Dodano: 2007-12-08 13:53
Edgar Allan Poe - kruk
Raz – posępna północ była – gdym, znużony i bez siły,
Nad dziwnością obyczajów dumał, tych sprzed lat tysięcy,
Kiedym drzemał (spać się chciało), nagle coś w drzwi zastukało,
Jakby pukał ktoś nieśmiało, delikatne czyjeś ręce.
„To gość jakiś snadź – mruknąłem – puka, czyż mu czas poświęcę?
Tylko tyle i nic więcej.”
Pamięć mnie nie myli złudnie, było to w noc głuchą grudnia;
Po podłodze pełgał odblask węgli tlących w konań męce.
Patrząc, kiedy świt rozgorze, myślę: w księgach znajdę może
Ulgę w smutku po Lenorze, promienistej i dziewczęcej,
Którą tak zwą aniołowie – moje już nie dotkną ręce
Bezimiennej mgły dziewczęcej.
Szmer niepewny z mej alkowy, szelest kotar purpurowych
Dziwnej grozy dreszcz nieznany budził we mnie, drżały ręce.
Chcąc więc stłumić serca bicie, powtarzałem sobie skrycie:
„Gość pomyślał o wizycie, czeka, kiedy klucz przekręcę;
Oto wszystko i nic więcej.”
Aż, wysiłek robiąc duży, nie wahając się już dłużej,
„
anie – rzekłem – czy też Pani, wybacz, proszę cię w udręce,
Bo, by prawdę rzec, drzemałem, a tak lekko zastukały,
A tak słabo kołatały delikatne twoje ręce,
Że wątpiłem, czy cię słyszę.” Drzwi otwieram: w sieni wnęce
Ciemność była i nic więcej.
Patrząc w ciemność tę głęboką, stałem ze zdumieniem w oku,
Sny śniąc, jakich nikt z śmiertelnych nie śmiał śnić, drżąc w zwątpień męce.
Cisza była niezmącona, nie szedł żaden dźwięk z jej łona.
Rzecz jedyną wymówiono: imię zjawy mej dziewczęcej;
Jam to szeptał je i echa szept: „Lenoro!” brzmiał we wnęce –
To jedyne – i nic więcej.
Do pokoju się cofnąłem, ogień płonął mi pod czołem.
Wkrótce znów pukanie słyszę, lecz głośniejsze niż we wnęce.
„
ewnie – rzekłem, z bladym licem – to coś u tej okiennicy,
Trzeba zbadać tajemnicę, serce ścichnie.” Wzniosłem ręce.
„Trzeba zbadać tajemnicę...” dziwny skurcz uczułem w szczęce.
„To wiatr wieje – coż by więcej?”
Okiennice-m pchnął; wnet z trzepotaniem i furkotem,
Kruk majestatyczny wkroczył, święty ptak sprzed lat tysięcy.
Nie ukłonił mi się mile, nie zatrzymał się choć chwilę,
Z miny – lord (powagi tyle), jeno wprost w wejściowej wnęce
Wczepił szpony w biust Pallady, co nad drzwiami stał we wnęce;
Uczepiony stał – nic więcej.
Ptak z hebanu bałamutny precz odegnał nastrój smutny,
Przez powaśne swe decorum zbudził myśli wręcz chłopięce.
„Choć czub zdarto waszej mości – rzekłem – obcyś trwożliwości.
Z brzegów nocy straszny gościu, powiedz, gwoli mej podzięce,
Swe rodowe miano, które tam, w Hadesu mrokach świecą.”
Kruk odrzecze: „Nigdy więcej.”
Zadziwiło mnie ptaszysko, że przemawia tu, tak blisko –
Choć z niewielkim sensem wprawdzie odrzekł mi ten dziw zwierzęcy.
Chyba przyznać mi możecie, że z żyjących nikt na świecie
Tak wybranym nie był przecie: ptaka mieć w wejściowej wnęce
Czy też zwierza, na popiersiu, w górze, tuż w wejściowej wnęce
Który zwie się „Nigdy więcej”.
Lecz Kruk nad rzeźbioną głową wyrzekł tylko jedno słowo,
Jakby duszę w nim wylewał, jakby mi ją oddał w ręce.
Więcej nie miał rzec ochoty, nawet skrzydłem nie trzepotał –
Ażem ledwo wymamrotał: „Opuścili mnie odmieńcy –
Druhy – jutro on opuści, jak nadziei rój chłopięcych...”
Na to ptak rzekł: „Nigdy więcej.”
Zaskoczony, że w tej ciszy takie trafne słowa słyszę:
„Bez wątpienia – rzekłem – tyle jeno przejął on, nic więcej,
Od nieszczęśliwego pana, co, przez mściwy los ścigany,
(Los dogoni – rzecz to znana), poniósł brzemię swe w udręce,
Swoim snom Requiescat śpiewał, refren – w melancholii męce –
O tym «Nigdy więcej».”
Zmuszał smutne me oblicze zdobić w uśmiech ptak zwodniczy.
Pchnąłem fotel wyścielany tam, gdzie biust i ptak we wnęce,
Potem, tonąc w aksamicie, nanizywać jąłem skrycie
Was, me sny, co w duszy lśnicie, myśląc, co ten sprzed tysięcy
Lat złowieszczy ptak pokraczny, zmora, zwid sprzed lat tysięcy,
Myślał kracząc: „Nigdy więcej.”
Myśląc o tym się urzekłem, ani słowa doń nie rzekłem,
Zaś ptaszyska wzrok płonący pierś mi piekł coraz goręcej.
Zgadywałem to i owo, błogo zanurzony głową
W poduszeczkę welwetową, którą lampy blask najwięcej
Pieścił, w miękkie te fiolety, gdzie nie złoży, ach, już więcej
Ona głowy swej dziewczęcej!
Pokój się napełnił wonią, co szła z kołysanej dłonią
Serafina kadzielnicy – jegoż kroki tam, we wnęce?
„Nędzny! – krzyknę. – Przecz Bóg ciebie zesłał? na aniołów niebie!
Woda z Lety niech pogrzebie pamięć o niej, którą święcę!
Pij! Zapomnij o Lenorze i mnie daj nepenthes w ręce!”
Kruk odrzecze: „Nigdy więcej.”
„O, proroku, zło uparte! – mówię – ptakiem-żeś czy czartem!
Piekła gońcem czy sztorm ciebie na brzeg cisnął, potępieńcze.
Opuszczony, lecz zawzięty, na brzeg pusty i zaklęty,
Gdzie ten grozą dom objęty – szczerze mów, ja błagam w męce!
Zali jest w Gilead balsam? – powiedz, powiedz, błagam w męce!”
Kruk odrzecze: „Nigdy więcej.”
„O, proroku! zło uparte! – rzekłem – ptakiem-żeś czy czartem!
Na to niebo tam i Boga, co go wespół z tobą święcę!
Duszy w jarzmie smutku powiedz: w raju, co się Eden zowie,
Czy tę, którą aniołowie zwą Lenora, moje ręce
Dotkną, czy obejmą świętą, ten promienny cud dziewczęcy?”
Kruk odrzecze: „Nigdy więcej.”
„To, coś rzekł, rozstania znakiem będzie – diaskiem żeś, czy ptakiem! –
Wrzasnę. – Wracaj w jądro burzy, w mrok Hadesu, potępieńcze!
Nie roń piór, nie zostaw śladu po twym kłamstwie, pełnym jadu!
Nie mąć ciszy tej swą zdradą! Porzuć biust, gdzie tkwisz we wnęce!”
A Kruk odrzekł: „Nigdy więcej”.
I Kruk nie drgnie nawet wcale: siedzi stale, siedzi stale
Na Pallady bladym biuście, ponad drzwiami w izby wnęce.
Jego wzrok nieporuszony snem lśni, jaki śnią demony.
Lampa rzuca blask przyćmiony i w dół spływa cień zwierzęcy.
Z tego cienia na podłodze duszy mej już żadne ręce
Nie podniosą – NIGDY WIĘCEJ.
ważny jest koniec każdej rzeczy
poezja Dodano: 2007-12-14 21:00
też lubię Edgara Allana Poe.. jego najbardziej lubię.. żadnego innego tak bardzo nie lubie..
"Życie jest zbyt krótkie aby postępować według zasad. Wolę mieć zmarszki ze śmiechu niż z płaczu. Jeść ile wlezie, obijać ile się da, być sobą mimo wszystko, robić to na co ma się ochotę a wszystkich co się śmieją ze mnie mieć w dupie".
Dodano: 2007-12-14 22:07
Hmmm... tylko jak wkleić tu treść 'Jerozolimy wyzwolonej' Tassa? 
Dodano: 2008-02-08 14:04
| Alpha-Sco napisał(a): |
Jest wiersz, który kiedyś nie urzekł, natomiast autora nie znam (może to nawet nie jest żaden Wielki Poeta? )
Nosi chyba tytuł "Łowca demonów" Kiedyś nadejdzie koniec mych dni, Osłabną ramiona, miecz wypadnie z nich I demon, co gniewu ma więcej niż ja Zakończy me życie i ześle spoczynek spragniony od lat... Płomień i metal, Światło i cień Wszystko splecione jak jeden sen... Słowo i cisza, Krzyk bólu i jęk... I krew na mych dłoniach. A w mych oczach - śmierć... Czy ktoś z Was kojarzy? |
Ten wiersz był wydrukowany kupę lat temu w czasopiśmie Magia i Miecz, tak mnie nakręcił, że nawet sobie melodie wymyśliłem żeby móc sobie go pośpiewać.
Jeśli chodzi o autora to __wydaje__ mi się ze widziałem nazwisko Skibniewska przy nim, zupełnie nie jestem tego pewien
Dodano: 2008-02-15 11:56
Owszem, natknęłam się na ten wiersz w "Magii i Mieczu". Natomiast dość dawno temu, po tym, jak umieściłam ten fragment wiersza tutaj, pewien Doktor napisał mi wiadomość, której fragment tu przytoczę (mam nadzieję, Doktorze, że nie będziesz miał o to żalu :) )
"[...] to jest zaledwie czesc tego oto utworu:
Tytuł: Łowca
Autorka ukrywa sie pod pseudonimem gnom [...]
Płomień i metal, światło i cień,
Wszystko splecione jak jeden sen,
Słowo i cisza, krzyk bólu i jęk
I krew na mych dłoniach, a w twoich oczach
zdziwienie i lęk
Serce demona przecięte na pół
I nóż po rękojeść wtopiony w stół
Magiczna tarcza, mój gniew i twój żal
I zapach kobiety, po której pozostał
jedwabny szal
Samotność to klątwa, dziedzictwo to gniew
Zgłodniały demonie, już słyszę twój zew
Dosiadam wierzchowca i pędzę przez noc
Czarownik i wiedźmin, a każdy z nich inną
ma we mnie moc
Dzisiaj znów łowy, dym, ogień i zew
Krwi potok płynący, ból, płacz i gniew.
Życie tak płynie to samo, co dnia
Czy sił dziś wystarczy, by toczyć tę walkę
Wciąż sam
Kiedyś nadejdzie koniec mych dni
Osłabną ramiona, miecz wypadnie z nich
I demon, co gniewu ma więcej niż ja
Zakończy mój żywot i ześle spoczynek
spragniony od lat
Płomień i metal, światło i cień,
Wszystko splecione jak jeden sen,
Słowo i cisza, krzyk bólu i jęk
I krew na mych dłoniach, a w twoich oczach
śmierć..."
:arrow: Wodor, jesteś więc kolejną osobą, która poszerzyła swoją wiedzę na temat tego tajemniczego wiersza :) (który przestał być już tak tajemniczy, ale nie uważam, by tracił na tym swą magię :))
Dodano: 2008-02-15 12:14
| Alpha-Sco napisał(a): |
| Owszem, natknęłam się na ten wiersz w "Magii i Mieczu". Natomiast dość dawno temu, po tym, jak umieściłam ten fragment wiersza tutaj, pewien Doktor napisał mi wiadomość, której fragment tu przytoczę (mam nadzieję, Doktorze, że nie będziesz miał o to żalu :) )
"[...] to jest zaledwie czesc tego oto utworu: Tytuł: Łowca Autorka ukrywa sie pod pseudonimem gnom [...] |
Nie popadajmy w skrajnosci Alpho :wink: ten pewien Doktor, zalu najmniejszego nie bedzie mial, bo w sumie o co?
Serdecznie Cie pozdrawiam
Dodano: 2008-02-22 19:04
Ulubieni poeci?
Wojaczek, Stachura, Plath, Przerwa-Tetmajer, Baudelaire, Verlaine, Rimbaud, Rybowicz, Poświatowska, Bursa.
wiersze? zalezy od nastroju i humoru.
Takim najszczególniejszym jest "Mojej bolesnej"
i "List do Pozostałych"
Dodano: 2008-02-22 19:12
sztandarowo laleczko.
ja bym dorzuciła jeszcze różewicza, baczyńskiego i herberta...
)