Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Relacje :

Lion Shepherd, Janek Pentz - A2, Wrocław (10.03.2020)

Lion Shepherd, Janek Pentz, A2, Randan Group

Rzadko kiedy supporty przykuwają moją uwagę. Nie powiem, zdarza się, jednak są to przypadki dość sporadyczne. Mowa tu oczywiście o przypadkach zespołów zupełnie nowych. W tej konkretnej sytuacji coś takiego właśnie miało miejsce. Jakiś czas temu miałem przyjemność być i uczestniczyć w koncercie naszej exportowej gwiazdy muzycznej - Riverside. Teraz, patrząc z perspektywy czasu, bardzo cieszę się, że na tamten koncert udało mi się dotrzeć punktualnie. 

Wtedy to miałem niezwykłą okazję usłyszeć zespół, który mną wstrząsnął. Mowa oczywiście o Lion Shepherd, który wtedy to zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie. Od tamtego czasu czekałem, aż będę mógł zobaczyć ich w pełnej krasie na swojej własnej trasie koncertowej.

Na tę krótką trasę mającą na celu promocję ich ostatniego krążka, zatytułowanego „III” zaproszono niezwykle utalentowanego gitarzystę Janka Pentza. Bardzo skromny, młody człowiek ma na swoim koncie już dwa wydawnictwa. „Heroic Dreams” oraz „Eternity”. Poruszający się w świecie gitary akustycznej, grający techniką fingerstyle, Janek gra tak niesamowicie, że słuchacz ma wrażenie jakby wybrzmiewało kilka innych instrumentów prócz gitary. Swego czasu miał okazję wystąpić przed Tommym Emmanuelem w Łodzi, a tacy słabych nawet na supporty nie biorą.

Nie tak miało być moi Państwo. Nie sprawdzałem jak wyglądała frekwencja w innych miastach na owej trasie, jednakże z racji epidemii, z którą mamy do czynienia była ona wręcz fatalna. Wtedy jeszcze, a miało to miejsce prawie trzy tygodnie temu, sprawa nie była aż tak poważna i tragiczna, a jednak ludzi to wszystko skutecznie odstraszyło od pójścia na koncert, a co za tym poszło, był on bardzo kameralny. A2 jest całkiem sporym klubem i naprawdę smutek w moich oczach był wielki, widząc jak dużymi pustakami świecił on tamtego wieczoru.

Niemniej jednak dobrego artystę poznaje się po tym, że nieważne dla ilu osób ma wystąpić, daje z siebie zawsze sto procent i tak właśnie było tym razem. Tyczy się to zarówno Pana Janka jak i Lion Shepherd.

Janek Pentz mając dość krótki czas występu zagrał fantastyczny koncert. Jak pisałem wyżej, za nic miał to, że na sali zgromadziło się raptem kilkadziesiąt osób. Mieliśmy okazję usłyszeć takie utwory jak „Trasformations”, „Eternity” czy „Shadow Of Mara”. Całość występu tego młodego człowieka była znakomitym akustycznym doświadczeniem. Panie Janku, idzie pan w dobrą stronę i mam nadzieję, że  będzie Pana można za jakiś czas nazwać wirtuozem gitary akustycznej.  Ci, którzy nie byli, powinni żałować.  

Po znakomitym akustycznym występie Janka przyszedł czas na gwiazdę wieczoru. To co Lion Shepherd zaprezentował w A2 było piękne. Siłą rzeczy był to kameralny koncert, choć oczywiście nie taki miał być. Sam występ był fenomenalny.  Warszawiacy wraz ze wspomagającą ich Karoliną Krzyńską dali niezwykły muzyczny pokaz. Zainteresowani dobrze wiedzą w jakich obszarach obraca się ten zespół i patrząc z perspektywy czasu owy występ wydobył z nich wszystko co najlepszego mogli zaoferować publiczności. Ten zespół po mistrzowsku lawiruje i miesza w prog rocku, oriencie czy muzyce etnicznej. Dzieje się tak nie bez przyczyny, albowiem Kamil Haidar część swojego życia spędził w Libii i Syrii, czemu daje upust w muzyce jaką piszę Lion Shepherd. Mogłoby się wydawać, że z racji okoliczności w jakich koncert się odbył dostaniemy wersję skróconą. Nic bardziej mylnego. Było to swoiste the best of tria ze stolicy. Zawarto w nim same najlepsze kompozycje z trzech albumów Liona, czyli dokładnie z tylu ile ujrzało światło dzienne, plus cover kompozycji Pani Karoliny.

Coś pięknego. Ci, którzy przyszli do A2 mieli okazję uczestniczyć w niezwykle kameralnym muzycznym misterium, które raczej się więcej nie powtórzy. Kamil i spółka dali niezwykły popis, była to muzyka duszy. Fantastycznym dodatkiem była obecność wspomnianej Karoliny i jej liry korbowej. Nie bez znaczenia był również jej znakomity wokal. Całość powaliła mnie na kolana.

Chciało by się powiedzieć, że to co dobre szybko się kończy, jednak w tym przypadku tak nie było, albowiem Lion Shepherd zagrał całkiem spory gig, na który złożyło się aż 18 numerów, także była to całkiem spora dawka muzyki na najwyższym poziomie.

01.    Uninvited
02.    Good Old Days
03.    What Went Wrong
04.    World on Fire
05.    Toxic
06.    Infidel Act of Love
07.    Lights Out
08.    Fly On
09.    Brave New World
10.    Fail
11.    Wander
12.    Nobody
13.    May You All Live In Fascinating Times
14.    Smell of War
15.    Music Box Ballerina
16.    Heat
17.    Czerni się (Karolina Skrzyńska Cover)
18.    Dream On

W takich to okolicznościach przyrody koncert Lion Shepherd dobiegł końca. Czułem się po nim wielorako, bo tak patrząc z perspektywy widza było genialnie. Na tą genialność wpłynęła (nie powiem) frekwencja, która w normalnych warunkach byłaby oczywiście inna. To był jedyny minus całego zajścia. Choć z drugiej strony nie żałuję mimo wszystko, że przyszło tak mało ludzi. Dziwne to takie.

Reasumując, fantastyczny wieczór w A2.

Dziękuję za uwagę.

Ocena szkolna: 5.

Organizator: Randan Group

Komentarze
DEMONEMOON : Czar NY,flam a ster? ;)
Sumo666 : Dokładnie tak. Było zajebiście.
WUJAS : To się załapałeś na koncercik w ostatniej chwili.
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły