oni szukają siebie
siebie nie znając
spopielałymi skrzydłami
prosząc o ukojenie
szlakami po obrzeżach tajemnicy
spętani łańcuchami ku sobie mkną
grafitowe drzewo pośród bagien
punktem zjednoczenia
nie
to tylko
pzewidzenie
- mkną dalej
w końcu nadchodzi jednak
wyczekiwane złączenie rąk
szczerozłote
nie wierzą
- zbyt długo nie znali szczęścia
może uda im się je poczuć
w mistycznym pocałunku
na skraju sakramentu uczucia
w spotkaniu
dwóch upadłych ..