Rzeźnia, blast na blaście, growlujący jak opętany wokalista i wszechogarniający chaos i bluźnierstwo – być może będzie to dla niektórych ogromne zaskoczenia, ale właśnie taka jest muzyka wypełniająca najnowszy wypust Asgaard zatytułowany „Stairs to Nowhere”. Materiał kopie rzyć aż miło, więc jeśli lubicie muzykę brutalną i nieokrzesaną sięgajcie po ten materiał bez wahania. Hm... a rzeczywiście to nie ten materiał – to będzie do następnej płyty Destroyer666 albo innego Impaled:).
Jeszcze dwóch rzeczy, poza spójnością, nie można odmówić „Stars to Nowhere”, a mianowicie ekspresji, która słyszalna jest głównie w wokalach. Jest to cecha muzyki Asgaard, która jest niczym bramka przed klubem, gdzie ochroniarze dokonują selekcji. Sporo osób tej bariery nie przebrnie, ale mnie przekonuje - wchodzę. Drugą cechą powiązaną z tą ekspresyjnością jest ekstremalny wręcz momentami patos bijący z tego albumu. Posłuchajcie zamykającego „Within the eyes of Angels”, a możliwe, że zmienicie zdanie o tym, że szczytem patosu jest Rogucki i Coma. Jeżeli te dwie cechy Was nie zrażą to nie ma opcji byście tego albumu nie polubili. Obok Iblis, Mgły, Myopia, Medico Peste, The Dead Goats czy Hell United, w kategorii płyta roku 2012 w Polsce, jest to kandydat na pudło. Trzeba posłuchać, przynajmniej raz:).
Ocena: 9/10
Tracklist:
01. Labyrinth
02. Of Pawn and King
03. God of the 3rd Millennium
04. Irradiance
05. Marionettes
06. Stairs to nowhere
07. Cry of Moribund Butterflies
08. Within the eyes of Angels
Wydawca: Icaros Records (2012)