Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Wywiady :

Rozmowa z Przemkiem Zdunkiem z zespołu The Cuts

the cuts, przemek zdunek, trasa koncertowa, rock, pop-rock, muzyka electro, electro, sam, koncerty, rock and roll

Rock and roll z domieszką elektroniki, podawany w czarnej asyście koronek… Taka jest twórczość zespołu The Cuts, który powraca ze zdwojoną siłą. Półtora roku musieliśmy czekać na jakiś sygnał ze strony grupy, która właśnie przymierza się do rozpoczęcia trasy koncertowej. Czy to będzie początek czegoś nowego, czy może kontunuacja wcześniej obranej drogi? Już wkrótce sami się o tym przekonamy, a tymczasem spojrzymy na świat oczami The Cuts, w rozmowie z wokalistą zespołu, Przemkiem Zdunkiem.

Choć Wasza muzyka zdaje się być dość wesoła, warstwa liryczna jest zupełnym tego zaprzeczeniem. Skąd tyle smutnych historii w Waszych utworach?

Od zawsze spotykamy się z takim stwierdzeniem, a nawet zarzutem, że nasze teksty są dość pesymistyczne. Dla mnie, jako autora to dość naturalne, bo to najczęściej mało radosne przeżycia sprawiają, że człowiek chce coś napisać. A ja nie piszę tekstów na zawołanie czy zamówienie. Nie umiem opowiadać wesołych historii, nawet nie chcę, bo uważam, że są nudne.

Skąd pomysł na granie właśnie takiej muzyki? Muzyki, która w Polsce jest raczej czymś niszowym. Nie obawiacie się, że polscy fani nie są jeszcze na to gotowi – a może widzicie to zupełnie inaczej?

Polscy fani są na nią bardzo gotowi. Ci, którzy nie są, nigdy już nie będą, bo po prostu takiej muzyki nie potrzebują.

Dzisiejsze czasy są bardzo trudne dla zespołów muzycznych w ogóle. Skąd to Waszym zdaniem się bierze? Czy myślicie, że gdbybyście tworzyli np. 30 lat wcześniej, wszystko wyglądałoby inaczej?

To oczywiste, że wygladałoby inaczej. Jest mnóstwo zespołów sprzed lat, które dwadzieścia czy trzydziesci lat temu stały się ikonami polskiej i światowej muzyki rockowej, a dziś nie miałyby szans zaistnienia na szerszym forum. Świat się zmienia, niestety schodzi na psy. Na szczęście dobrych zespołów wciąż jest wiele, tylko nie są tak widoczne w mediach. Ale wystarczy poszukać, żeby móc obcować z prawdziwą sztuką i nie być skazanym na medialną papkę.

Wielu artystów zapewnia, że poprzez swoją twórczość wyraża siebie. A jak to jest w Waszym przypadku – czy chcecie nieść jakiś przekaz?

Nie jesteśmy zespołem, który niesie za sobą przełomowe treści polityczne czy światopoglądowe. Nigdy nie chcieliśmy być takim zespołem. Zresztą dziś chyba minęły czasy, gdy muzyką można było zmieniać świat. Jedyne, co możemy manifestować swoją twórczością, to to, że nie godzimy się na to, czym jesteśmy karmieni przez media. Że nigdy nie dołączymy do coraz większych kręgów ludzi, którym wystarcza bylejakość. Tworząc nowe utwory chcemy robić dobrą muzykę, z którą bedziemy dobrze czuć się na scenie. Kiedy powstają nowe utwory, mają one w sobie pewną moc, energię, która powinna sprawić, że ludzie będa chcieli słuchać naszych płyt i przychodzić na nasze koncerty. Nie zapominajmy, że słuchanie muzyki powinno być przede wszystkim przyjemnością, rozrywką. Ale na odpowiednim poziomie.

Każdy z Was ma swoje inspiracje muzyczne – wymieniacie tutaj: Depeche Mode, The Knife, Placebo, Muse, Editors, Tool, Pink Floyd. Wasza muzyka jest jednak jeszcze inna… Jak to się stało, że poszliście właśnie w takim kierunku?

Nasza muzyka jest wynikiem ścierania się naszych, czasem bardzo różnych muzycznych fascynacji. Efekt końcowy jest naturalnym wynikiem tego, co czujemy. I trudno nam stworzyć coś innego. Ale to chyba dobrze.

A co się działo zanim powstał The Cuts i jak ten czas wpłynął na Waszą obecną twórczość? Mieliście już doświadczenie muzyczne, co z pewnością nie było bez znaczenia...

Każdy z nas miał wiele muzycznych doświadczeń. Graliśmy w wielu bardzo róznych zespołach – od punkrocka po muzykę elektroniczną. Można by długo wymieniać. Nie mamy już po 18 lat i każdy z nas ma spore doświadczenie w nagrywaniu płyt i graniu koncertów. Chyba dzięki temu, mimo różnych gustów muzycznych potrafimy znaleźć pewien złoty środek i każdy z nas umie odnaleźć się w naszych piosenkach. Gdyby było inaczej, granie razem nie miałoby sensu.

Co sądzicie na temat polskiej sceny muzycznej w ramach gatunków zbliżonych do Waszego? Czy Waszym zdaniem dobrze to wygląda, czy raczej kuleje?

Jest kilka dobrych zespołów. Jeśli ktoś poszukuje wartościowej, polskiej muzyki, to ją znajdzie. Mamy wielu fajnych wykonawców. Nierzadko nawet widać ich w mediach i radzą sobie bardzo dobrze. Osobiście jestem fanem Marii Peszek, podoba mi się solowa płyta Artura Rojka, lubię twórczość Meli Koteluk, Brodki, uwielbiam zespół Das Moon. Można by wymienić jeszcze sporo artystów, a więc chyba nie jest tak źle.

Jak wygląda spotkanie The Cuts na salce prób? Siadacie, otwieracie piwko, dwie godziny wyluzowania, a potem może coś zagracie, czy raczej są to spotkania pełne intensywnych ćwiczeń, muzycznej burzy mózgów, kłótni i kompromisów?

W studiu, które jest w pewnym sensie naszą salą prób spotykamy się stosunkowo rzadko, ale jak już się spotkamy, to jesteśmy całkiem pracowici. Większość naszych utworów powstawała właśnie w studiu. Dopiero, gdy mieliśmy gotowe, skomponowane i nagrane piosenki, uczyliśmy się ich grać w wersjach koncertowych. Nasz najnowszy utwór “Sam” powstał w nieco inny sposób. Znowu spotkaliśmy się w studiu, ale piosenka wyłoniła się z klasycznego jam session.

Koncerty to czas, gdy każdy zespół ma okazję nie tylko zaprezentowania się na żywo, ale również przekonania do siebie i pokazania innego oblicza swojej twórczości. A czym dla Was są występy na żywo?

Koncerty to najlepsza rzecz w graniu muzyki rockowej. Bez występów na żywo zespół nie istnieje. To jest ta prawdziwa energia. Osobiście najbardziej lubię koncerty klubowe, podczas których mamy najlepszy kontakt z publicznością. Występy plenerowe nie dają tego kopa ani nam, ani pewnie publiczności.

A jaki byłby Wasz wymarzony koncert – gdybyście mieli wybrać, z kim najbardziej chcieli byście wystąpić, to kto by to był?

Sporo jest artystów, z którymi chcielibyśmy wystąpić na jednej scenie. 20 października The Cure gra w Łodzi. Nie pogardzilibyśmy…

Czym jest dla Was sukces? Bo nie ukrywajmy, że każdy artysta marzy o sukcesie – raczej się nie zdarza, aby ktoś tworzył na zasadzie “sztuka dla sztuki”.

Jesteśmy na tyle dorośli, że potrafimy mierzyć siły na zamiary. Myslę, że w Polsce sukcesem jest, kiedy możesz rano wstać, pójść do studia, pograć, ponagrywać, wiedząc, że za kilka dni rozpoczynasz trasę koncertową, na której zagrasz wiele dobrych koncertów dla sporej ilości ludzi, po czym wrócisz do domu i będziesz mógł spokojnie pracować nad kolejną płytą.

Gdybyście mogli cofnąć się w czasie do okresu, gdy stawialiście swoje pierwsze muzyczne kroki, to czy chcielibyście coś zmienić?

Niczego bym nie zmienił. Wszystkie błędy, porażki i sukcesy wiele mnie nauczyły. Fajnie byłoby to wszystko wiedzieć 20 lat temu. Ale może byłoby nudniej.

Latem 2014 roku zdecydowaliście się zawiesić działalność. Od tamtej pory minęło już trochę czasu i w Waszych głowach z pewnością pojawiło się wiele refleksji. Co przez te 1,5 roku działo się z The Cuts? Jak ten czas wpłynął na Waszą płodność artystyczną?

Z The Cuts nie działo się zupełnie nic. I to dobrze. Myślę, że potrzebowaliśmy tej przerwy. Po tym czasie weszliśmy na chwilę do studia i nagraliśmy kilka naprawdę dobrych pomysłów. Jednym z nich jest utwór “Sam”, z którego jestem bardzo dumny. Niebawem pokażemy światu kolejny kawałek. Już nie mogę się tego doczekać.

Też na to z niecierpliwością czekamy… Na początku obecnego roku na Waszym fanpage'u na FB pojawił się tajemniczy post o rozpoczęciu prób. Czy uchylicie choć rąbka tajemnicy, jak możemy odczytywać ten wpis – macie jakieś plany?

Plany, plany, plany… Na przełomie marca i kwietnia ruszamy w trasę koncertową. Zagramy kilkanaście koncertów w całej Polsce. Nieco wczesniej, 26 lutego wystąpimy w naszym rodzinnym mieście, Pile.

Mamy nadzieję, że bez względu na wszystko nadal będziecie tworzyć, za co bardzo mocno trzymamy kciuki. Czego jeszcze możemy Wam życzyć?

Udanej trasy i dobrych pomysłów na nowe utwory. To najważniejsze.

W takim razie życzymy jak najwięcej weny i kreatwyności w tworzeniu muzyki i karmienia nią Waszych fanów. Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia gdzieś kiedyś pod sceną na Waszym koncercie!

Również dziękujemy i zapraszamy na nasze występy!

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły