Dodano: 2012-03-10 15:47
| MentalCage napisał(a): |
| [quote:8e3d5fcd39="Argmator"]
Będąc dobrym nastroju widzi się smutek z daleka, można go zobaczyć całego i opisać, za pomocą dźwięków np, a przeżywając go jesteśmy w środku. |
Opisując smutek, gdy sami jesteśmy w stanie jego przeżywania, jesteśmy bardziej szczerzy i prawdziwi.[/quote:8e3d5fcd39]
A opisując go z pewnej perspektywy to już nie?
Gdy tworzę coś melancholijnego to jestem szczęśliwy z samego aktu twórczego i nie wydaje mi się, żebym nie był z szczery w okazywaniu emocji w muzyce.
Podkreślam, być może jest to bardzo relatywna sprawa, dlatego mogę odnieść się tylko do siebie.
Praktycznie każdemu twierdzeniu można przeciwstawić kontrtwierdzenie i znaleźć dla niego równie silne uzasadnienie
Dodano: 2012-03-10 15:49
Dlaczego wszyscy łączą samotność ze smutkiem. To, że ktoś jest samotny nie musi od razu znaczyć, że jest nieszczęśliwy.
Suffer the pain of discipline or suffer the pain of regret!
Dodano: 2012-03-10 15:54
Nigdzie nie napisałem, że samotność równa się smutkowi, choć nie da się ukryć, że słowo "samotność" w sobie wpisane, przynajmniej kulturowo, cechy, które niekoniecznie są pożądane przez człowieka.
Praktycznie każdemu twierdzeniu można przeciwstawić kontrtwierdzenie i znaleźć dla niego równie silne uzasadnienie
Dodano: 2012-03-18 20:06
Chciałbym zwrócić uwagę na to, że istnieją różne modele samotności:
- mamy znajomych i przyjaciół, ale ograniczamy kontakty z nimi i dużo czasu spędzamy sami, bo tak lubimy
- nie mamy praktycznie nikogo, z kim można by porozmawiać, czujemy się całkowicie odrzuceni przez społeczeństwo
- nie mamy partnera i przez to wpadamy w melancholijny nastrój, odcinamy się od świata
Pierwszy model jest dla mnie naturalny. Zawsze większość czasu spędzałem sam ze swoimi myślami. Czasem jednak lubię wyjść gdzieś z kimś. Nie lubię wypadów grupowych, preferuję dwie lub trzy osoby.
Druga wersja występuje w moim życiu mniej więcej od miesiąca. Wszyscy przesyłają mi przekaz myśli o treści "Mam cię głęboko, spietruszaj brudasie!".
A do trzeciej jestem już tak przyzwyczajony, że nawet się nad tym nie zastanawiam.
Nie wiem dokładnie dlaczego napisałem tego posta, po prostu czułem taką potrzebę.
To, co najcenniejsze w człowieku zawsze znajduje się w środku.
Dodano: 2012-03-18 21:40
To prawda, że samotność nie jedno ma oblicze. Ale mam wrażenie, że coraz więcej ludzi, gdzieś w środku odczuwa pewną pustkę - samotność, jakkolwiek by ona nie wyglądała. A przy tym inna część odcina się totalnie od jakiś większych uczuć, odczuć, przemyśleń, refleksji, żyjąc w jakimś dziwnym zblazowanym świecie, czego nie pojmuję.
Zresztą nawet mając pełno znajomych, czy przyjaciół w kluczowych momentach człowiek jest tak naprawdę zdany tylko na siebie, co ma przeżyć nikt za niego nie przeżyje. I co mu wtedy po bliskich? Ano nic. Brak zrozumienia często chadza w parze z samotnością
'trwający chaos poczeka, posłuchaj jak noc szepta'
Dodano: 2012-03-19 13:05 Zmieniono: 2012-03-19 13:05
Jest też taka samotność, którą sobie sami "wmawiamy", bo jesteśmy ślepi lub też chcemy być ślepi na wyciąganą pomocną dłoń.
Doskonale wiadomo, że są osobowości, które urządziły sobie przytulne gniazdko na "dnie samotności" i wcale stamtąd wychodzić nie chcą. Nawet pomimo faktu, że świat, życie, radość i witalność wtłaczają się tam niemalże bezczelnie.
Ale jak tutaj zrezygnować z fatalizmu, pesymizmu oraz przede wszystkim egoizmu, kiedy je tak uwielbiamy? Usiądźmy, zapłaczmy, ponarzekajmy. Odepchnijmy wszelkie próby wyjścia z tego bagna! Tak, bagna. Nikt nie wytrzyma całego życia w samotności, nikt nie jest samotną wyspą (w tym miejscu nie mogłam sobie odpuścić użycia tego komunału - bądź co bądź - prawdziwego). Nikt przy zdrowych zmysłach.
Nie da się określić swojego życia jednym mottem.
Dodano: 2012-03-24 19:10
| Kamien napisał(a): |
| Chciałbym zwrócić uwagę na to, że istnieją różne modele samotności:
- mamy znajomych i przyjaciół, ale ograniczamy kontakty z nimi i dużo czasu spędzamy sami, bo tak lubimy - nie mamy praktycznie nikogo, z kim można by porozmawiać, czujemy się całkowicie odrzuceni przez społeczeństwo - nie mamy partnera i przez to wpadamy w melancholijny nastrój, odcinamy się od świata Pierwszy model jest dla mnie naturalny. Zawsze większość czasu spędzałem sam ze swoimi myślami. Czasem jednak lubię wyjść gdzieś z kimś. Nie lubię wypadów grupowych, preferuję dwie lub trzy osoby. Druga wersja występuje w moim życiu mniej więcej od miesiąca. Wszyscy przesyłają mi przekaz myśli o treści "Mam cię głęboko, spietruszaj brudasie!". A do trzeciej jestem już tak przyzwyczajony, że nawet się nad tym nie zastanawiam. Nie wiem dokładnie dlaczego napisałem tego posta, po prostu czułem taką potrzebę. |
Osobiście dodałabym 4tą wersję:
-ktoś, nawet, jak jest w związku, to czuje się w jakimś sensie samotny, gdyż 2ga osoba - partner/-ka, jeśli już pojawia się w jego życiu, to nie rozumie jego pewnych poglądów i pasji, zabrania kontaktów z tymi znajomymi, które wg niego/niej mogą potencjalnie zagrozić związkowi (choć często jest to poczucie zagrożenia bezpodstawne, irracjonalne): przez takie praktyki osoba również może czuć się znerwicowana, stłamszona i osamotniona, wg mnie to dramat wielu ludzi.
Możnaby również pokusić się o 5tą wersję:
- z pewnych powodów związek się rozpadł, zatem następuje poszukiwanie nowego partnera, albo raczej..."dawanie się znaleźć" potencjalnemu partnerowi. "Po drodze", w trakcie tego dłuższego lub krótszego procesu, mogą mieć miejsce różne rzeczy, np. relacje typu przyjaźń + sex, dłuższe lub krótsze okresy celibatu itp., itd.
Nie marudź, bo cyckiem walnę.
Dodano: 2012-03-24 21:09
Nie ma nic gorszego od płytkiego emocjonalnie partnera, który potrafi się tylko do nas kleić. Może niektórym to wystarcza, ale mnie nie. Nie wytrzymałbym nawet tygodnia z kimś, z kim nie mógłbym szczerze i wyczerpująco porozmawiać. Nawet, jeśli byłby najwierniejszy i najlepszy w łóżku.
Ja w związku patrzę najpierw na sferę emocjonalną. Jeśli partner nie zaspokaja moich potrzeb psychicznych to nie dopuszczam go do siebie i fizycznie. Seksualność nie uszczęśliwia mnie kiedy jestem smutny, wręcz odwrotnie.
To, co najcenniejsze w człowieku zawsze znajduje się w środku.
Dodano: 2012-05-03 01:32
Co do samotności powiem tyle, że jak mój długi związek przez większość widziany jako związek idealny pewnego dnia zakończył się, poczułam wolność jak to wspaniale mieć pełno znajomych w około, zero zobowiązań itp. Na chwile obecna mogę stwierdzić, że człowiek "musi mieć" drugiego człowieka, przy którym czuje się dobrze, pokazuje kim jest tak na prawdę,ma u niego wsparcie, w złych chwilach ma kogo przytulić,ma u kogo zdobyć zaufanie tak jakby innego rodzaju niż u przyjaciela czy kumpla i przede wszystkim być gotowym na poświęcenia związane z tą pewną osobą, temu człowiekowi będzie cholernie trudno pogodzić się z samotnością. Bycie samemu jest ciężkie chyba dla każdego i nie ważne jest to czy ma 100 znajomych czy 5 zawsze będzię odczuwał pustkę z powodu braku tej jednej osoby. Nawet samotnicy z wyboru muszą czuć tą pustkę bo to jest po prostu ludzki odruch. Zresztą każdego człowieka darzy się jakimś uczuciem, które nie zawsze jest pozytywne.
Dodano: 2012-05-03 19:13
Mój ostatni partner bardzo mnie oszukał i skrzywdził. Musiałam to jakoś przełknąć i przetrawić, choć niełatwo było. Teraz spotykam się z kimś innym, jednak nie przyśpieszam na siłę biegu wypadków, zobaczymy, co z tego będzie. W każdym razie mam z tą nową osobą porozumienie intelektualne i emocjonalne, którego nie miałam z ostatnim partnerem.
Nie marudź, bo cyckiem walnę.
Dodano: 2013-05-14 21:10
Gorzej jak ktos jest zamkniety w sobie. Ciezko wtedy znalezc kogos bliskiego sercu, mimo ze sie chce to i tak nie trzyma sie go na dystans. Wymaga to bardzo duzo czasu przez co niektorzy moga pomyslec, ze nie lubimy ich albo nie jestesmy zainteresowani. Ja mam osobiscie tez problem i powoli staram sie cos z tmy robic.
Żyć tak, aby niczego nie żałować. Szkoda czasu na zmartwienia. To co tu i teraz jest najważniejsze, przeszłość i przyszłość jest tylko abstrakcyjna. Każdy krok tworzy historie i otwiera nowe możliwości.
Dodano: 2013-05-15 01:03
Uważam, że trzeba pracować nad sobą, żeby nie być aż tak zamkniętym i nie mieć aż takiego dystansu do otoczenia. Rozumiem, ze każdy jest inny i to czyni ludzi ciekawymi, ale jeśli ktoś cały czas chowa się w swojej bezpiecznej "skorupie" i nie daje szansy innym na poznanie się, to samotność takich osób jest czymś naturalnym i o taki stan rzeczy można obwiniać tylko i wyłącznie siebie( a nie siedzieć i marudzić jak to mi w życiu źle, bo nie ma wokół mnie bratnich dusz,bla bla bla). Sama jestem bardzo otwarta na ludzi, ale paradoksalnie przyciągam dużo osób małomównych, skrytych.. Jeśli ktoś pozwala mi się poznać od środka to cieszy to podwójnie. Jednak proces "otwierania" takich osób jest żmudny, trzeba czasu i cierpliwości. Lubię wyzwania, jednakże osoba, która nie będzie chciała współpracować to choćbym stanęła na głowie, nic nie będzie, żadnego kroku naprzód. I z własnych przeżyć nie mogę pominąć faktu, ze osoby, które dadzą się "otworzyć" są wspaniałymi i oddanymi przyjaciółmi na długie lata :)
"Zawsze na siebie zdani, swoje szczęście tworzymy sami"
Dodano: 2013-05-16 18:16
To prawda, dlatego tez kiedys poznalem swietna dziewczyne, ktora zainwestowala troche czasu, mimo ze nie wyszlo, nie zaluje ani jednego dnia
w kazdym razie z dnia na dzien jest troche lepiej.
Żyć tak, aby niczego nie żałować. Szkoda czasu na zmartwienia. To co tu i teraz jest najważniejsze, przeszłość i przyszłość jest tylko abstrakcyjna. Każdy krok tworzy historie i otwiera nowe możliwości.
Dodano: 2013-05-17 22:43
Nie wiem czy można to nazwać nieśmiałością ale jestem nieśmiała wśród ludzi mi znanych np.w szkole,a szczególności wśród chłopaków.Przez co nie mam przyjaciół ewentualnie znajomych na krótką metę i odczuwam osamotnienie.Wśród obcych czuje sie najlepiej i najpewniej.
Dodano: 2013-07-07 23:33
| revierka napisał(a): |
| Nie wiem czy można to nazwać nieśmiałością ale jestem nieśmiała wśród ludzi mi znanych np.w szkole,a szczególności wśród chłopaków.Przez co nie mam przyjaciół ewentualnie znajomych na krótką metę i odczuwam osamotnienie.Wśród obcych czuje sie najlepiej i najpewniej. |
Hmmm, ciekawe... Za zwyczaj jest jednak na odwrót. Ale u cb może jest tak, bo cały czas lubisz się zmieniać i być kim innym
Dodano: 2013-07-09 00:49
Samotnośc w tłumie. Niby na codzien spotyka sie z wieloma ludzmi rozmawia, śmieje ale czuję sią jakbym był wśrod jakies obcej rasy. Mam wrazenie ze otaczajacy mnie ludzie to jakis bezmózgie zombie. Jeden organizm posiadajacy zbiorowsc tlumu, ktory nie stoleruje zadnej odmiany innosci jezeli tylko na chwile staniesz to cię stratuje...
Sztuka życia - to cieszyć się małymi szczęściami
samotność... Dodano: 2013-07-09 09:54
A ja tak sobie myślę, że czasem samotność też coś nam daje. Czas na budowanie siebie, na zastanowienie się kim się jest i czego się chce. Może czasem nie jest się na tyle silnym, żeby objawić samego siebie
Pewną wadą jest fakt, że w ten sposób pozbawiamy siebie pewnych bodźców. Problem zaczyna się wtedy, kiedy samotność nie jest już naszym wyborem i zaczyna nam mocno doskwierać. No cóż... wtedy najlepiej jest chyba wrócić między ludzi:) Chociaż nie zawsze jest łatwo, ale nie powinno się poddawać. Jeśli chodzi o partnerów, to powiem szczerze, że ja sama nigdy nie poczułam tak naprawdę bycia z kimś. Zawsze czułam w związkach pewnego rodzaju samotność. Brak samotności odczuwam przebywając z przyjaciółmi, którzy mnie rozumieją i mają podobne zainteresowania (przynajmniej niektóre). Kiedy czuję się samotna, to szukam miejsc, w których jest dużo ludzi, albo zaglądam tutaj
Tylko żyjąc absurdalnie można wyłamać się z tego bezgranicznego absurdu... (Julio Cortázar)
Dodano: 2013-07-17 00:01
Moim zdaniem najgorsza jest samotność pośród ludzi, kiedy mimo że spędzamy czas z różnymi osobami czujemy się osamotnieni ze swoimi poglądami, pomysłami, marzeniami, ponieważ otoczenie nawet nie próbuje nas zrozumieć. Co gorsza wszyscy naokoło chcą nas zmienić tak abyśmy wtopili się w szarą masę.
Patrz prosto w oczy i czytaj z nich jak z otwartej księgi ...
Dodano: 2013-07-17 00:12
przesadza Pani ,lepiej być nienawidzonym za to kim jestem ,niż kochanym za to kim nie jestem
Kropla drąży skałę
Dodano: 2013-07-19 00:13
Oczywiście,że tak ja przestawiłam pewien stan faktyczny, co nie oznacza że uważam za słuszne zmienianie się tylko po to aby inni nas akceptowali.
Patrz prosto w oczy i czytaj z nich jak z otwartej księgi ...
Dodano: 2013-07-25 16:39
| Kamien napisał(a): |
| Nie ma nic gorszego od płytkiego emocjonalnie partnera, który potrafi się tylko do nas kleić. Może niektórym to wystarcza, ale mnie nie. Nie wytrzymałbym nawet tygodnia z kimś, z kim nie mógłbym szczerze i wyczerpująco porozmawiać. Nawet, jeśli byłby najwierniejszy i najlepszy w łóżku.
Ja w związku patrzę najpierw na sferę emocjonalną. Jeśli partner nie zaspokaja moich potrzeb psychicznych to nie dopuszczam go do siebie i fizycznie. Seksualność nie uszczęśliwia mnie kiedy jestem smutny, wręcz odwrotnie. |
To akurat prawda. Jeśli nie masz z bliską osobą o czym gadać, to sam sex dla sexu może tylko znudzić albo zniechęcić.
No chyba, że ktoś lubi przygody na jedną noc
Dodano: 2013-07-26 00:01
| Kamien napisał(a): |
| Chciałbym zwrócić uwagę na to, że istnieją różne modele samotności:
- mamy znajomych i przyjaciół, ale ograniczamy kontakty z nimi i dużo czasu spędzamy sami, bo tak lubimy - nie mamy praktycznie nikogo, z kim można by porozmawiać, czujemy się całkowicie odrzuceni przez społeczeństwo - nie mamy partnera i przez to wpadamy w melancholijny nastrój, odcinamy się od świata Pierwszy model jest dla mnie naturalny. Zawsze większość czasu spędzałem sam ze swoimi myślami. Czasem jednak lubię wyjść gdzieś z kimś. Nie lubię wypadów grupowych, preferuję dwie lub trzy osoby. Druga wersja występuje w moim życiu mniej więcej od miesiąca. Wszyscy przesyłają mi przekaz myśli o treści "Mam cię głęboko, spietruszaj brudasie!". A do trzeciej jestem już tak przyzwyczajony, że nawet się nad tym nie zastanawiam. Nie wiem dokładnie dlaczego napisałem tego posta, po prostu czułem taką potrzebę. |
Jeżeli bardzo ograniczamy kontakty ze "znajomymi i przyjaciółmi" oznacza to, że po prostu są dla nas zbyt nudni tudzież zbyt odlegli. Spędzanie wspólnie czasu jest mało twórcze, niezajmujące. Faktycznie, jeżeli ma się perspektywę zmarnowania kilku godzin na bezowocne, suche rozmowy to lepiej oddać się pasjom, poczytać, pograć.
| MountainTobacco napisał(a): |
A ja tak sobie myślę, że czasem samotność też coś nam daje. Czas na budowanie siebie, na zastanowienie się kim się jest i czego się chce. Może czasem nie jest się na tyle silnym, żeby objawić samego siebie |
Ludzie boją się samotności, bo nie są w stanie zagłuszyć własnych myśli i samoistnej introspekcji. Zostają sami przeciwko wspomnieniom (nierzadko bolesnym), rozliczeniom. Wyłaniają się rzeczy, ktore chcieliby przed sobą ukryć i nie być ich świadomi. Nachodzą mnie tu na myśl słowa Gombrowicza "Jestem sam, dlatego bardziej jestem" . Wielu ludzi to przytłacza. Prawda jest taka, że przy pozornym umiłowaniu prawdy niewielu chce ją znać.
| Devon napisał(a): |
|
Osobiście dodałabym 4tą wersję: -ktoś, nawet, jak jest w związku, to czuje się w jakimś sensie samotny, gdyż 2ga osoba - partner/-ka, jeśli już pojawia się w jego życiu, to nie rozumie jego pewnych poglądów i pasji, zabrania kontaktów z tymi znajomymi, które wg niego/niej mogą potencjalnie zagrozić związkowi (choć często jest to poczucie zagrożenia bezpodstawne, irracjonalne): przez takie praktyki osoba również może czuć się znerwicowana, stłamszona i osamotniona, wg mnie to dramat wielu ludzi. Możnaby również pokusić się o 5tą wersję: - z pewnych powodów związek się rozpadł, zatem następuje poszukiwanie nowego partnera, albo raczej..."dawanie się znaleźć" potencjalnemu partnerowi. "Po drodze", w trakcie tego dłuższego lub krótszego procesu, mogą mieć miejsce różne rzeczy, np. relacje typu przyjaźń + sex, dłuższe lub krótsze okresy celibatu itp., itd. |
Wiadomo, że partnerzy nie muszą podzielać wspólnych pasji, ale powinni dawać przestrzeń drugiej osobie. Gdy się decyduje z kimś być, należy mieć świadomość inwentarza jego osobowości. Trzeba chcieć go odkrywać.
W 5tej wersji bywa tak, że po prostu szuka się "zapchajdziury" bo człowiek odwykł od samotności. I łudzi się, że to nie skończy się katastrofą.
Dodano: 2013-07-26 09:31
U mnie to jest tak, że najchętniej chodziłbym po mieście z podstawowymi, wypunktowanymi konkretnymi informacjami o sobie (formalne dane osobowe, status społeczny, zawodowy, naukowy (wykształcenie, rzeczy na których znam się najlepiej, ale też takie na których się nie znam a powinienem się znać), zainteresowania (fizyczne, sporty), duchowe (wiara, muzyka itp.), stan zdrowia (wiek biologiczny, prawdopodobna długość życia, przebyte choroby, aktualne i możliwe w przyszłości), umiejętności, ale też rzeczy których nie umiem, a powinienem umieć itp.
Tak gdzieś ze 3-4 strony A4, np. na koszulce. Żyjąc w bezpiecznym społeczeństwie, w którym ludzie są uczciwi, nie mają przed sobą zbyt wielu tajemnic i wiedzą co mają robić, żeby wszyscy mieli co jeść, gdzie mieszkać i było ciepło w zimę itp. właściwie nic złego nie miałoby prawa się zdarzyć, heh.
Gdyby tak było to pewnie miałbym ok. 140 znajomych, w tym kumpli, przyjaciół, żonę i dzieci, na pewno znalazłbym co najmniej kilka osób na mieście, które też uważają, że hokej to najpiękniejsza gra, ale jak coś to może być piłka nożna albo kosz i się co 2 tygodnie gdzieś ustawić i kilka osób, które słuchają podobnej muzyki i też mają w głowie trochę fajnych riffów i nie mają z kim dograć reszty instrumentów i też się z nimi ustawiać co dwa tygodnie, żeby sprawdzić co nowego i jak nam idzie itp.
Jedno wielkie HEH.
od czasu do czasu warto wrócić do źródła