Po kiepściutkim przyjęciu "Falling Into Infinity" przez fanów i media, zespół poszedł chyba po rozum do głowy. Zespół opuścił Sherinan, a w jego miejsce zwerbowano starego wyjadacza Jordana Rudessa.
Pomimo genialnych, całkiem sensownych popisów instrumentalnych, album nie jest tak wymagający jak "Images And Words" czy "Awake" - wszystkie gonitwy, choć następują jedna po drugiej, są... takie oczywiste, łatwo przewidywalne. Album nie posiada takiego klimatu jak wczesne albumy - zamiast klawiszowego, pięknego tła mamy solówki. Również solówki Petrucciego nie są tak pomysłowe jak na "Awake", a wokal LaBrie wydaje się być tutaj lekko przesłodzony. Widoczne jest piętno poprzedniego albumu, które objawia się w dosyć tendencyjnej melodyce utworów. Same kompozycje są budowane na pewnych zagrywkach zaczerpniętych z utworu "Metropolis Pt. 1" z albumu "Images And Words". To chociażby świadczy o geniuszu tego utworu, o tym, że jedna kompozycja może być kopalnią pomyśłów na cały album. Sam album jest bardziej techniczny niż progresywny. Również brzmienie nie zachwyca - bębny są suche i mają pusty pogłos, a w jednym utworze słychać nawet jak gitara nagle staje się głośniejsza.
Pomimo tych mankamentów, "Scenes From A Memory" jest albumem bardzo dobrym, wartym poznania i niewątpliwie wyznaczającym pewne nowe standardy w progmetalu. i Choć uważam, że nie jest to tak dobry album jak "Images..." czy "Awake", to i tak mało który zespół progmetalowy zbliżył się do tego poziomu.
Wydawca: Elektra Records (1999)