prawdy.

Nie lubię takigo narzekania na wszystko, bo to bardzo łatwe.
mara napisał(a):

To może żeby nie kończyć na tym komentarzu, dodam wiersz, do którego po prostu mam sentyment.

Jerzy Jarniewicz,
Zielony Przylądek

nie patrz tak bardzo
- nie drgnie

choćbyś nie wiem
jak patrzył

a z resztą nie po to
są szklanki

nie wiesz?
to było dawno

w przeszłości
kiedy Afryka

odsuwała się
od kontynentu

tak bardzo powoli
że nikt tego

nie widział


Wiersz zwięzły i celny jak cała twórczość Jarniewicza.

Intrygujące


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Dodano: 2010-12-22 22:53

Ostatnio zainteresowała mnie twórczość Walta Whitmana. Ponieżej jeden z jego wierszy.
Do refleksji...

"Wy, zbrodniarze na rozprawach w sądzie,
Wy, więźniowie w więziennych celach, skazani mordercy, skuci w kajdanach,
Któż ja jestem, że nie sądzą mnie i nie więżą?
Bezlitosny i diableski jak wszyscy, czemuż nie jestem skuty, w kajdanach?
Wy, prostytutki, bezczelne na torturach albo sprośne w waszych pokojach,
Kimże jestem, że mam was nazwać sprośniejszymi ode mnie?
Wy, winni! Przyznajcie się - odsłaniam się!
(Wielbiciele, nie chwalcie mnie, zaprzestancie komplementów - bo muszę się krzywić,
Widzę, czego nie widzicie, wiem, czego nie wiecie.)
Prądy piekieł przepływają pod tą twarzą, która wydaje się tak spokojna.
Chucie i niegodziwości są w sam raz dla mnie,
Stowarzyszam się z przestepcami, kocham ich,
Czuję się jednym z nich - należę do tych więźniów i prostytutek,
I dlatego nie zaprę się ich - jak mółbym zaprzeć się samego siebie?"



Dodano: 2010-12-25 15:55

Stanął w ogniu nasz wielki dom
Dym w korytarzu kręci sznury
Jest głęboka naprawdę czarna noc
Z piwnic płonące uciekają szczury

Krzyczę przez okno czoło w szybę wgniatam
Haustem powietrza robię w żarze wyłom
Ten co mnie widzi ma mnie za wariata
Woła - co jeszcze świrze ci się śniło

Więc chwytam kraty rozgrzane do białości
Twarz swoją w oknie widzę twarz w przekleństwach
A obok sąsiad patrzy z ciekawością
Jak płonie na nim kaftan bezpieczeństwa

Dym w dziurce od klucza, a drzwi bez klamek
Pękają tynki wzdłuż spoconej ściany
Wsuwam swój język w rozpalony zamek
Śmieje się za mną ktoś jak obłąkany*

Lecz większość śpi nadal przez sen się uśmiecha
A kto się zbudzi nie wierzy w przebudzenie
Krzyk w wytłumionych salach nie zna echa
Na rusztach łóżek milczy przerażenie

Ci przywiązani dymem materacy
Przepowiadają życia swego słowa
Nam pod nogami żarzą się posadzki
Deszcz iskier czerwonych osiada na głowach

Dym coraz większy obcy ktoś się wdziera
A my wciśnięci w najdalszy sali kąt
- Tędy! - wrzeszczy - Niech was jasna cholera!
A my nie chcemy uciekać stąd!

A my nie chcemy uciekać stąd!
Krzyczymy w szale wściekłości i pokory
Stanął w ogniu nasz wielki dom!
Dom dla psychicznie i nerwowo chorych!

Kaczmarski.

Jeden z moich ulubionych utworów poetyckich.


Nie ma rzeczy niemozliwych


Dodano: 2010-12-26 21:02

Zmarły przed laty mąż Anne Rice był moim zdaniem wielkim poetą. Jego wierszę poznałem niedawno i nadal wielu nie mogę zrozumieć lecz mają coś w sobie..


Oto rysunek, królik tragiczny.
Uczy w błocie jak młode zielone kukurydze.
Czarnego czoła lusterko odbija gwiazdy.
Rysunek na mojej ścianie, samotny,

jak to z zającami bywa
lub nie. Tłuste czerwone policzki -
sztuka pełnym pyszczkiem - nos drży
nawykiem nie do przezciężenie.

I ty królikiem możesz być; zielonym i czerwony
twój grzebiet, niebieska ludzka wątła pierś.
Lecz jeśli kiedyś znęci cię królicza postać,
Prawdziwego Ciała strzeż się, ono

strąci cię z tragicznego konia,
przeniknie tragiczne szeregi niczym zjawa
marmur: twoje rany zasklepią się
tak szybko, żę

woda zbielieje z zazdrości.
Króliki namalowane na białym papierze przemogą wszelkie czary, na nic króliczy chów,
i uszy - kukurydz rogową zalśnią silnią.

Więc strzeż się smaku tragicznego życia -
bo w tej króliczej pości
każda barwa błyszczy niczym słońca miecz,
a Najwyższy wcielił się w nożyczki, czy tego chcesz czy nie.



Stan Rice 1975



Dodano: 2011-01-25 19:41

Mnie inspiruje W. Szekspir i Shelley. Ich wiersze mają w sobie coś takiego, że przyciągają.

"Wstaję z łoża, śniąc o tobie,
W pierwszym słodkim nocy śnie,
Gdy łagodny zefir tchnie,
Gdy się złocą gwiazdek roje!
Wstaję z łoża, śniąc o tobie-
Jakiś duch czy jakiś ptak
Prowadzi mnie- któż wie jak?-
Pod twe okno, dziecię moje"



Dodano: 2011-04-26 21:19 Zmieniono: 2011-04-26 22:19

Ha, Joyca chyba ludziom związanym w jakikolwiek sposób ze SZtuką nie trzeba przedstawiać

To z jego Epifanii mało znanych młodzieńczych wierszy, które właściwie można nazwać avangardowymi, przez swoje oryginalne podejście do liryki i experyment z koktajlem gatunkowym. Jak bardzo kontrastują one ze słabymi wierszydłami wydanymi w Muzyce Kameralnej!

Przepisuję z wyboru poezji W.L.Kraków

Epifanie:

I

Pan Vance - (wchodzi z laską)... Och, wie pani, będzie musiał wyrazić skruchę, pani Joyce.
Pani Joyce - O tak... Czy słyszysz, Jim?
Pan Vance - Inaczej - jeżeli tego nie zrobi - orzeł przyleci i dziób w oko mu wrazi.
Pani Joyce - Och, ale jestem pewna, że skruchę wyrazi.
Joyce - (pod stołem, do siebie)
W oko mu wrazi,
Skruchę wyrazi,
Skruchę wyrazi,
W oko mu wrazi.

Skruchę wyrazi,
W oko mu wrazi,
W oko mu wrazi,
Skruchę wyrazi.

II

Pani Joyce - (zarumieniona, drżąca, pojawia się w drzwiach salonu)... Jim!
Joyce - (przy fortepianie)... Tak?
Pani Joyce - Czy wiesz coś o ciele?... Co mam robić?... Jakaś materia wychodzi z dziury w żołądku Georgie...
Czy słyszałeś kiedyś oczymś takim?
Joyce - (zdumiony)... nie wiem...
Pani Joyce - Czy powinnam posłać po doktora, jak myślisz?
Joyce - Nie wiem..... Z jakiej dziury?
Pani Joyce - (niecierpliwie)... Z dzióry, którą wszyscy mamy....... tu (wskazuje)
Joyce - (wstaje)

III

Leżę na pokładzie wsparty o nadbudówkę maszynowni, z której wydobywa się zapach ciepłych smarów. Gigantyczne mgły maszerują pod francuskimi skałami otulając brzeg od przylądka do przylądka. Morze porusza się z dźwiękiem wielu gam... Z mglistymi murami, w mrocznym kościele katedralnym Pani Naszej, słyszę jasne, jednakie głosy chłopców śpiewających tam przed ołtarzem.


Dla ambitnych - brawurowy strumień świadomości z zakończenia Ullisesa, długi oczywiście, ale to jest DZIEŁO SZTUKI:

wtedy jeżeli zechcemnie pocałować w tyłek spuszczę majtki i wypnę mu ją w twarz wielką jak żywą możewsunąć mi język na 7 mil w dziurę a potem powiem mu że potrzebuję l funta albo może 30szylingów powiem mu że chcę kupić bieliznę wtedy jeżeli da mi to dobrze nie będzie mu odtego gorzej nie chcę wyżymać tego z niego jak inne kobiety mogłam sobie często wypisać sama piękny czek i podpisać jego imieniem a na nim kilka funtów bo parę razy zapomniał zamknąć jej poza tym on tego nie wyda pozwolę mu to zrobić na sobie z tyłu pod warunkiemże nie popaskudzi mi całych moich dobrych majtek Och myślę że nie ma na to rady będęudawała obojętną l albo 2 pytania poznam po odpowiedziach kiedy jest taki nie umie niczego ukryć znam każdy zakąteczek w nim ścisnę dobrze tyłek ipowiem parę tłustych słów wąchaj dupę albo liż moje gówno albo pierwszą zwariowaną rzecz jaka przyjdzie mi do głowy potem wspomnę o tak Och zaczekaj synku teraz moja kolejnadchodzi będę bardzo wesoła i przyjacielska przy tym Och ale zapomniałam o tej krwawej zarazie tfu nie wiadomo śmiać się czy płakać jesteśmy taką mieszaniną jak groch z kapustą będę musiała włożyć stare rzeczy tym lepiej będzie ostrzej on nie zauważy czy zrobił to czynie to dosyć dobre dla ciebie byle jaki stary łach a potem zetrę go z siebie jakby nigdy nic te jego wydzieliny potem wyjdę niech się gapi w sufit gdzie ona teraz poszła sprawić żeby mnie chciał to jedyny sposób kwadrans po co za nieziemska godzina przypuszczam że w Chinach właśnie wstają i czeszą te swoje warkocze na dzień zaraz zakonnice będą dzwoniły na anioł pański nie mają nikogo kto by przychodził i niszczył im sen chyba że jakiś jeden czy drugi ksiądz na nocne nabożeństwo budzik u sąsiadów nastawiony na pierwsze pianie koguta klekocze że mało sobie mózgu nie wybije ze łba spróbuję się zdrzemnąć l 2 3 4 5 co to zarodzaj kwiatów który wymyślili jak gwiazdy tapety przy Lombard street były o wiele ładniejsze ten fartuch który od niego dostałam był podobny ale go nosiłam tylko dwa razy lepiej obniżyć tę lampę i spróbować od nowa żebym mogła rano wstać pójdę do Lambesa tam obok Figizbiera i każę nam przesłać trochę kwiatów żeby rozstawić wszędzie na wypadek gdyby go przyprowadził do domu jutro dzisiaj chcę powiedzieć nie nie piątek pechowy dzień najpierw muszę trochę posprzątać wszędzie w domu wydaje mi się że kurz w nim rośniepodczas mojego snu potem możemy mieć muzykę i papierosy mogę mu akompaniować najpierw muszę oczyścić klawisze pianina mlekiem co włożę czy będę nosiła białą różę czy te bajeczne ciastka od Liptona uwielbiam zapach wielkiego bogatego sklepu po 7 1/2 pensa zafunt albo te drugie z czereśniami i różowym lukrem 11 pensów za 2 funty oczywiście jakaśładna roślinka na środku stołu dostanę ją taniej czekaj gdzie to jest widziałam je nie tak dawno kocham kwiaty chciałabym żeby cały dom tonął w różach Boże na niebie nie ma nic jak natura dzikie góry potem morze i wzburzone fale potem cudowna wieś z zagonami owsa ipszenicy i najrozmaitszymi rzeczami i całe to piękne bydło chodzące sobie które gdybyś zobaczyła lepiej by ci było na sercu widzieć rzeki i jeziora i kwiaty rozmaitych kształtów i zapachów i kolorów wystrzelające nawet z rowów pierwiosnki i fiołki to jest natura a na tychco mówią że nie ma Boga nie machnęłabym nawet ręką z całym ich wykształceniem dlaczegonie pójdą i nie stworzą czegoś często pytałam go ci ateiści czy jak oni się nazywają najpierwniech zmyją z siebie całe to błoto a potem wyją o księdza kiedy umierają a dlaczego dlatego że boją się piekła bo mają nieczyste sumienie ach tak znam ich dobrze kto był pierwszą osobą we wszechświecie zanim był ktoś kto zrobił to wszystko kto ach tego oni nie wiedzą ani ja niewiem więc widzisz jak to jest równie dobrze mogliby chcieć powstrzymać jutro rano słońceod wzejścia słońce świeci dla ciebie powiedział tego dnia kiedy leżeliśmy pomiędzy rododendronami na szczycie Howth był w szarym tweedowym ubraniu i w słomkowym kapeluszu tego dnia kiedy doprowadziłam go do tego że mi się oświadczył tak najpierw wyjęłam sobie z ust kawałek ciastka z kminkiem dałam mu i był to rok przestępny taki jak teraz 16 lat temu mój Boże po tym długim pocałunku prawie nie mogłam oddychać tak powiedział że jestem kwiatem górskim tak to prawda wszystkie jesteśmy kwiatami ciało kobiece tak to była jedyna prawdziwa rzecz jaką powiedział w życiu i słońce świeci dla ciebie dzisiaj tak to dlatego go polubiłam bo zobaczyłam że on rozumie albo czuje czym jest kobieta i wiedziałam że zawsze będę mogła go omotać i dawałam mucałą przyjemność jaką mogłam podprowadzając go aż wreszcie poprosił mnie żebym powiedziała tak i nie chciałam najpierw odpowiedzieć tylko patrzyłam na morze i na niebo imyślałam o tylu rzeczach o których on nie wiedział o Mulveyu i o panu Stanhope i o Hester i o ojcu i o starym kapitanie Groves i o marynarzach grających w wszystkie ptaki lecą i w salonowca i w zmywanie naczyń jak to nazywali na nadbrzeżu i o wartowniku przed domem gubernatora z tą rzeczą naokoło swego białego hełmu biedaczynie na pół upieczonym i o hiszpańskich dziewczynach śmiejących się w tych swoich szalach i z tymi swoimi wysokimi grzebieniami i o porannych wyprzedażach z Grekami i żydami i Arabami i sam diabeł wie jeszcze z kim ze wszystkich krańców Europy i o Duke street i targu drobiu gdzie wszystkogdacze przed Larby Sharonem i o biednych osiołkach potykających się na pół uśpionych i otych niewyraźnych facetach w opończach śpiących w cieniu na stopniach i o wielkich kołachtych wózków o bykach i o starym zamku mającym tysiące lat tak i o tych przystojnych Maurach całych w bieli i w turbanach jak królowie proszących cię żebyś usiadła w tych ich malutkich sklepikach i o Rondzie ze starymi oknami posadas zerkające oczy kryła krata aby kochanek jej ucałować mógł żelazo i o winiarniach na pół otwartych w nocy i o kastanietach i o nocy kiedy spóźniliśmy się na statek w Algeciras a strażnik chodził sobie pogodny z latarnią i o Och o tym strasznym prądzie głęboko w dole Och i o morzu o morzu szkarłatnym czasamijak ogień i o wspaniałych zachodach słońca i o drzewach figowych w ogrodach Alamedy tak i o tych wszystkich dziwnych uliczkach i różowych i niebieskich i żółtych domach i o ogrodach różanych i o jaśminie i o pelarganiach i o kaktusach i o Gibraltarze gdzie jakodziewczyna byłam Kwiatem górskim tak kiedy wpięłam różę we włosy jak to robiły andaluzyjskie dziewczyny a może lepiej mieć czerwoną tak i o tym jak całował mnie pod Mauretańskim murem i pomyślałam cóż może być tak samo dobrze on jak inny i wtedy poprosiłam go oczyma żeby poprosił znowu tak a wtedy on poprosił mnie czy ja tak powiem tak mój kwiecie górski i najpierw objęłam go ramionami tak i przyciągnęłam go w dół ku sobie tak że mógł uczuć moje piersi pachnące tak a serce biło mu jak szalone i tak powiedziałam tak chcę Tak.


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Dodano: 2011-04-30 12:45

Johann Wolfgang von Goethe x)

"Zanim się czemuś oddasz, zawsze jest wahanie,
Szansa, by się wycofać,
Zawsze nieudolność.
Przy każdej inicjatywie i akcie tworzenia
Jest jedna elementarna prawda,
której nieświadomość zabija nieprzebrane idee
I niezliczone plany:
Że kiedy całkowicie się czemuś poświęcisz,
Opatrzność też wykona swój ruch.
Wszystko się wtedy zdarzy, aby ci pomóc,
Co inaczej nigdy by się nie zdarzyło.
Z decyzji wypływa cały strumień zdarzeń,
Przynosząc z korzyścią dla ciebie najrozmaitsze
Wypadki, spotkania i rzeczy,
O których nikt by nie śnił, że mu się przydarzą.
Cokolwiek robisz lub marzysz, że możesz to zrobić
- Zacznij tylko.
W zdecydowaniu drzemie geniusz, siła i magia.
Zacznij teraz"



Dodano: 2011-05-05 21:57

Wiersz Tadeusza Micińskiego niezwykłego poety młodopolskiego. W swoich utworach Mitas był często zdolny do egzaltacji i szeroko pojętej przesady, stąd jego poezja jest dość avangardowa i odtrąca tych, dla których taki typ liryki jest niestrawny.

Nie byłem w stanie zrozumieć tego wiersza przez długi czas, i stan ten prawdopodobnie trwałby do dziś, gdybym nie natknął się, przeglądając blog Jerzego Sosnowskiego, na propozycję by liryk ten interpretować jako erotyk. Tygrysica niczym Salome.

Ama

Moja tygrysica biękitnooka,
na hebanowym łożu wyciągnięta,
jedwab kaszrnirski otula ją - śni.
Szemrzą strumyki wśród araukaryj. -
Kazałem do marmurowej sali
wpuścić lwa olbrzymiego z gór Atlasu.
Wsunął się niemy - z piorunami w ślepiach.
Obszedł mnie w krąg, nie racząc spozierać.
Zwarłem drzwi na łańcuch
i z miradoru patrzę
wśród purpurowo-złoto-biękitnych arabesek.
Ama ocknęła się -
moręgowatym ogonem wyrażając radość -
leniwo - niby odaliska - szła ku lwu pustyni.
Lecz on drapieżną opętany chucią
runął, jak z góry oberwana skała.
Zwarli się -
i czworgiem łap wyskoczył w powietrze -
- czarna jaskinia mignęła pod brzuchem.
Ama łyskawicą wysunęła się - kłąb
sinych wężów niosąc w paszczy - wnętrzności lwa.
Z pustą ziejącą otchłanią zataczał się
i z wolna obchodził lew jamę krwi konając.
Jak na wieczornych przechadzkach nad morzem,
łasiła się do mej ręki Ama - od lwa nie tknięta -
tylko bardziej leniwa pokłada się u mych nóg -
i nie mogła wstać.
Cierpiąc patrzała na mnie tajemniczym blaskiem,
a w oczach jej morze gasło i ciemniało.


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Dodano: 2011-05-13 19:20

Wiersz E.E.Cummingsa, mój ulubiony to

***

gdy węże będą walczyć o prawo pełzania
a słońce zastrajkuje by zarobić więcej
gdy ciernie zaczną róże wstydliwie zasłaniać
i gdy się od starości ubezpieczą tęcze

gdy drozd nie będzie śpiewał przy księżyca blasku
póki puszczyki jego głosu nie ocenią
-a każda fala złoży swój podpis na piasku
bo jeśli nie to władze rozwiążą ocean

gdy dąb będzie upraszał brzozę o koncesję
na rodzenie żołędzi-doliny oskarżą
szczyty gór o wyniosłość-a marzec doniesie
że kwiecień, znany łotr, jest winien sabotażu

wtedy, nieufni dotąd, uwierzymy wreszcie
w niezwykłą niezwierzęcą ludzkość (lecz nie wcześniej)


To inni mówią CI kim jesteś, dopóki sam im tego nie powiesz!


Dodano: 2011-05-16 09:27

William Blake ;D
("Grudka i Kamyk", z cyklu
"Pieśni doświadczenia")

Miłość nie służy tylko celom swoim,

Rozkosz jej własna nic dla niej nie znaczy;

Innych obdarza hojnie swym spokojem

I umie Niebo wznieść w Piekieł rozpaczy.



Tak zaśpiewała drobna Grudka Gliny,

Gdy tratowały ją racice stada;

Lecz Kamyk w strudze pośrodku doliny

Piosnką w tym samym rytmie odpowiada:



Miłość chce służyć tylko celom swoim,

Rozkosz swą własną z cudzych cierpień klei:

Innych zaraża swoim niepokojem

I umie Piekło wznieść w Niebios nadziei.



Dodano: 2011-06-18 00:38 Zmieniono: 2011-06-18 00:39

"To niepopularne, to sentymentalne" ale wysoko cenię sobie nasz parnasizm. Sztuka to całość, nie tylko współczesność.
Ale kto by o tym pamiętał...

Tetmajer

Lubie, kiedy kobieta...

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust., a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to – i tę chwilę, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.




(Mała Śmierć)

Szatan


Nad oceanu przywiódł brzeg
szatan, zły duch, człowieka
i rzekł mu: patrz na fale te,
co idą tu z daleka.

Jedna zśród wszystkich owych fal
płynie pomiędzy niemi;
jeśli na wodzie ujrzysz ją,
posiądziesz raj na ziemi.

Odszedł. Zaś człowiek patrzy w dal,
wytęża zadnie oczy -
miriady swoich wiecznych fal
pod brzeg ocean toczy.

On patrzy, czeka. Żre go głód,
pali słoneczna spieka,
członki mu łamie ciągły trud,
sen morzy go - on czeka.

Nadzieja i wątpliwość mu
na przemian sercem miota,
a wszystką duszę chłonie w nim
pragnienie i tęsknota.

Wtem traci z oczu widok fal -
zapadła noc ponura;
może szła fala szczęścia tam,
lecz nie mógł poznać: która?

I z żalu włosy z głowy rwie,
a szatan drwi zeń: biedny!
Idź w las jodłowy - igły tam
szukaj - tej igły jednej...


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Dodano: 2011-06-19 19:26

Ja cenię A.Asnyka.

Prośba


O mój Aniele, ty rękę
Daj!
Przez łzy i mękę,
Przez ciemny kraj,
Do jasnych źródeł ty mnie doprowadź;
Racz się zlitować!
Serce me zwiędło jak marny
Liść;
Wśród nocy czarnej
Nie wiem, gdzie iść,
I po przepaściach muszę nocować:
Więc ty mnie prowadź.
To, com ukochał, com tyle
Czcił,
Zdeptane w pyle
Padło bez sił;
Rozpacz i hańbę widząc po drodze,
Stanąłem w trwodze.
Widziałem zbrodni zwycięski
Szał,
Widziałem klęski
Duchów i ciał;
Więc obłąkany boleścią chodzę
We łzach i trwodze.
I nie wiem teraz, w co wierzyć
Mam,
Jak dzień mój przeżyć
W ciemności, sam;
Nie wiem, czy zdołam wytrwać niezłomnie:
Więc ty zstąp do mnie!
Lękam się zstąpić z wątpieniem
W grób
I z utęsknieniem
Do twoich stóp
Chylę się z prośbą i nieprzytomnie
Wołam: zstąp do mnie!
Pokaż mi tryumf w przyszłości
Dniach,
Tryumf miłości
Kupiony w łzach,
I ludu mego zwycięstwo jasne
Pokaż, nim zasnę!
Pokaż mi ciszę wschodzących
Zórz,
Zmartwychwstających
Królestwo dusz,
A dbać nie będę o szczęście własne
Spokojny zasnę.



Dodano: 2011-06-20 16:47

Końcówka "Płonącej żyrafy" Grochowiaka:

Bo życie
Znaczy:
Kupować mięso Ćwiartować mięso
Zabijać mięso Uwielbiać mięso
Zapładniać mięso Przeklinać mięso
Nauczać mięso i grzebać mięso
I robić z mięsa I myśleć z mięsem
I w imię mięsa Na przekór mięsu
Dla jutra mięsa Dla zguby mięsa
Szczególnie szczególnie w obronie mięsa
A ONO SIĘ PALI
Nie trwa
Nie stygnie
Nie przetrwa i w soli
Opada
I gnije
Odpada
I boli
Tak
To jest coś


Czy na tym zacnym skądinąd forum jest jakiś wątek powitalny? Bo jeśli nie ma, to witam się tutaj. Cześć.



Dodano: 2011-07-02 17:52

Jan Andrzej Morsztyn "Do Trupa"

Leżysz zabity i jam też zabity,
Ty – strzałą śmierci, ja – strzałą miłości,
Ty krwie, ja w sobie nie mam rumianości,
Ty jawne świece, ja mam płomień skryty.

Tyś na twarz suknem żałobnym nakryty,
Jam zawarł zmysły w okropnej ciemności,
Ty masz związane ręce, ja, wolności
Zbywszy, mam rozum łańcuchem powity.

Ty jednak milczysz, a mój język kwili,
Ty nic nie czujesz, ja cierpię ból srodze,
Tyś jak lód, a jam w piekielnej śrzeżodze.

Ty się rozsypiesz prochem w małej chwili,
Ja się nie mogę, stawszy się żywiołem
Wiecznym mych ogniów, rozsypać popiołem.



Dodano: 2011-07-02 20:33 Zmieniono: 2011-07-05 11:16

Tadeusz Miciński - "W mroku gwiazd"

Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,

lecący z jękiem w dal - jak głuchy dzwon północy -

ja w mrokach gór zapalam czerwień zorzy

iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.

Ja komet król - a duch się we mnie wichrzy

jak pył pustyni w zwiewną piramidę -

ja piorun burz - a od grobowca cichszy

mogił swych kryję trupiość i ohydę.

Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą

jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -

jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach

idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.

Na harfach morze gra - kłębi się rajów pożoga -

i słońce - mój wróg słońce ! wschodzi wielbiąc Boga.

* * *

W mym sercu baśni o jutrzence

i fantastyczne kwiaty szronu ;

w mym sercu jakby echo dzwonu ;

w mym sercu zakrwawione ręce

grają na strunach miesiąca

odwieczny ciemny

hymn.

Schodzę w labirynt podziemny -

u stóp mych morze się roztrąca.

* * *

Wampir



Modlą się duchy ciemnych wód -

modli się serce krwawe.

W wnętrznościach mogił szlocha lud

i szlocha serce krwawe.

Armat spiżowych tętni grzmot

i tętni serce krwawe.

Bagnety pełzną pijanych rot

i pełznie serce krwawe.

Zadrgały bruki rżniętych miast -

zadrgało serce krwawe.

Wampiry gaszą wieczność gwiazd

i gaszą serce krwawe.

Zhańbione ciała - pusty dwór -

zhańbione serce krwawe.

Wtem tryumfalnie zapiał kur -

i pękło serce krwawe. "

* * *

Stanąć tak nad morzem

z chmur kłębami na dnie

i w głąb niemą rzucać

jarzące klejnoty ...

I pod jej pałacem

oprzeć skroń na murach

i wyrzec się - wyrzec

duszy swej na wieki ...

I żagiel rozwinąć,

kiedy burza wyje

i mknąć ponad góry

i spadać - i płynąć ...

* * *

Wśród czarnych mórz

ogień w rubinie -

widzę w głębinie

Śniącą o wędrówce dusz.

Migocą żarze

na grobowcach gór -

płonęły nam twarze

miłością znad chmur.

Słońce z gór wezgłowia

kładło cień po cieniu -

wśród ludzkiego mrowia

zostałem w milczeniu.

Ach, dobrze - już mrok -

na chmurach popioły -

widzę Boga wzrok -

gdy strącił Anioły.

* * *

O nocy cicha, nocy błękitna

u stóp Twych leżę, całując Cię -

warkoczy Twoich gąszcz aksamitna

po wzgórzach gwiezdnych w niebo się pnie.

Srebrzą się stawy, szumią potoki

i tylko serce w płomieniu burz -

idę w puszcz leśnych ciemne wyroki -

nocy błękitna - żegnam Cię już.

* * *

Noc - kryształ czarny. Iskrzą się gwiazdy nad borem.

Jeszcze mam obraz Twój w sercu mem smutnem i chorem.

Pociąg mię niesie w dal ku morzom, gdzie wszystko utonie -

i wtedy pójdę ku wam, o gwiazd plejado, Orionie !

* * *

Na maszcie moim Wega się żarzy -

a na dnie zimna puszcza korali -

fala wyjąca dziko się żali,

jak widmo tęskne umarłej twarzy.

* * *

Nokturn

Las płaczących brzóz

śniegiem osypany,

pościnał mi mróz

moje tulipany.

Leży u mych stóp

konająca mewa -

patrzą na jej trup

zamyślone drzewa.

Śniegiem zmywam krew,

lecz jej nic nie zgłuszy -

słyszę dziwny śpiew

w czarnym zamku duszy.

* * *

Oto mej duszy świątynia - z czarnych, jak miłość, marmurów,

gdziem lud spiżowych posągów zaklął nad głębią rozpaczy.

Niech wicher morski gra, niech strąca lwów - Poskramiaczy

w płynny wulkanów żar - w ogniowy pałac Ahurów.

Tu napowietrzny most z bolesnych krwawych stygmatów

między górami na morzu, jakoby nici pajęcze -

i tu Cię będę niósł, jak chmura porwaną tęczę,

na ten najwyższy cypl - w zorzy polarnej dwóch światów.

I Tobie oddam regiony, co w skalnych zboczach mej duszy,

jak ametysty lśnią : sny prerie : sny jak miesiąc w borze,

i tę ścieżynę modlitwy, którą szedł Chrystus raz w mroku.

A dla mnie to bezbrzeżne kraterów gasnących morze,

upiory świateł, wieczność, której już nic nie poruszy -

chyba ten Bóg - co przyszedł mię potępić - w Twoim wzroku.

* * *

Zahuczał wicher - wicher jesienny

nad moim sercem - sercem tułaczem -

i Anioł senny - Anioł Gehenny

już mnie powitał - powitał płaczem.

* * *

Nade mną leci w szafir morza

obłok, pojony mlekiem gór -

nade mną śpiewa ptaków chór -

motyl, kochanek lilij łoża...

A ja pod mrokiem łzy - kamienia

sączę swój ciemny jad -

lecz śmiać się będę z przerażenia

tego, kto zerwie kwiat.

* * *

Migocą złote pomarańcze

w odludnym czarnym salonie -

Ty upiór - rządzisz na tronie -

z miesiącem wchodzę ja - i tańczę.

Splecione kobry nad róż misą

nurzają jady w kryształ czarek -

wśród maurytańskich kolumn Wareg

mieczem wskazuje tam gdzie lwy są.

Miłosne krwawe pomarańcze

w letargu śniącej czarnej Diany -

o jęku, tylko raz słyszany !

Z miesiącem wszedłem tu i tańczę.


Jerzy Liebert

* * *

Bliżej smutku, daleki już jestem od złości,
Od nadziei, co krzepi, od żądzy, co burzy,
Współczucie Twe mi obce, Twa dobroć mnie nuży:
Dwa okruchy łaskawe ze stołu miłości.

Patrzę w jutro bez gniewu, w dzień przeszły w zadumie,
Dzisiaj spojrzałem w miłość i zabiłem trwogę,
I odtąd w głębię serca wpatrywać się mogę -
Twego, co kochać nie chce, mego, co nie umie.



Kazimierz Wierzyński

Gniew

Czemu zgubiłem się w drobiazgu.
Ślęczę nad jakąś w palcu drzazgą
Jak gdybym tylko tyle czuł,
A mnie przez kości w twardą ziemię
Wbiło zawzięte moje plemię
Ojczysty, osikowy kół.

Tyle że trwam. Trwam jak przybity,
W gardło mi wleją okowity
Albo mi chlusną wodą w twarz,
Bym nie omdlewał, ledwie dyszał,
Abym cię, ziemio, słyszał, pytał
Co ty w zanadrzu jeszcze masz.

A ty masz góry kute w ogniu,
Karpacką sosnę, sarny pod nią,
Po mokrej łące olchy biegną,
W środku na jednej nodze czapla,
Wieczór się pyli, mgła się skrapla,
Mnie wszystko jedno.

Mnie tylko ten bestialski kół
Abym omdlewał, ledwie czuł
Jak dogorywa się w rozbiciu,
Mnie tylko żar zawzięty, gniew,
Nie żadna miłość, twardy gniew,
I to mnie trzyma przy życiu.



Dodano: 2011-07-10 15:55

Hmm... No tak

Miłosz
Który skrzywdziłeś

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się kłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze dzień jeden przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.
Możesz go zabić - narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świat zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Dodano: 2011-07-10 16:50

Jakże mi tego utworu w pamięci brakowało! Tytuł znajomy się wydał ale treści z początku nie poznałem. Dopiero na końcówce przypomniałem sobie głos polonistki i w pamięci wyrecytowałem. Dziękuję Szarl, dziękuję za odświeżenie :)


"God made me a cannibal to fix problems like you."


Dodano: 2011-07-10 17:17

Też bardzo go lubię


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Ja wole Dodano: 2011-07-16 23:01

Ja tam wolę Juliana Tuwima bo w tych ostatnich daje równo jedzie po systemie i po ludziach co się lapią i zazdroszczą xD


Nie płacz... Jutro będzie gorzej ;)


Dodano: 2011-07-17 16:42

pił wino przez całą noc w noc
28-ego i wciąż o niej myślał:
o tym jak chodziła i mówiła i kochała się
o tym jak opowiadała mu o rzeczach które wydawały się
prawdziwe a było odwrotnie, i znał kolor jej każdej
sukienki
i jej butów - znał kształt i wysokość
każdego obcasa
podobnie nogi ułożonej w bucie.

i znów jej nie było kiedy przyszedł do domu, i
znów wróciłaby z dziwnym zapachem na sobie,
i tak był
oprzyszła o 3 nad ranem
brudna jak prosie ryjące w gnoju
i
wyciągnął rzeźniczy nóz
i ona krzyknęła
cofając się do ściany pokoju
wciąż jakoś ładna
pomimo smrodu jej miłości
i on dokończył szklankę wina.
ta żółta sukienka
jego ulubiona
i ona znów krzyknęła.
i podniósł nóż
i odpiął pasek
i zerwał z siebie przed nią ubranie
i odciął sobie jaja.

niósł je w dłoniach
jak morele
i spuścił je do
klozetu
i ona dalej wrzeszczała
kiedy w pokoju zrobiło się czerwono
i usiadł trzymając 3 ręczniki
między nogami
mając gdzieś czy odejdzie czy
zostanie
czy nosi na sobie żółtą czy zieloną czy
też żadną.
i jedną ręką trzymając i drugą
podniósł i polał sobie
kolejną szklankę wina.

autor: Charles Bukowski
przełożył: Jacek Szafranowicz


życie - opowieść idioty


Dodano: 2011-08-03 13:45

Alfred Lord Tennyson

Szarża Lekkiej Brygady

* * *

Galopem, galopem.
Galopem...
Nieś się!
Hej po dolinie śmierci
Jedzie ich sześćset.
„o szarży!" - rozkaz brzmiał-
„Lekka Brygado, w cwał!"
Oto w dolinę śmierci
Zjeżdża ich sześćset.
„Brygado Lekka, w cwał!"
Czy który zbladł lub drżał?
Że wodza błąd tu był
Wiedzieli jeźdźce.
Nie im - komendy prym,
Badać, co? jak? - nie im,
Ich rzecz - iść w bitew dym.
W czarną dolinę śmierci
Wjechało sześćset.
Na prawo - ogień dział
Na lewo - ogień dział,
Naprzeciw - ogień dział
Grzmi, pluje, zmieść chce!
Poprzez granatów grad,
Mężnie, przy bracie brat,
W rozwarty śmierci pysk,
W gardło piekielnych krat
Pędzi tych sześćset!
Ognistych szabel huf
Zalśnił, wzniósł się, i znów
Runął na armię luf,
Rąbiąc baterie, aż
Świat zamarł w geście.
Pędzą przez dym i żar,
Łamią front wrażych chmar;
Kozak i Ruski, w łeb
Rażony szablą, marł,
Padał w ucieczce.
Wraca Brygada - lecz
Już ich nie sześćset!
Naprawo - ogień dział,
Na lewo ogień dział,
Za nimi - ogień dział
Grzmi, wali, zgnieść chce;
Przez ten granatów grad
Niejeden jeździec padł.
Żołnierz, w chwata chwat!
Widzieli śmierci pysk,
Z gardła piekielnych krat
Wracają! - może stu?
A było sześćset...
Uderzcie w mosiądz surm!
Ta szarża - to był szturm!
Świat zamarł w geście.
Grzmij chwałę wielkich spraw!
Lekką Brygadę sław!
Rycerzy sześćset!



Dodano: 2012-03-09 18:35

Herbert
Dlaczego klasycy
1
w księdze czwartej Wojny Peloponeskiej
Tukidydes opowiada dzieje swej nieudanej wyprawy

pośród długich mów wodzów
bitew oblężeń zarazy
gęstej sieci intryg
dyplomatycznych zabiegów
epizod ten jest jak szpilka
w lesie

kolonia ateńska Amfipolis
wpadła w ręce Brazydasa
ponieważ Tukidydes spóźnił się z odsieczą

zapłacił za to rodzinnemu miastu
dozgonnym wygnaniem

exulowie wszystkich czasów
wiedzą jaka to cena

2
generałowie ostatnich wojen
jeśli zdarzy się podobna afera
skomlą na kolanach przed potomnością
zachwalają swoje bohaterstwo
i niewinność

oskarżają podwładnych
zawistnych kolegów
nieprzyjazne wiatry

Tucydydes mówi tylko
że miał siedem okrętów
była zima
i płynął szybko

3
jeśli tematem sztuki
będzie dzbanek rozbity
mała rozbita dusza
z wielkim żalem nad sobą

to co po nas zostanie
będzie jak płacz kochanków
w małym brudnym hotelu
kiedy świtają tapety

I dla kontrastu, też Herbert, ale tym razem jako tłumacz

Trakl

Śpiew pojmanego kosa

Ciemny oddech w zielonych gałęziach.
Małe niebieskie kwiaty fruwają wokół oblicza
Samotnego, złotym tupotem
Zamierają pod drzewem oliwnym.
Na pijanych skrzydłach pierzcha noc.
Jak wolno krwawi uległość,
Powolne kapanie rosy z kwitnącego ciernia.
Litości promieniste ramiona
Obejmują rozbite serce.


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Dodano: 2012-03-13 21:50

_ASCII_ (Matuzalem)
_ASCII_
Posty: 32
-ส็็็็็็-ส็็็็็็-ส็็็็็็

Ani mię zgnębią zórz krwawe zawiście,
Ni złote groźby słonecznej potęgi!
Grzbiet mój w złość słońcu czerni się plamiście
W przeciwsłoneczne, przeciwzłote pręgi!...

Gotowam słońce rozszarpać na ćwierci!
Na ziemi - ryk mój, milczenie me - w niebie...
Z nieznanych światów czaję się na ciebie
Ja - rozpląsana dookoła śmierci!

Przeciwzłocącą się - porwij w ramiona,
Bym z ciebie życia wydarła niemoce,
Bym czuła nozdrzem ten szał, że ktoś kona
W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!

W róże mię uwieńcz, w zmierzch winnicy prowadź,
W pałaców głębie - na marmur i kwiaty,
Gdzie win purpura i śmiechu szkarłaty
Chcą falę życia do dna rozfalować!

Wśród dziewcząt - jedna jest tylko w żałobie,
Niepewna losu... zapatrzona w cienie...
Jej ciało - biały sen o samej sobie,
Tym snem objęta - czeka na skinienie.

Rzuć ją w mą żądzę, w puchy mego łona,
Na okamgnienie - nie na długie noce,
bym nozdrzem czuła szał, że miłość kona
W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!...

Ten, kto mię stworzył dla krwi i pieszczoty,
Dał mi skok zwinny, co w śmierć mię przerzuca,
Kły moje wygiął w kształt własnej tęsknoty
I własnym rykiem natężył me płuca!

On we mnie ryczy, szaleje zbłąkany
W moich żył sieci i kości gęstwinie!
Raniąc mię, sobie zadaje te rany,
Które mi w gniewu przeznaczył godzinie!

Bolesław Leśmian - Pantera

On razem ze mną hen - w dzikim ostępie
Z wiecznym się głodem w zapasach szamocze,
A ja z nim wspólnie zmorę życia tępię,
I z nim się wspólnie słońcu przeciwzłocę!

Kimkolwiek jesteś - czy Lwem niewidzialnym,
Czy wszechobecnym raczej Jaguarem -
Węszę Twe tropy w błękicie upalnym
I kuszę ciała wonnego wyparem!...

Wyjdź na swe żery z jaskini lazurów!
Otom - gotowa!... śnij uczty weselne!
Chcę być radością dla twoich pazurów,
Chcę krwią upoić twe kły nieśmiertelne -

I chcę cię zdradzić, gdy przywrzesz do łona,
Pokąsać w strzępy twą wieczność, twe moce,
By chłonąć nozdrzem ten szał, że Bóg kona
W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!


●▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬๑۩۞۩๑▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬● ...................ǝızpǝzsʍ..ǝıɔ..ızpɐʍoɹdɐz..ɐıuzɐɹqoʎʍ.................... ...........q..nʇʞund..op..ɐ..nʇʞund..z..ǝıɔ ızpɐʍoɹdɐz..ɐʞıboן........... ●▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬◢◤●◥◣▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬●


Dodano: 2012-04-21 22:38

Wiersze zajebistego poety Marcina Świetlickiego

Piekło
Piekło,
piekło,
przestało. Grube skóry, groby
gadające. A wschód
słońca w południe następuje, kiedy
samotnie zamówiwszy wódkę i drożdżówkę
w "Zwisie", w którym pracuje pani, co nas lubi,
palimy sobie papierosa. Podstawowy zestaw,
wywołujący wschód słońca oraz nową miłość
do niewiadomoczego, na nic konkretnego
nas nie stać i nie będzie nas stać, a za chwilę
nie będziemy tu stali, pan tu stał, a teraz
nie stoi, poszedł. Piekło i przestało.

Pułapka
Śnieg. Deszcz.
Psy osaczają.
Rozpoznaję niektóre z nich.

Przecieki
Rowerzyści na nocnej ścieżce mijający mnie i
rozpoznający mnie, przeze mnie nie są rozpoznani,
odjeżdżają i nigdy pewnie się nie dowiem,
tak jak nie dowiem się o
i o.

Był ktoś i pytał o ciebie, kto? nie jestem w stanie
ci opisać, nawet płci, ktoś był, nie zostawił
wiadomości.

Wyszedłem rano, wsiadłem i jechałem.
Gdzieś jest to drzewo.

Państwo von Kleist
Tak. A ponadto donosimy, że
leżymy zastrzeleni - i jeszcze w tej chwili
można nas tu odnaleźć. Bardzo staromodnie
leżymy - przytuleni, a trawy zwyczajnie
ruszają się - i drzewa, bo wszystko jest w ruchu:
państwowe trawy i państwowe drzewa,
nawet i nasze ciała, wyjątkowo martwe
(gdyby popatrzeć na nie z pewnej odległości,
jak pewnie to uczynisz, widać że falują,
w tę samą stronę co wszelka natura,
wiatr jest po prostu). List ci
przyniosą we śnie. Otwieraj go wolno.
Wszystko należy robić cicho i powoli,
ponieważ miłość jednak jest. Tak.


“History,Stephen said, is a nightmare from which I am trying to awake”


Dodano: 2013-06-11 02:23

gnom26 (Bicz)
gnom26
Posty: 3
Trzygród czyli Trójmiasto

to napisali Todi i Gnom



Login

Password


Załóż konto / Odzyskaj hasło