Najgorsze płyty waszych ulubionych zespołów Dodano: 2010-07-30 12:58 Zmieniono: 2010-07-30 13:41
Zdarza się tak, że zespół który zaliczacie do kręgu swoich ulubionych wydał album (w różnych etapach swojej muzycznej działalności), którego po prostu nie lubicie. Przesłuchujecie go kilkanaście razy, dajecie mu szansę, odstawiacie, znowu do niego wracacie i nic. Album jak się nie podobał, tak się nie podoba.
Wypisujcie, uzasadniajcie, polemizujcie.
Na gorąco:
Deep Purple - "Fireball" (1971)
Album wydany po genialnym, wręcz przełomowym w dziejach muzyki rockowej "In Rock", jak dla mnie, jest albumem słabym i, śmiem twierdzić, najsłabszym w dorobku zespołu. Podchodziłem do niego dziesiątki razy, dawałem mu szansę i nic. Jak nie mogłem się do niego przekonać, tak dalej nie mogę. Jedynym utworem, który z tej płyty uznaję za udany jest - paradoksalnie - "Anyone's Daughter"; utwór nie pasujący stylistycznie do całej płyty, jak i do ówczesnych dokonań.
Iron Maiden - "Dance Of Death" (2003), "A Matter Of Life And Death" (2006) i (raczej) "The Final Frontier" (2010)
Pierwsze dwa wymienione, są wg mnie najsłabsze w dorobku grupy (jeszcze do niedawna w poczet tych najsłabszych zaliczałem "The X Factor" i "Virtual XI" ale się do nich (częściowo) przekonałem.)
Jak na kapelę którą się ceni, przy częstszym odsłuchiwaniu, męczą.
Po odsłuchaniu dwóch utworów z najnowszego krążka, który będzie miał swoją premierę 16 sierpnia, również nie mogę powiedzieć niczego dobrego (mam jednak nadzieję, że po zakupie rzeczonego i jego odsłuchaniu, będzie inaczej), a jedynie "ale to już było..."
Mówi się i pisze, że muzyka Iron Maiden jest jak odgrzewany kotlet. Wg mnie, ich ostanie dokonania, są jak 26-letnie mięso ze Szwecji. Kto nieświadomy, ten zje ze smakiem, kto świadom - podziękuje.
Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego ...
Dodano: 2010-07-30 13:15
1. Queen - Jazz (najbardziej nijaka z płyt zespołu, poza szlagierami "Killer queen", "Fat-bottomed girls" i genialnym "Don't stop me now" wieje raczej nudą, melodie są mdłe i pozbawione pazura jaki miały poprzednie płyty)
2. Dream Theater - Six Degrees Of Inner Turbulance (flaki z olejem, sztucznie rozwleczone kompozycje) oraz "Black Clouds & Silver Linings" (totalnie bez świeżosci)
3. Opeth - Deliverance (jak sie nie ma pomysłów na muzykę, to zaczyna sie grac ciężej. Taki jest jak dla mnie ten album)
4. Death - Spiritual Healing (jedyny nieprzełomowy materiał grupy, zbyt konwencjonalny jak dla mnie)
5. Carcass - Swansong (zabrakło ognia i mądrosci kompozycyjnej "Heartwork" i "Necroticism")
6. Pink Floyd - The Wall (album przegadany i rozwleczony)
i jeśli mowa o ULUBIONYCH zespołach to by było na tyle :)
.
Dodano: 2010-07-30 15:57
1. Slayer - World Painted Blood(brzmienie, kompozycje pisane na kolanie w czasie przerwy na papierosa i ogólna beznadzieja)
2. My Dying Bride - For Lies I Sire(jest zbyt "taka sobie" jak na dyskografie My Dying Bride)
3. Testament - Ritual(nie podszedł mi zupełnie)
4. King Diamond - 2 ostatnie płytki(bez pomyślunku, słabo nagrane)
5. Kreator - Pleasure to kill(sieczka - bez ładu i składu)
6. KAT - Mind Cannibals(gdyby była pod inną nazwą pewnie by mi sie spodobało. Ale, że nazwa zobowiązuje)
7. Vader - Necropolis("Moda na Vader odc. 999999")
8. Overkill - Immortalis(słabizna do potęgi)
9. Celtic Frost - Cold Lake(tytuł zagadka - do dziś nie wiem co to w ogóle miało być)
I to tyle jeśli idzie o mnie i o najgorsze płyty moich ulubionych zespołów:]
Wszystko się kiedyś kończy
Dodano: 2011-04-26 13:26
| jedras666 napisał(a): |
|
9. Celtic Frost - Cold Lake(tytuł zagadka - do dziś nie wiem co to w ogóle miało być) I to tyle jeśli idzie o mnie i o najgorsze płyty moich ulubionych zespołów:] |
Chyba na fali mody ma "plastik metal/pink metal" Warrior zapragnął realizować się w tym gatunku. Faktycznie płyta słaba. Wyłoniłbym może ze 2 utwory, które przy odpowiednim brzmieniu i aranżacji, możnaby bez żenady podpisać jako Celtic Frost.
Mój ranking:
1. Kreator 'Cause for Conflict" - kompletnie nie czuję tej płyty
2. Judas Priest - "Jigulator"
3. Sepultura - "Roots" i wyżej
4. Bathory - "Octagon"
"Nie kłóć się z głupkiem, bo cię sciągnie do swojego poziomu i pobije doświadczeniem"
Dodano: 2011-04-26 14:20
a nudzi mi sie więc coś tam moge zjechać przy okazji :-)
alfabetycznie chyba będzie
Asphyx - "Asphyx" - w porównaniu do genialnej poprzedniczki ta płyta to jakieś nieporozumienie, brzmi jakby nagrał ją zupełnie inny zespół
Behemoth - "Demigod" koniec tzw. progresji Behemotha i początek rzemieslnictwa plus idotyczne komputerowe growle które irytują i śmieszą
Bolt Thrower - "Honour, Valor, Pride" niby tylko zmiana wokalu, a w praktyce strasznie nudna, wymęczona i bez pomysłu płyta
Cannibal Corpse - "Gallery Of Suicide" poczatek końca kanibali, płyta za wolna jak na ta kapele, toporna, bez pomysłów, za długa, po prostu nudna, nawet nie odgrzana hehe
Carcass - "Swansong" - śpiewanki co prawda już się zaczeły na Heartworku ale tam przynajmniej miały one ciekawą melodie a ta płyta brzmi jakby nagrana została na kolanie, bardziej ckliwe i nudniejsze odrzuty z sesji po poprzedniczce.
Cryptopsy - "The Unspoken King" zupelnie nie potrafie pojąc jak kapela z taką zajebistą techniką i pomysłami w dziedzinie brutalnego grania mogła wydac cos tak slabego? Wypadek przy pracy? Próba udowodnienia sobie czegos na poletku innej estetyki? Głęboko wierze że to tylko jednorazowy wybryk.
Death - "The Sound Of Perseverence" ta płyta to raczej podręcznik dla masturbatorów melodyjnego i progresywnego grania na gitarze niż fanów death metalu hehe, zresztą to już nie ten gatunek plus spedalone wokale Chucka skutecznie odstraszają mnie od ostatniej płyty tej zacnej kapeli.
Deicide - "Insineratehymn" Glen wydawał różne albumy, lepsze i gorsze, ale ta płyta to nic innego jak mega syficzna kupa :-)
Dillinger Escape Plan - "Miss Machine" podobno to progresja dla ludzi o szerokim horyzoncie muzycznym, ja go nie posiadam, więc dla mnie to po prostu spedalenie, nic więcej :-)
Hate - "Anaclasis" Adam nagle polubił black metal, z którego kiedyś zawsze drwił haha, poczatek żałosnego naśladownictwa Behemotha podany w irytującym syntetycznym sosie w jakim tarza się prawie cała scena death metalowa w Polsce.
Immolation - "Majesty And Decay" artystyczne wypalenie, brak pomysłów, regresja, żenada, płyta na odpierdol.
Kataklysm - "Shadows And Dust" trudno dokładnie stwierdzic kiedy ta kapela sie doszczestnie spedaliła, bo robiła to powolutku z plyty na płyte hehe, powiedzmy że od Shadows moja cierpliwosc pękła :-)
Metallica - "Load" po 5 latach czekania na heavy/thrash dostać country/rock to bardzo duże rozczarowanie hehe
Obituary - "Xecutioner Returns" - wcześniejsza płyta po latach trzymała jeszcze jakis tam poziom, ale ta to już żenujący stoner death'and roll heheh.
Paradise Lost - "One Second" - własciwie można sie było tego spodziewać, wszak z płyty na płyte coraz wiecej tam było depeche mode niż metalowego pazura, dobrze że to juz przeszłość ( jak na razie hehe )
Samael - "Eternal" analogiczne do PL :-)
Satyricon - "Volcano" próba zmiany estetyki z nichilistycznego industrialnego wręcz black metalu na rock and roll zdecydowanie nie wyszło, następczyni o wiele ciekawsza.
Sepultura - "Chaos AD" - koniec brutalnego thrashu, poczatek brazylisjkiej biesiady :-)
Sinister - "Creative Killings" staram się nie być szowinistą, ale płyty Sinistera z pania na wokalu są pozbawione jajec :-)
Vader - "Blood", "Necropolis" nuuuuuuda
Dodano: 2011-04-26 14:40
Dołoże UNLEADHED - "Victory" z 95. Pomijając fatalne brzmienie bębnów, kombinowanie przeywane riffy to zcore'owany wokal Johny;ego był po prostu kaatstrofą. Cóż, poszli w trendy :)
"Nie kłóć się z głupkiem, bo cię sciągnie do swojego poziomu i pobije doświadczeniem"
Dodano: 2011-04-26 14:55
| nymph999 napisał(a): |
| Dołoże UNLEADHED - "Victory" z 95. Pomijając fatalne brzmienie bębnów, kombinowanie przeywane riffy to zcore'owany wokal Johny;ego był po prostu kaatstrofą. Cóż, poszli w trendy :) |
do twórczości szwedów zawsze podchodzilem z przmrużeniem oka, trudno ich muzyke traktować jako wybitną, bo to proste i skoczne rytmy
Najbardziej cenie sobie debiut, bo się zdecydowanie wyróżnia szybkością, brutalnością i tym skandynawskim klimatem ze schyłku 80 i poczatku 90
a "Victory" faktycznie jest najbardziej chyba coreowa, ale wg mnie daje rade lepiej niz pierwsza płyta po reunii "Hells Unleashed " :-)
Swego czasu Grave nagrał rownierz zdeko coreową płytę "Hating Life", ktorą osobiscie bardzo lubie :-)
Dodano: 2011-05-02 10:11
| cellar_door napisał(a): |
| Swego czasu Grave nagrał rownierz zdeko coreową płytę "Hating Life", ktorą osobiscie bardzo lubie :-) |
Też lubię ten album, podobnie jak core'ujący BLUT - zespołu ATROCITY
"Nie kłóć się z głupkiem, bo cię sciągnie do swojego poziomu i pobije doświadczeniem"
Dodano: 2011-06-05 10:37
| nymph999 napisał(a): |
| Dołoże UNLEADHED - "Victory" z 95. Pomijając fatalne brzmienie bębnów, kombinowanie przeywane riffy to zcore'owany wokal Johny;ego był po prostu kaatstrofą. Cóż, poszli w trendy :) |
Hedlund twierdził w wywiadach zupełnie co innego...Głosił, że "Victory" to monolit death metalu. Mnie bardziej zemdliło po "Warrior". Ostatnio wrócili do formy (głownie za sprawą "Hammer Battalion".
Najgorsze płyty waszych ulubionych zespołów Dodano: 2011-09-22 13:30 Zmieniono: 2011-09-22 13:37
| Benjamin_Breeg napisał(a): |
| Iron Maiden - "Dance Of Death" (2003), "A Matter Of Life And Death" (2006) i (raczej) "The Final Frontier" (2010)
Pierwsze dwa wymienione, są wg mnie najsłabsze w dorobku grupy (jeszcze do niedawna w poczet tych najsłabszych zaliczałem "The X Factor" i "Virtual XI" ale się do nich (częściowo) przekonałem.) Jak na kapelę którą się ceni, przy częstszym odsłuchiwaniu, męczą. Po odsłuchaniu dwóch utworów z najnowszego krążka, który będzie miał swoją premierę 16 sierpnia, również nie mogę powiedzieć niczego dobrego (mam jednak nadzieję, że po zakupie rzeczonego i jego odsłuchaniu, będzie inaczej), a jedynie "ale to już było..." Mówi się i pisze, że muzyka Iron Maiden jest jak odgrzewany kotlet. Wg mnie, ich ostanie dokonania, są jak 26-letnie mięso ze Szwecji. Kto nieświadomy, ten zje ze smakiem, kto świadom - podziękuje. |
Powtarzasz (krzywdzące i nieprawdziwe) opinie, zamiast zastanowić się dlaczego muzyka Iron Maiden "cały czas brzmi tak samo". Może dlatego, że mają wokalistę z bardzo charakterystycznym głosem? Bo muzycznie cały czas się rozwijają i nie nagrali nigdy dwóch identycznych utworów, albumów. Brzmienie też się zmieniało... A że ich obecna twórczość ma wciąż wiele cech wspólnych z tym co robili 30 lat temu? Za taką konsekwencję należy im się wielki szacunek. Bo robią to dla swoich fanów. W przeciwieństwie do takiej Metalliki, która na "Load" i późniejszych albumach pokazała swoim fanom, że ma ich gdzieś i liczy się tylko kasa i sukces komercyjny.
Jak w ogóle można oceniać cały album znając tylko dwa utwory? Akurat na "The Final Frontier" momentami całkowicie odbiegają od swojego stylu.
"Dance of Death" faktycznie jest słaby, ale nie dlatego, że nie wnosi nic nowego. "Journeyman" to przecież ich jedyny utwór zagrany od początku do końca akustycznie. "Paschendale" i - swoją drogą bardzo dobry - utwór tytułowy też nie przypominają nic, co wcześniej nagrali.
A wracając do tematu, ale pozostając przy Iron Maiden - ich najgorsze albumy to zdecydowanie "The X Factor" i "Virtual XI". Mimo, że oba zawierają po kilka fajnych kawałków, przeszkadza w nich wokal Blaze Bayleya. Facet śpiewa, jakby sprawiało mu to ból, albo nawet już leżał na łożu śmierci.
http://pablofrompoland.blogspot.com/
Dodano: 2011-09-22 14:19 Zmieniono: 2011-09-22 14:48
| Harlequin napisał(a): |
| 1. Queen - Jazz (najbardziej nijaka z płyt zespołu, poza szlagierami "Killer queen", "Fat-bottomed girls" i genialnym "Don't stop me now" wieje raczej nudą, melodie są mdłe i pozbawione pazura jaki miały poprzednie płyty)
2. Dream Theater - Six Degrees Of Inner Turbulance (flaki z olejem, sztucznie rozwleczone kompozycje) oraz "Black Clouds & Silver Linings" (totalnie bez świeżosci) 3. Opeth - Deliverance (jak sie nie ma pomysłów na muzykę, to zaczyna sie grac ciężej. Taki jest jak dla mnie ten album) 4. Death - Spiritual Healing (jedyny nieprzełomowy materiał grupy, zbyt konwencjonalny jak dla mnie) 5. Carcass - Swansong (zabrakło ognia i mądrosci kompozycyjnej "Heartwork" i "Necroticism") 6. Pink Floyd - The Wall (album przegadany i rozwleczony) i jeśli mowa o ULUBIONYCH zespołach to by było na tyle :) |
ciag dalszy:
7. Accept - Predator (co to za szajs ???)
8. Mercyful Fate - Dead Again (po reaktywacji MF jakos nie widziałem wielkiej różnicy miedzy płytami kD i MF. "Dead again" jest zdecydwoanei najbardziej wymeczonym towrem pod szyldem MF)
9. Atheist - Jupiter (muzyka zmierzająca do nikąd)
10. The Cure - Wild Mood Swings (najbardziej odstajaca od dorobku grupy i najdziwniejsza. Nie podoba mi sie)
11. Running Wild - Rogue En Vogue (totalny brak pomysłów i powera)
12. Europe - Start From The Dark (Europe powraca w bardziej rockowym, bluesujacym, ale i pozbawionym polotu stylu)
13. Suffocation - Souls To Deny (jak dla mnie najmniej chwytliwa, z okropnym brzmieniem, choc wciązdobra)
14. Voivod - Katorz (jedyny album przypominający zlepek luźnych, słabo powiązanych pomysłów. płyta zrobiona na kolanie)
15. Coroner - Punishment for decadence (najsłabszy, ale wciaż dobry album Coroner. Chyba najmniej pomysłowy)
16. Black Sabbath - Forbidden (wieje tandetą, sztampą, kiczem i plastikiem)
17. Depeche Mode - Exciter (3 raz zdązy mi opaśc z nudów zanim kawałek sie skonczy)
18. Immolation - Shadows in the light (zdecydowanie jeden z prostszych i mniej pomysłowych albumów grupy)
19. Gorguts - From Wisdom to hate (po wspaniales "Obscurze" otrzymalismy materiał duzo bardziej zachwowawczy)
20. Annihilator - wszystkich nie słuchałem, ale z tych co znam to "Set the world on fire" (Annihilator goes heavy ???)
21. Dio - Magica (kurwa, jakie flaki z olejem :/ 3 riffy na krzyż i nadecie jak balon z helem)
22. Ozzy Osbourne - nie znam 2 ostatnich, ale "Down to earth" jest zdecydowanie najmniej spontanicznym materiałem ozzyego jaki słyszałem
23. Savatage - Wake of the magellan (cholenie nieówny, rzemieślniczy i pełen zgrzytów album)
24. Solitude Aeturnus - Adagio (najbardziej nijaki album grupy. Bezbarwna muzyka.)
25. Faith No More - z tych co znam to jednak "Album of the year" (dobry, ale w ogólnym rozrachunku najmniej wyrazisty materiał jak dla mnie)
26. Nick Cave & The Bad Seeds - Henry's Dream (za bardzo kojarzy mi sie zkazikową estetyką)
.
Dodano: 2011-09-22 14:54
Cryptopsy "The Unspoken King".
Ikona death metalu umarła w haniebnym stylu.
Lord Worm wracaj!
Alleluja i do przodu.
Dodano: 2011-09-22 14:57 Zmieniono: 2011-09-22 15:35
| Pablo69 napisał(a): |
| Powtarzasz (krzywdzące i nieprawdziwe) opinie, zamiast zastanowić się dlaczego muzyka Iron Maiden "cały czas brzmi tak samo". |
Po kim powtarzam? "Dance Of Death" jako całość jest nijaka, bez wyrazu (w pamięci utkwił mi jedynie "Rainmaker"). Po genialnym, klasycznym wręcz "Brave New World", jego następcą mocno spuścili z tonu.
| Pablo69 napisał(a): |
| Może dlatego, że mają wokalistę z bardzo charakterystycznym głosem? |
Którego to głos na ostatnim albumie momentami nie bardzo już pasuje do progresywnych zapędów zespołu.
| Pablo69 napisał(a): |
| Bo muzycznie cały czas się rozwijają i nie nagrali nigdy dwóch identycznych utworów, albumów. |
Cały "A Matter..." jest na jedno kopyto. Słuchając go w aucie (dziesiątki razy) zastanawiałem się, czy dany utwór już nie leciał. I dalej dupy nie urywa.
| Pablo69 napisał(a): |
| A że ich obecna twórczość ma wciąż wiele cech wspólnych z tym co robili 30 lat temu? Za taką konsekwencję należy im się wielki szacunek. Bo robią to dla swoich fanów. |
To niech Ci wielcy "fani" kupują ich płyty, a nie napierdalają dziesiątki giga i rżną później internetowych znawców.
Należy im się szacunek, co nie zmienia jednak faktu, że kilka słabszych albumów nagrali. Nie oszukujmy się, ich najlepszy muzyczny okres, to zdecydowanie ten od "Iron Maiden" do "Seventh Son of A seventh Son" (absolutny opus magnum zespołu). Od punkowego brudu w brzmieniu płyt, przez galopady i gitarowe gonitwy oraz syntezatorowe brzmienie do tego co dziś znamy pod pojęciem NWOBHM. Później dało się już słyszeć zmęczenie materiału. I nie, kolejne albumy nie są słabe, one są po prostu słabe (wyłączając "Brave New World") jak na Iron Maiden. Gdyby nagrał je jakiś drugoligowy zespół, pewnie zostałyby okrzyknięte albumami genialnymi. Swoją początkową twórczością wytyczyli sobie kierunek, wysoko wieszając poprzeczkę.
| Pablo69 napisał(a): |
| Jak w ogóle można oceniać cały album znając tylko dwa utwory? Akurat na "The Final Frontier" momentami całkowicie odbiegają od swojego stylu. |
Co Ty mi tu pierdolisz. W którym miejscu w tym temacie oceniłem album "The Final Frontier" jako całość (vide "raczej" i uzasadnienie?). Spójrz na datę posta, a może dotrze do Ciebie, że ów był pisany w chwili, gdy oficjalnie dostępne były jedynie dwa pierwsze utwory z płyty. I to utwory najbardziej gówniane na tym albumie. Po rewelacyjnym, budującym klimat intro do "Satellite 15... The Final Frontier", otrzymujemy jakieś pedalskie zawodzenie w tym i następnym utworze. Nie wiem kto tam u nich odpowiadał za dobór singli i promocję. Dwa pierwsze utwory, oprócz intro do "Satellite 15... The Final Frontier" wypierdolił bym w kosmos. Pomimo tego twierdzę, że i tak jest to maidenowski album dekady.
| Pablo69 napisał(a): |
| "Dance of Death" faktycznie jest słaby, ale nie dlatego, że nie wnosi nic nowego. "Journeyman" to przecież ich jedyny utwór zagrany od początku do końca akustycznie. "Paschendale" i - swoją drogą bardzo dobry - utwór tytułowy też nie przypominają nic, co wcześniej nagrali. |
Jak dla mnie, to właśnie od tego albumu zaczęło się "Dziewicy" puszczanie oka do nieco progresywnych, bardziej klimatycznych brzmień.
| Pablo69 napisał(a): |
| A wracając do tematu, ale pozostając przy Iron Maiden - ich najgorsze albumy to zdecydowanie "The X Factor" i "Virtual XI". Mimo, że oba zawierają po kilka fajnych kawałków, przeszkadza w nich wokal Blaze Bayleya. Facet śpiewa, jakby sprawiało mu to ból, albo nawet już leżał na łożu śmierci. |
A mnie jakoś te albumy nie przeszkadzają. Utwory pisane pod taką syrenę jak Dickinson, dlatego Bayley momentami nie daje na nich rady. Nadaje to jednak specyficzny klimat obu krążkom. ("Clansman" kopie dupsko, usłyszeć go na żywo w wykonaniu Blaze'a - bezcenne)
Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego ...
Dodano: 2011-09-22 15:14 Zmieniono: 2011-09-22 15:14
Dla mnie najlepsze solówy iron maiden są właśnie na X factor
.
Dodano: 2011-09-22 15:22
Płyty Satyriconu Now Diabolical i Rebel Extrawaganza to zdecydowanie najgorsze płyty tej kapeli. Są nudne i męczące słucham ich z trudem choć próbowałam się do nich przekonać, ale nie dam rady. Pierwsze trzy płyty były rewelacyjne a później to już był spadek po równi pochyłej...Styr i Frost powinni wrócić do starego dobrego grania jakie prezentowali na np. Nemesis Diviana.
Dodano: 2011-09-22 15:26
| arachne666 napisał(a): |
| Płyty Satyriconu Now Diabolical i Rebel Extrawaganza to zdecydowanie najgorsze płyty tej kapeli. Są nudne i męczące słucham ich z trudem choć próbowałam się do nich przekonać, ale nie dam rady. Pierwsze trzy płyty były rewelacyjne a później to już był spadek po równi pochyłej...Styr i Frost powinni wrócić do starego dobrego grania jakie prezentowali na np. Nemesis Diviana. |
rebel extravaganza to dla mniej najlepsze i najodwazniejsze dokonaie Satyricon - album intensywny, z industrialnym posmakiem... chyba ejdyny który lubie w dorobku tej grupy :)
.
Dodano: 2011-09-22 15:28
| Harlequin napisał(a): |
| [quote:e16a52416a="arachne666"]Płyty Satyriconu Now Diabolical i Rebel Extrawaganza to zdecydowanie najgorsze płyty tej kapeli. Są nudne i męczące słucham ich z trudem choć próbowałam się do nich przekonać, ale nie dam rady. Pierwsze trzy płyty były rewelacyjne a później to już był spadek po równi pochyłej...Styr i Frost powinni wrócić do starego dobrego grania jakie prezentowali na np. Nemesis Diviana. |
rebel extravaganza to dla mniej najlepsze i najodwazniejsze dokonaie Satyricon - album intensywny, z industrialnym posmakiem... chyba ejdyny który lubie w dorobku tej grupy :)[/quote:e16a52416a]
To już kwestia gustu...mnie ten album zmęczył do kwadratu hehehe
Dodano: 2011-09-22 15:58 Zmieniono: 2011-09-22 16:02
KAT i Roman Kostrzewski - Biał-czarna - mdły i rzadki kloc z tak zjebanym brzmieniem, że głowa boli. Do dziś nie wiem za co ja tej hucpie dałem aż 7
Fear Factory - Digimortal - najgorszy album fabryki strachu z Dinem i symbol upadku tego znakomitego zespołu. Dobrze, że to już przeszłość i Dino wrócił gdzie jego miejsce:)
Devolved - Oblivion - brzmienie, większość kompozycji i natłok czystych wokali
Onslaught - In search of sanity - tak pedalskiego wokalu chyba w żadnej innej kapeli thrashowej nie słyszałem. Poza tym zabrakło tutaj odpowiedniego jebnięcia, przez co ta płyta jest bezpłciowa
Evile - Infected Nations - znakomite brzmienie, świetny wokal i świetne solówki. To plusy tego materiału. Długość, sztuczne przedłużanie i średnie kompozycje to największe grzechy
Death - Sound of Perseverance - zupełnie mi ten album nie podchodzi. A już zjebany cover Judasów całkowicie mnie odrzucił
Wszystko się kiedyś kończy
Dodano: 2011-09-22 17:55
Bardzo wyczekiwałem tego albumu, sądziłem, że po poprzednich 2 bardzo dobrych płytach kolejna nie może być gorsza. Co najwyżej na podobnym poziomie, ale postanowiono mnie zaskoczyć.
Dimmu Borgir - In Sorte Diaboli
To cierń w mym sercu...
http://pantheion.pl/
Dodano: 2011-09-22 18:05
| jedras666 napisał(a): |
| KAT i Roman Kostrzewski - Biał-czarna - mdły i rzadki kloc z tak zjebanym brzmieniem, że głowa boli. Do dziś nie wiem za co ja tej hucpie dałem aż 7
|
Podpiszę się obiema rękami. Ostatnio chciałem dać płycie kolejną szansę i wytrzymałem przy niej 5 minut.
Suffer the pain of discipline or suffer the pain of regret!
Dodano: 2011-09-22 19:34
| Benjamin_Breeg napisał(a): |
| Po kim powtarzam? "Dance Of Death" jako całość jest nijaka, bez wyrazu (w pamięci utkwił mi jedynie "Rainmaker"). Po genialnym, klasycznym wręcz "Brave New World", jego następcą mocno spuścili z tonu. |
Powtarzasz po tych, co twierdzą, że Ajroni cały czas grają to samo. A chcociażby na "No Prayer for the Dying" brzmi jak zupełni inny zespół, niż na dwa lata starszym "7th Son of a 7th Son".
A "Dance of Death" większość uważa za słaby album. Tutaj akurat się zgadzam. Utwór tytułowy i "Rainmaker" to jedyne godne uwagi kawałki na tym albumie.
| Benjamin_Breeg napisał(a): |
| Którego to głos na ostatnim albumie momentami nie bardzo już pasuje do progresywnych zapędów zespołu. |
Co nie zmienia faktu, że wokalnie to jeden z najlepszych ich albumów. W przeciwieństwie do fataknego pod tym względem "Dance of Death".
| Benjamin_Breeg napisał(a): |
| Cały "A Matter..." jest na jedno kopyto. Słuchając go w aucie (dziesiątki razy) zastanawiałem się, czy dany utwór już nie leciał. I dalej dupy nie urywa. |
Ciekawe zatem dlaczego twój nick pochodzi od jednego z utworów z tego albumu. Jak dla mnie każdy utwór jest inny, może słuchałem tej uważniej, może więcej razy, może mam lepszy słuch, naprawdę nie wiem.
| Benjamin_Breeg napisał(a): |
| To niech Ci wielcy "fani" kupują ich płyty, a nie napierdalają dziesiątki giga i rżną później internetowych znawców. |
Mam całą dyskografię na CD. Teraz zaczynam zbierać na winylach.
| Benjamin_Breeg napisał(a): |
| Należy im się szacunek, co nie zmienia jednak faktu, że kilka słabszych albumów nagrali. Nie oszukujmy się, ich najlepszy muzyczny okres, to zdecydowanie ten od "Iron Maiden" do "Seventh Son of A seventh Son" (absolutny opus magnum zespołu). Od punkowego brudu w brzmieniu płyt, przez galopady i gitarowe gonitwy oraz syntezatorowe brzmienie do tego co dziś znamy pod pojęciem NWOBHM. Później dało się już słyszeć zmęczenie materiału. I nie, kolejne albumy nie są słabe, one są po prostu słabe (wyłączając "Brave New World") jak na Iron Maiden. Gdyby nagrał je jakiś drugoligowy zespół, pewnie zostałyby okrzyknięte albumami genialnymi. Swoją początkową twórczością wytyczyli sobie kierunek, wysoko wieszając poprzeczkę. |
Nie da rady przez 30 lat cały czas nagrywać tak samo dobrych płyt. I chyba nie ma zespołów z takim starzem jak IM, które wciąż potrafią nagrywać albumy na takim poziomie jak "A Matter..." i "Final Frontier". Choć do "Brave New World" faktycznie daleko im.
| Benjamin_Breeg napisał(a): |
|
Co Ty mi tu pierdolisz. W którym miejscu w tym temacie oceniłem album "The Final Frontier" jako całość (vide "raczej" i uzasadnienie?). Spójrz na datę posta, a może dotrze do Ciebie, że ów był pisany w chwili, gdy oficjalnie dostępne były jedynie dwa pierwsze utwory z płyty. I to utwory najbardziej gówniane na tym albumie. Po rewelacyjnym, budującym klimat intro do "Satellite 15... The Final Frontier", otrzymujemy jakieś pedalskie zawodzenie w tym i następnym utworze. Nie wiem kto tam u nich odpowiadał za dobór singli i promocję. Dwa pierwsze utwory, oprócz intro do "Satellite 15... The Final Frontier" wypierdolił bym w kosmos. Pomimo tego twierdzę, że i tak jest to maidenowski album dekady. |
Zakładałeś, że będzie słaba. "El Dorado" jest najsłabsze na płycie, ale "Sattelite 15... The Final Frontier" (całe) zaliczam do lepszych fragmentów albumu.
| Benjamin_Breeg napisał(a): |
| Jak dla mnie, to właśnie od tego albumu zaczęło się "Dziewicy" puszczanie oka do nieco progresywnych, bardziej klimatycznych brzmień. |
Raczej na "Brave New World".
| Benjamin_Breeg napisał(a): |
| A mnie jakoś te albumy nie przeszkadzają. Utwory pisane pod taką syrenę jak Dickinson, dlatego Bayley momentami nie daje na nich rady. Nadaje to jednak specyficzny klimat obu krążkom. ("Clansman" kopie dupsko, usłyszeć go na żywo w wykonaniu Blaze'a - bezcenne) |
"Sign of the Cross" i "Man on the Edge" śpiewane przez Bruce'a są milion razy lepsze. Ale trzeba przyznać, że Blaze na solowych koncertach radzi sobie lepiej z tym repertuarem, niż w "ajronowych" czasach.
http://pablofrompoland.blogspot.com/
Dodano: 2011-09-22 23:48 Zmieniono: 2011-09-22 23:49
| Cytat: |
| Podpiszę się obiema rękami. Ostatnio chciałem dać płycie kolejną szansę i wytrzymałem przy niej 5 minut. |
Podziwiam za kolejną próbę i wytrzymanie aż 5 minut. Bo ja za 3 razem wyjebałem to po 3 sekundach
Wszystko się kiedyś kończy
Dodano: 2011-09-23 10:30
w tym temacie od razu przychodzi mi na myśl "st. anger" metalliki... 1 kawałek się dało słuchać, a było ich chyba z 16 czy 17 na albumie
"Make Foch Not War" "Nic nie może się zmarnować"
Dodano: 2011-09-23 10:47 Zmieniono: 2011-09-24 08:37
| minawi napisał(a): |
| w tym temacie od razu przychodzi mi na myśl "st. anger" metalliki... 1 kawałek się dało słuchać, a było ich chyba z 16 czy 17 na albumie |
Po And Justice for All Metallica nie nagrała już nic ciekawego...choć ostatnia ich płyta ma jeszcze echa dawnych brzmień.
* * *
Swego czasu tknięta chyba jakimś chwilowym zaćmieniem umysłu zakupiłam płytę Sosnowieckiej kapeli Psychoneurosis. Nie pamiętam już tytułu płyty bo wart zapamiętania nie był. Panowie deklarują, że grają death metal z elementami goregrindu. Myślę więc sobie,a niech tam kupię. To co usłyszałam wprowadziło mnie w osłupienie w początkowej fazie, po drugim utworze zastanawiałam się czy dobrze słyszę a po trzecim wyciągnęłam płytę i...powinnam ją wyrzucić. W życiu nie słyszałam gorszego kitu, z death metalem ma to tyle wspólnego, że powoduje śmierć słuchającego na miejscu (dobrze że jestem lekko przy-głuchawa hehe )...Wokale ów panów z kapeli brzmią jak odgłosy duszonych ptaków które niechcący powiesiły się na przewodach wysokiego napięcia. Perkusja generuje z siebie koszmarny hałas miliona niezgranych z sobą dzwięków. Równie dobrze można było nagrać odgłosy dochodzące ze składnicy złomu efekt byłby taki sam, a może nawet lepszy. Gitary toną w odgłosach złomowni tak więc słychać, że ich brzmienie z wielkim trudem przeciska się przez ten cały bajzel. Nie wiem co Ci panowie brali nagrywając tą płytę, ale sądząc z nazwy kapeli nie były to landrynki raczej. Ze wstydem przyznam, że w końcu przebrnęłam przez całą płytę po czym ogłosiłam siebie męczennikiem i teraz jak coś kupuję słucham przed zakupem :-)
Dodano: 2011-09-23 12:15 Zmieniono: 2011-09-23 12:18
| minawi napisał(a): |
| w tym temacie od razu przychodzi mi na myśl "st. anger" metalliki... 1 kawałek się dało słuchać, a było ich chyba z 16 czy 17 na albumie |
Aż tak dużo ich nie było, ale wszystkie trwały koło 7-8 minut. Skrócone, singlowe wersje niektórych kawałków pokazują, że można było ten materiał uratować. Ogólnie słaby album, ale odrobinę lepszy od "Load" i "ReLoad".
Za to mnie "Death Magnetic" rozczarował bardzo. Płyta zrobiona ewidentnie dla kasy. Nagrana wg tego samego schematu co "Ride the Lightning", "Master of Puppets" i "...And Justice for All", czyli:
1. mocny utwór na otwarcie (poprzedzony spokojnym intro)
2. drugi na płycie - rozbudowany utwór tytułowy
3. czwarta pół-balladka
4. przedostatni utwór instrumentalny, rozbudowany, z balladowymi fragmentami
5. mocne zamknięcie
Na "Ride the Lightning" zabrakło ostatniego elementu, a utwór tytułowy nie był rozbudowany. Na "Death Magnetic" w ogóle nie ma tytułowego, jest za to druga, tym razem 100% ballada (strasznie kiczowata "The Unforgiven III"). To akurat nawiązanie do "Czarnego" albumu, tam były dwie ballady. Obie odniosły ogromny sukces, a Metallica została uznana za "najlepszy zespół metalowy". Paradoksalnie, stało się to, gdy z metalem przestali mieć cokolwiek wspólnego...
http://pablofrompoland.blogspot.com/