BULLET FOR MY VALENTINE - The Poison Dodano: 2006-09-19 01:10
W sumie fajna mini-recenzja. Ja mam jednak troche inne zdanie na temat tej kapeli.
Pierwsza rzecz schematy - oczywiście. Ale szczerze mówiąc to trudno znaleźć zespół który jakichś tam schematów nie stosuje. Uważam, że takie tradycyjne pisanie kawałków nie jest niczym złym, w ogóle nie zawsze muzyka musi być szczególnie odkrywcza. Ta napewno nie jest. Mimo to uważam, że jest to płyta niezła. W tym gatunku ma być na przemian ostro i łagodnie. Mocne gitary i bardzo dużo melodii. Zmiany tempa. Cóż wszystko to jest. Dla ludzi którzy lubą sobie posłuchać takiej muzy płyta idealna. Prawda jest taka, że płyta została tak napisana by jak najlepiej trafić w te gusta (tu szczególnie amerykańskie). Jest to muzyka w sumie łatwa i przyjemna akurat żeby się zrelaksować, teksty banalne, ale co tam! Można sobie posłuchać np. radiohead a potem dla relaksu na rower idalnie Bullet For My Valentine. Ja lubie sobie włączyć Poison przed egzaminem. Łapie wtedy troche dystansu i lepiej się zdaje. Daje tej płycie 7,5 na 10. Solidni rzemieślnicy (tu w znaczeniu zdecydowanie pozytywnym).
Dodano: 2006-09-21 11:50
Ja bym tej płycie dał koło 5. Faktycznie na rowerze się prz niej bardzo przyjemnie jeździ. Ogólnie nie jest tragiczna ale nie wybija się. Jednak od Bulletów wolę Trivium.
"You gotta put your faith in a loud guitar..."
Dodano: 2006-09-21 12:04
Nawet nie wiecie jak przyjemnie się słucha Bullet'ów w pociągu, gdy jakiś 'dres' siedzi obok w przedziale i na cały regulator słychać umc umc umc :)
Ja daję płytce 8/10 :twisted:
Dodano: 2006-09-23 13:00
prosze nie porownywac Bulletow do Trivium...yh...jak tak mozna... :roll: klasyczny, prawdziwy metal porownywany do popmetalu?yh....no ale to wasze zdanie.ja mojego nie zmienie. 
Idziesz po to by upaść na ziemię, upadasz aby nigdy już nie powstać...
Dodano: 2006-09-23 13:50
Wiesz ja ich wcale nie porównałem ale jeśli tak to wygląda no to nie było to zamierzone
Powiedziałem tylko ze wolę ich właśnie muzę od Bulletów. Niby też darcie papy i melodia ale jednak chłopaki z Trivium robią to wg mnie o wiele lepiej :D
Noone, dla mnie każda cięższa płytka jest na takie sytuacje idealna :D Fajnie się też słucha (oczywiście na cały regulator) w tramwaju obok jakiejś babci albo jeszcze lepiej właśnie drecha :twisted:
"You gotta put your faith in a loud guitar..."
Dodano: 2006-09-24 14:08
| Ash_Wednesday napisał(a): |
| prosze nie porownywac Bulletow do Trivium...yh...jak tak mozna... :roll: klasyczny, prawdziwy metal porownywany do popmetalu |
Trivium klasycznym prawdziwym metalem? Ash, czy Ty nie przesadzasz?
Trivium to zespol nowej fali... wspomniany przez niczyją - NOONE81 [poprawka na zyczenie:)] Slayer lub Behemoth jest metalem w pelni tego slowa znaczeniu. Klasyka sięga w lata '80
Dodano: 2006-09-25 17:55
A jak Bartku Seven Days? Nadal na fali :D? Bo ja już umiem ściezkę na pamięć :twisted:
Dodano: 2007-02-14 09:13
Wracając do tematu recenzji - to jest moim zdaniem jak najbardziej trafiona, chociaż szczerze przyznam ja dałabym tej płycie maksymalnie 1 punkt na 10. O ile instrumentaliści przedstawiają poziom bardzo przyzwoity, to wokalista kładzie cały zespół na łopatki. Temu człowiekowi brak umiejętności skupienia na sobie uwagi słuchacza, jego wokalizy drażnią i rozpraszają
Dodano: 2007-03-28 10:47
no wg mnie wokalista strasznie smeci..;/ nic nowego soba nie pokazali...;/nastepny zespol spod znaku popmetalu...ja nadla jestem za Trivium....ich nowa plyta pokazala ze sa genialni:)
Idziesz po to by upaść na ziemię, upadasz aby nigdy już nie powstać...
Dodano: 2010-03-17 19:22
Co za pitolenie, ja nie moge... dla płytki 12/10 ! To najlepszy debiut jaki słyszałem!
:) Dodano: 2010-03-17 22:00
Recka.... yhhh subiektywizm w 200% "darcie papy" czy to nie domena wilczej części prawdziwie metalowego światka?? Tylko, że to się growl normalnie nazywa :) Po za tym, nazwa jak nazwa
"Anaalia" nie lepsza :D
A co do płytki, hmm na pewno klimatycznie emocore to tutaj nie pasuje :)no ale skoro już to panowie wyznaczali swego czasu szlaki wielu grupom z tego podwórka, więc chwilowa niedyspozycja autora artykułu ("sensacje żołądkowe") chyba nie potrzebnie zaważyły na formie recenzji.