Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Recenzje :

Kataklysm - Sorcery

Kataklysm, death metal, Nuclear Blast, Sorcery, grindcore

Kataklysm został założony w 1991 roku w Montrealu, szybko i na następne dziesięciolecia, stając się ikoną i najwybitniejszym reprezentantem kanadyjskiego death metalu. Zaczynali od demówek i innych, krótszych materiałów, aby w 1995 roku wydać swoją pierwszą płytę pod szyldem Nuclear Blast. „Sorcery” to album, który mógł zaszokować nawet wytrawnych maniaków śmiercionośnej muzy, bowiem taką dawkę ciężaru i zniszczenia trudno uświadczyć gdziekolwiek indziej.

Jednak zanim przejdziemy do muzyki, rzuca się w oczy fenomenalna okładka. Starożytni mędrcy obserwują wzburzone niebo i widzą w nim dziurę. Niepokojący znak zwiastujący katastrofę. Pośród wiatru rzucają zaklęcia, aby ustrzec się przed siłami, które chcą sprowadzić na nich nieszczęście. To nieszczęście czai się z prawej strony, w postaci fantastycznego loga zespołu. Ta dekadencka scena symbolizuje to co można znaleźć w środku płyty. Muzyka Kataklysm to prawdziwy kataklizm. Trzęsienie ziemi, trąba powietrzna, deszcz meteorytów i tsunami razem wzięte i jeszcze doprawione czarną magią.

Dewastująca kakofonia dźwięków zalewa słuchacza od samego poczatku. Kataklysm po prostu przygniata do ziemi i demoluje bardzo ciężkim, łańcuchowym brzmieniem. Nie ma tu za grosz melodyjności, a tylko grindowe gitary, buldożerowy bas, napierdalająca perkusja oraz straszliwy, ryczący i szorstki wokal. Wszystko jest szybkie, potwornie mocne i zmienne. „Sorcery” jest jak porywista wichura, która co chwilę dmie z innej strony. Frazy są szarpane, urywają się i rozciągają.

Napisałem, że nie ma tu melodyjności, ale co to? Ni stąd ni zowąd, z tych otchłani chaosu, z tych wirów i wulkanów energii, wyłaniają się poukładane, death metalowe riffy. Nagle sytuacja, może nie tyle, że się uspokaja, ale w jakiś sposób normuje. W części utworów pojawiają się bardziej harmonijne fragmenty i spójne granie. Takim numerem zaskakującym płynniejszymi, lecz żywiołowymi riffami jest „Feeling The Neverworld”.

Płyta, oprócz na poszczególne numery, podzielona jest na pięć części. Trzy z nich są to pojedyncze kawałki, a dwa to trylogie. Pierwsza z nich „The Rebirth Vortex Of Creation” jest odtworzeniem prawie całego dema z 1993 roku „The Vortex Of Resurrection”. Ostatnia pozycja „World Of Treason” to utwór instrumentalny, który wywołuje więcej muzycznych emocji i ma nawet spokojny wstęp. Świetny numer i choć rozkręca się naprawdę ostro, odbiega od podstawowej konwencji albumu. Również ze względu na solówki.

„Sorcery” to płyta, która mnie zmasakrowała, mimo, że kiedy ją poznałem, słyszałem już wiele muzycznych wynaturzeń. W rozległej i pozostającej na uboczu muzycznego świata Kanadzie powstało coś wyjątkowego i robiącego niesamowite wrażenie.

Tracklista:

01. Sorcery
02. Mould In A Breed
03. Whirlwind Of Withered Blossoms
04. Feeling The Neverworld
05. Elder God
06. Garden Of Dreams
07. Once... Upon Possession
08. Dead Zygote
09. World Of Treason

Wydawca: Nuclear Blast (1995)

Ocena szkolna: 5

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły