Apostazja - czy to ma sens? Dodano: 2008-08-11 16:28
Apostazja (z gr. odstąpienie, bunt) — odejście od wiary; w pierwotnym znaczeniu — całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej. Obok herezji i schizmy należy do podstawowych przyczyn rozłamów jedności Kościoła.
Właśnie, jesteście ateistami? Myślicie, że to ma sens? Czy warto walczyć z Kościołem i księżmi utrudniającymi cała procedurę papierkową?
Według mnie bycie ateistą i zawyżanie katolickich statystyk to bezsens. Chcę jednakl poznać wasze stanowisko na ten temat :)
"Uważam, że powinieneś zabić, za to, w co wierzysz"
Dodano: 2008-08-11 17:56
Ja osobiście nie jestem przekonany do mojego atezimu, gdyż mimo iż odrzucam wiarę w boga/bogów to wierzę w jakąś niewytłumaczalną duchowośc, spiritualizm. Być może spowodowane jest to faktem iż podświadomie boję się tego co stanie się z moim wewnętrzym "ja" po śmierci. Taka nie zamknięta, dodatkowa "furtka".
Mimo , ze no cóż moja postawa jest ogólnie antyklerykalna nie walczę z księżmi na siłę, każdy ma swój rozum i każdy musi osobiście dojść do tego w co chce wierzyć. Oni wierzą w jedno , a ja w drugie.
Ponadto nie odrzucam zupełnie chrześcijaństwa, ale tu w znaczeniu filozoficznym, uważam że Jezus stworzył jeden z piękniejszych poglądów filozoficznych w historii i był po prostu świetnym człowiekiem jak i demagogiem. Zresztą on sam zauważał zakłamanie żydowskich kapłanów , jak ja zauważam zakłamanie aktualnego kleru. Szkoda że chrześcijanie naprawdę nie stosują się do tego w co niby "wierzą". Ale z drugiej strony każdy jest tylko człowiekiem. A większośc ludzi jest strasznie słaba...
"W samym akcie oddania się złu nie ma jeszcze wykluczenia możliwości kochania" Anne Rice "Wampir Lestat"
Dodano: 2008-08-11 18:47
A na czym miałaby taka walka z kościołem i księżmi polegać? Na potępianiu każdego kroku ludzi wierzących i ośmieszaniu ich ideałów? Na piętnowaniu niedoskonałości kościoła jako instytucji? Do tego nie trzeba być ateistą przecież.
Można oczywiście przeprowadzić logiczny dowód na nieistnienie Boga, ale o ile kojarzę, nikomu się tego jeszcze nie udało dokonać.
Muszę przyznać że dla mnie hasło "walka z kościołem" jest bez sensu - to jakby walczyć z wielowiekowa tradycją i kulturą, która ten świat, w jego dzisiejszej postaci ukształtowała = przysłowiowa walka z wiatrakami. Można oczywiście starać się wyeliminować czy choćby piętnować poszczególne negatywne zjawiska - pedofilię wśród kapłanów, ich pazernośc, postawę typu "a ja zjadłem wszystkie rozumy", ale pamiętac przy tym, żeby czynic to "politycznie", tak aby nie zrażać do siebie wierzących i nie osiągnąć rezultatu, który będzie przeciwny do zakładanego.
A jeśli o samą religię chodzi - potraktować jak piękną bajkę dla dorosłych dzieci, która jednym pomaga żyć a znów innych irytuje, jest jednak tak zakorzeniona w ludzkiej świadomosci, że nie da się jej stamtąd wyrugować.
pornografia: http://staryzgred1979.blox.pl/html pornografia w star treku: http://ksiazkimojegodziecinstwa.blox.pl/html
Dodano: 2008-08-11 20:48
chodzi o to, że w obecnych czasach, gdy ktoś chce dokonać apostazji musi pokonać wiele trudności, dlatego nazwałam to walką :) rzeczywiście macie racje. Jednak z drugiej też strony kościół to według mnie tylko instytucja, do tego sam się doprowadził
"Uważam, że powinieneś zabić, za to, w co wierzysz"
Dodano: 2008-08-11 21:00
Po co mam się poddawac apostazji? Osobiście ejstem deistką, ale jak dla mnie patrząc na wady i zalety odejścia od kościoła w tej chwili jestem bardziej na minusie. Strata jakiegoś kontaktu z rodzina, czegoś czego odbudowac sie nie. Może za kilka lat jak będe tkwic w swoim przekonaniu, które już na pewno nie będzie młodzieńczym buntem.
Jak na razie jestem swojego pewna, ale wiadomo jak to vbywa jeszcze w wieku 19 lat
Ja mam 20 lat, ty masz 20 lat ... i tak wszyscy umrzemy
Dodano: 2008-08-13 07:52
Nie tracę czasu na zastanawianie się nad wiarą, mam inne, ważniejsze rzeczy na głowie, nie uważam,żebym coś odrzuciła, aczkolwiek jeśli chodzi o samą instytucję kościoła to myślę,że nie powinna mieć takiej formy jaką ma obecnie. Tutaj dobrym przykładem jest film "Stygmaty", gdzie jest jasno powiedziane,że wiara jest w człowieku a nie w budowlach z drewna i kamienia, gdzie głoszone są treści wygodne dla władających ociemniałym tłumem...
Dodano: 2008-08-13 12:30
jak dla mnie nie ma owa apostazja większego sensu, no chyba że ktoś na własne życzenie chce być wytykany palcami
chyba tyle na ten temat 8)
Apostazja***wiara/ateizm i trzecia droga Dodano: 2008-08-13 12:56
| sums napisał(a): |
| mimo iż odrzucam wiarę w boga/bogów to wierzę w jakąś niewytłumaczalną duchowośc, spiritualizm. Być może spowodowane jest to faktem iż podświadomie boję się tego co stanie się z moim wewnętrzym "ja" po śmierci. Taka nie zamknięta, dodatkowa "furtka".
Mimo , ze no cóż moja postawa jest ogólnie antyklerykalna nie walczę z księżmi na siłę, każdy ma swój rozum i każdy musi osobiście dojść do tego w co chce wierzyć. Oni wierzą w jedno , a ja w drugie. Ponadto nie odrzucam zupełnie chrześcijaństwa, ale tu w znaczeniu filozoficznym, uważam że Jezus stworzył jeden z piękniejszych poglądów filozoficznych w historii i był po prostu świetnym człowiekiem jak i demagogiem. Zresztą on sam zauważał zakłamanie żydowskich kapłanów , jak ja zauważam zakłamanie aktualnego kleru. Szkoda że chrześcijanie naprawdę nie stosują się do tego w co niby "wierzą". Ale z drugiej strony każdy jest tylko człowiekiem. A większośc ludzi jest strasznie słaba... |
Punkt1: Apostazja to akt wewnętrzny, w tym sensie, że nikt nie jest zapisany do jakiejś organizacji. Jak komuś zależy na wymazaniu się z ksiąg parafialnych, etc. to straci na to dużo czasu, nabiega się itd. po to tylko, żeby oddać cześć papierom, ducha zostawiając na boku :D
Wtedy Św.Biurokracy się cieszy i zaciera ręce. :D
punkt 2:
Oprócz ścieżek wiary i niewiary(ateizmu)są jeszcze (czego wiele osób tutaj nie bierze w ogóle pod uwagę, rysując świat ducha w kategoriach ostrego podziału na w.w. dwie) agnostycyzm i gnostycyzm. Podejrzewam, że w swoim nastawieniu mieścisz się dokładnie w tej ostatniej z wymienionych.
Do not quote - think for yourself
Dodano: 2008-08-13 14:05
| Paskievicz napisał(a): |
| jak dla mnie nie ma owa apostazja większego sensu, no chyba że ktoś na własne życzenie chce być wytykany palcami
chyba tyle na ten temat 8) |
Znaczy sie po dokonaniu tego czynu ma sie wypisane na facjacie, ze sie do KK nie nalezy czy tez trzeba nosic cos na ramieniu, jak to kiedys Zydzi nosili?
-----------
She Wants Revenge-Out Of Control
united we stand divided we fall
Dodano: 2008-08-13 19:37
Coz kazdy do tego podchodzi inaczej
Mi to obojetne czy bede w Krk czy też nie
Schuld und Sühne
Dodano: 2008-08-15 22:15
Jeżeli apostazja ma nadać komuś ochrzczonemu większe poczucie wolności i sprawić, że poczuje iż sam decyduje o sobie, jest niezależny, to może faktycznie ma to sens.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Apostazja - czy to ma sens? Dodano: 2008-08-21 15:00
Walka z ludźmi przekonanymi o swoich racjach rzadko ma sens. Walka zwłaszcza z głupcami nie ma sensu w ogóle. Każdy ma swoją wolność we własnym sercu.
Osobiście mam to gdzieś kto mnie za kogo uważa.... ważne że wiedzą o mnie to co trzeba te osoby na których mi zależy.
Papierki? szkoda czasu...
Nie mogę i nikt inny nie może nauczyć Cię życia. Ale wiem jedno, życie każdego jest jak walka dwóch wilków. Jeden wilk jest dobry i szlachetny, a drugi zły... Zwycięży ten, którego będziesz karmić.
Dodano: 2008-08-21 16:09
Dla mnie wiara jest przede wszystkim kwestią wyboru, a nie nawyku i siły ciążenia katolickiej tradycji. Cenię sobie wolność tego wyboru. Dlatego jeśli ktoś chce dokonać aktu apostazji, żeby zamanifestować swoje pozakatolickie przekonania, to jestem jak najbardziej za.
Dodano: 2008-08-21 18:19
Dla mnie wydaje sie to porazkowe i wrecz smieszne. Zakrawa raczej o jakas obsesje nienawisci do Kosciola.
Rzadko tu bywam, ale panny modelki zapraszam na: www.dryp.maxmodels.pl
Dodano: 2008-08-22 14:05
Wydaje mi się że może to kwestia szpanu, bycia "buntownikiem" itp. Spotkałam się z takim przypadkiem. Jak ktoś nie chce mieć nic wspólnego z kościołem, to po prostu go unika. Czy symboliczny obrządek ma sens, kiedy się w niego nie wierzy? Chrzest jest sakramentem mimowolnym, odbywającym się z inicjatywy rodziców, więc jakie może mieć konsekwencje dla kogoś, kto go nie uznaje, a w momencie jego przyjęcia był zupełnie nieświadomy?
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2008-08-22 15:31
Hmm wiara to osobista sprawa każdego z nas, faktycznie wielu ludzi buntuje się dla szpanu, ale jeszcze więcej ludzi zdobywa wiedzę,kształci się i w końcu zadaje sobie pytanie : "No kurczę,każda cywilizacja miała własnych Bogów,którzy byli nieprawdziwi według naszej wiary, więc kolejna cywilizacja i kolejna wiara powie o naszej że jest nieprawdziwa,więc jeśli my mamy rację co do np: Rzymian, to oni bd mieli racje co do nas, więc po co wierzyć? jeśli to tylko kwestia czasu jak nasza religia upadnie i zastąpi ją nowa?" albo "Czemu ta wiara jest lepsza od innych? Bo nas tego nauczyli?" lub po prostu "Czy to ma sens? czy np: to że zjem sobie plasterek szynki w piątek sprawi że czekają mnie męczarnie po śmierci?- absurd" i już... Moim zdaniem póki wiara nie będzie ingerowała i nam przeszkadzała to może żyć swoim życiem a my swoim i mieć ją gdzieś, a nie jak w przypadku Kłodzka i AT .... Odczepcie się od nas, a my odczepimy się od was i tyle, po co niepotrzebna wojna? jeśli nawet kiedyś czeka ateistów czy chrześcijan zwycięstwo to na pewno pyrrusowe...
Nauka uczyniła z nas Bogów, zanim jeszcze zasłużyliśmy na to by być Ludźmi...
Dodano: 2008-08-22 15:33
Dla jednych obsesja dla innych poważna sprawa.
Jak słusznie już ktoś tu zauważył, jeśli chodzi o chrzest nie mamy wielkiego wyboru. Zwłaszcza w czasach moich narodzin nie istniała inna obcja jak tylko ochrzcić małego niemowlaka.
Dziś jestem zadeklarowanym przeciwnikiem Kościoła. Oczywiście nie oznacza to że z Nim walczę. Jak bardzo trafnie ujął to Stary Zgred taka otwarta walka do niczego nie prowadzi. Religia, Chrześcijaństwo, Katolicyzm to przede wszystkim procesy kulturowe długiego trwania i takie rzeczy "puszczają" przez całe pokolenia.
Jednak osobiście nie uważam aktu apostazji za niepotrzebną stratę czasu. Dla mnie sa dwa istotne powody. Pierwszy: to wytrącić Kościołowi z ręki atut mówiący że 99% Polaków to Katolicy. Śledzę bardzo uważnie co się dzieje w tej instytucji. Przy bardzo wielu projektach, wymagających dużych pieniędzy, Kościół domaga się finansowania z pieniędzy publicznych. I argumentuje to faktem że to przecież dla Polaków-Katolików. A 99% Polaków to katolicy...
Dlatego tak niechętnie przyjmują akty apostazji - powoli zaczyna im to psuć statystykę. Sami doskonale wiedzą że tak nie jest, ale żeby przeforsować pewne projekty, ustawy to świetny argument.
Drugi powód jest dość prozaiczny. Otóż, jeśli coś mi się stanie. Nagły wypadek kończący się śmiercią to całą organizacją pogrzebu zajmie się rodzina. Rodzina, która zrobi wszystko ( tzn. da dużą kasę księdzu) aby odbył się mój pogrzeb "po katolicku". I tak ja który całe życie byłem przeciwny tej instytucji zostanę pochowany wg. obrządku katolickiego! Bo w tym momencie nikt mego zdania nie bedzie już słuchał. Ale ! Jeśli dokonam aktu apostazji. Jeśli zostanie to odnotowane w księgach parafialnych - to nawet najbardziej pazerny ksiądz nie bedzie mógł pochowac mnie po katolicku. I całe szczęście... A rodzina bedzie mogła się wypłakiwac i nic nie wskóra.
Tak czy inaczej apostazja to decyzja osobista. Jeśli dla kogoś to strata czasu to ok.
Dla mnie ma bardzo duże znaczenie. Staram się żyć tak aby pomiędzy moim światopoglądem a czynami i wypowiedzianymi słowami zachodziła jak największa spójność.
Pozdrawiam
"Dzwony już ostygły; milczeniu daję rękę Niech mnie poprowadzi wzdłuż krętej uliczki Niech będzie przewodnikiem cichym i jak pies wiernym I niech mi pozwoli miasta urok wyśnić"
Dodano: 2008-08-22 21:55
Herodocie, nie wiem w jakich czasach żyłeś, ale podejrzewam, że w tej kwestii nic się nie zmieniło do dziś. W sprawie chrztu wszystko zależy od rodziców - ich wychowania, tradycji rodzinnej itp. Z tym że dawniej niewiernych/innowierców było mniej albo wcale ( o ile w ogóle ktoś ośmielił się wyłamać?) Dziś cywilizacja niby się rozwinęła ( no właśnie - tylko w którą stronę, bo czasami odnoszę wrażenie, że raczej w tą złą) a wraz z nią swobody i mentalność (podobno), ale pewne przesądy i przyzwyczajenia zostały. Łatwiej jest ślepo wierzyć tak jak nasi rodzice i dziadkowie niż zastanawiać się skąd człowiek wziął się na ziemi, kto/co kieruje jego losami itp. Do tego dochodzi chyba uzasadniony lęk przed karą wieczną za bluźnierstwa. Potęguje to także stereotypowe myślenie ( zwłaszcza w małych miastach i wsiach ) nie chodzi do kościoła - zły i heretyk ( bo nawet z tym się spotkałam). Nie rozumiem idei modlitwy zbiorowej. Jak ktoś faktycznie wierzy, to równie dobrze może modlić się sam, a nie tak żeby wszyscy widzieli. Wiara wiarą, kościół kościołem.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi