Tak wiele wysiłku wkładasz każdego dnia w to, by zachować twarz. Tak
wiele starasz się ukryć, zakopać gdzieś swoje lęki. Przyodziewasz maskę
osoby rozpieranej energią, pewnej siebie, dążącej z determinacją do
ściśle wytyczonego celu. Tak często sprawiasz wrażenie, że nie widzisz,
nie słyszysz, udajesz, że cię nie boli...
Czy zastanawiałeś się
kiedyś, jak postrzegają cię inni? Czy wciąż żyjesz mrzonkami o twojej
wspaniałej, zantropomorfizowanej sylwetce? Wpadasz we własne sidła
wierząc w stworzoną przez siebie konstrukcję człowieka. Człowieka na
miarę naszych mało ludzkich czasów. Nieco przerysowaną, pozostającą na
granicy dobrego smaku, ocierającą się o kicz w swoim natchnionym
patosie.
Żywisz się swoimi imaginacjami brnąc tym chorobliwie prostym i przewidywalnym torem.
Czasem
czujesz się niepewnie, chcesz zrobić wyłom w murze i zobaczyć, co jest
za nim. Jednak po chwili dochodzisz do siebie. Ach tak, po raz kolejny
zabrakło ci odwagi. Wracasz więc na swoją pozycję i maszerujesz. Byle
do przodu nie oglądając się za siebie. Z tyłu leżą jakieś krwawiące,
podeptane, szlochające istoty zwijające się z bólu. Nie, to na pewno
nie ludzie. Przecież to ty jesteś Człowiekiem. Te żałosne, słabe
pokraki nie stanowią dobrego tła dla twojej cholernie jałowej wędrówki.
Nie patrz wstecz! Nigdy więcej! Liczy się tylko to, co tak bardzo
cię absorbuje. Zbieraj siły, walcz. Przecież terror to jedyne, co nie
jest ci obce.
Nagle tuż przed tobą pojawia się ściana. I choć
walisz z nią ze wszystkich sił, nie możesz jej usunąć. Ale za nią ktoś
jest, przecież słyszysz! Dlaczego nikt nie przychodzi z pomocą?
Bo dla nich mój drogi nie istniejesz. Podobnie jak oni dla ciebie.
I pytasz mnie, co jest nie tak. Mój drogi, jak możesz zadać to pytanie, skoro cię nie ma? Zapomniałeś?! A może po raz kolejny dałeś się nabrać, lub zbytnio zaufałeś rojeniom twego umysłu?