Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Opowiadania :

Szczęście? To tylko w poczekalni!

Przed chwilą wyszedł z kamienicy. Jego kroki jeszcze niedawno dudniły w betonowej klatce głośnym echem. Teraz już stoi na ulicy. Bystrym wzrokiem patrzy to w jedną to w drugą stronę. Decyzję stara się podjąć szybko. Miałem iść do lekarza - myśli, czyli muszę iść w prawo. Zgodnie z myślami obiera właśnie ten kierunek. Idzie dosyć szybko, końce nienagannie związanych sznurówek podskakują równomiernie na wierzchu buta. Dobrze wie, że chociaż to dopiero początek dnia, czeka go jeszcze wiele pracy, to właśnie, dlatego tam musi się spieszyć.
Mija kolejne skrzyżowanie, teraz musi wejść w zakręt. Nie zważając na żadne konsekwencje wchodzi w niego z zawrotną szybkością. Za zakrętem potrąca łokciem kobietę. Szybkie, zdawkowe przepraszam powiedziane nie wiadomo, w którą stronę i mężczyzna znów przyspiesza kroku, rozpędzając się do coraz większej prędkości. A szkoda, może gdyby przez chwilę się zatrzymał spojrzał na zdezorientowaną twarz kobiety, którą przed chwilą potrącił, spostrzegłby, że to jego dziewczyna, która właśnie szła do jego domu, by zanieść mu niezwykłą nowinę.

Ale mężczyzna się nie spojrzał, kobieta, więc poszła dalej mając go za obcego gbura. Gdy doszła do domu, w którym mieszkał jej chłopak drzwi wcale się nie otworzyły. Zasmucona postanowiła, więc wrócić do siebie. Idąc ulicą i zastanawiając się gdzież to może być teraz Mariusz, wpadła pod niezauważone przez siebie auto… Zginęła na miejscu! A szkoda! Tyle mogło czekać ich wspólnego szczęścia.

Mariusz szedł jednak dalej. Miał napięty plan, nie mógł sobie pozwolić na żadne opóźnienie. Spojrzał niecierpliwie na tarczkę swojego zegarka. Do wizyty pozostało dziesięć minut. Musi się pospieszyć, postarać by utracony czas był jak najmniejszy. Kiedy widzi migające zielone światło na ostatnim na jego drodze przejściu dla pieszych postanawia zwiększyć wysiłek i choćby na czerwonym, ale wejść na jezdnię. Rzeczywiście wchodzi na czerwonym, a już po chwili ląduje przed budynkiem przychodni. A szkoda. Może gdyby poczekał na kolejne zielone, zauważyłby ogłoszenie przyczepione do przejeżdżającego auta. Może wtedy to on by je miał i chwalił się nim swym kolegom, a nie musiał tylko przyglądać się jak wozi się nim jego zmiennik z pracy wraz ze swą narzeczoną…

W końcu mężczyzna wchodzi do przychodni. Podchodzi do okienka mówi, że był umówiony. Kobieta obsługująca rejestrację mówi mu, że musi poczekać, bo przed chwilą przywieziono nagły przypadek z ulicy i lekarz musiał wyjść z przychodni, by pomóc przy zabiegu. Zniesmaczony młody człowiek pyta się ile zajmie to czasu. Kobieta odpowiada, że może to potrwać najwięcej dwie godziny. Frustracja ogarnia Mariusza, zerka na zegarek, widząc przesuwające się z wolna wskazówki pyta się o kolejny termin wizyty. Przemiła pani z okienka informuje go, że może zapisać się dopiero na za dwa miesiące..

Nie mogę sobie na to pozwolić - myśli zmartwiony Mariusz - Kasia tak mnie prosiła, żebym zrobił te badania, trudno odwołam spotkanie z chłopakami, lekarz i przede wszystkim Kasia są ważniejsi. Załamany chłopak informuje, że jednak poczeka na swoją kolej, podchodzi do drzwi, za którymi przyjmuje lekarz i siada na krzesełku nieopodal gabinetu.

Minuty płyną straszne długo, w końcu Mariusz postanawia rozejrzeć się po poczekalni. Widzi tu starszą kobietę. Pomimo swego wieku i wielu głębokich zmarszczek kobieta wydaje się być szczęśliwą. Uśmiecha się zabawnie szczerząc swoją protezę do rozbawionej dziewczynki. Ciekawe czy i ja na starość będę też taki pełen życia - zastanawia się chłopak. Nie trwa to jednak zbyt długo, bo właśnie do poczekalni wchodzi dwoje młodych ludzi z nosidełkiem. Siadają razem, obok siebie. Wydają się przygnębieni, zapewne z powodu dziecka, które teraz ucięło sobie drzemkę. Matka coś mówi do swojego męża, ten czule całuje ją w czoło, i obejmuje swoim ramieniem. Widać, że uśmierza to ból kobiety, po chwili jej głowa ląduje na ramieniu jej mężczyzny. I znowu Mariusz zaczyna myśleć: Ciekawe czy kiedyś ja z Kasią też będę w takiej sytuacji. Ta dwójka strasznie musi się martwić o swojego maluszka, ale mimo to facet jest bardzo silny psychicznie, nie pozwala załamać się swojej kobiecie! Ja też taki będę, na bank, Kasia zawsze będzie miała we mnie oparcie…

Kolejne postacie nie zrobiły już tak wielkiego wrażenia na Mariuszu zajął się on, więc tym, czym zwykle zajmują się znudzeni czekaniem pacjenci. W końcu lekarz przyszedł. Po chwili chłopak wszedł do gabinetu. Cała wizyta trwała może 10 minut, pacjent dostał szereg zleconych badań i został umówiony na wizytę. W ciągu następnych kilku minut Mariusz przechodził przez to samo miejsce gdzie wcześniej złamał prawo. Kolejne kilkanaście minut zaprowadziło go  do skrzyżowania, na którym panował straszny harmider. Służby porządkowe sprzątały ulicę z krwi, gdzieś na poboczu stało auto z rozbitą, pokrwawioną szybą. Wyglądało to dosyć dziwnie, nie było ani ciała ani.. właściciela pojazdu. Pewnie znowu jakaś święta krowa weszła na ulicę i pokrzyżowała plany biznesmenowi albo innemu człowiekowi, ludzie nic nie myślą - twierdził w duchu Mariusz, po czym dodał - mniejsza o to byle szybko do domu zadzwonić do Kasi, miała mi coś ważnego powiedzieć…

Świat bardzo się spieszy! Czasem to dobrze, bo nie mamy czasu na negatywne sprawy… Ale czasem tracimy przez to bardzo dużo. Czymże jest chwila zastanowienia w stosunku do wiecznego bólu? Nie pozwólmy by czas uprowadził nas jako swych jeńców…
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły