BEGIN:VCALENDAR
VERSION:2.0
BEGIN:VEVENT
SUMMARY:Anathema / Alcest 
DTSTART:20171114T190000Z
DTEND:20171114T210000Z
LOCATION:Poznań
DESCRIPTION:Wydawnictwo Rock-Serwis Piotr Kosiński i Radio Rock Serwis FM z radością i dumą zapraszają na koncertANATHEMA + gość specjalny ALCESTTytuł jedenastego albumu Anathemy może posłużyć r&oacute;wnież jako określenie niezwykłego podejścia członk&oacute;w sekstetu z Liverpoolu do pracy i procesu artystycznego, kt&oacute;remu są wierni od założenia grupy w 1990 roku. Rozwijali się nieustannie, pokładając nadzieję w przyszłości - od chwili porzucenia sceny undergroundowej, do kt&oacute;rej powstania walnie się przyczynili po zachwyt, kt&oacute;ry budzą na świecie swoim nie uznającym żadnych granic post-progresywnym rockiem alternatywnym. Gitarzyści bracia Daniel i Vincent Cavanagh, perkusista John Douglas, jego młodsza siostra, wokalistka Lee Douglas, basista Jamie Cavanagh (brat-bliźniak Vincenta) i klawiszowiec/perkusista Daniel Cardoso mają wielki dar - sugestywna, działająca na wyobraźnię muzyka spływa im spod palc&oacute;w, a oni sami stawiają sobie za cel, by nie spełniać niczyich oczekiwań. W świecie nie tylko muzycznych konformist&oacute;w czekających na swoje pięć minut taka postawa jest naprawdę godna podziwu i pozazdroszczenia."Od samego początku byliśmy uczciwi w stosunku do siebie i pisaliśmy bardzo osobistą muzykę", przyznaje Vincent. "Z tą tylko r&oacute;żnicą, że na starcie naszej muzycznej działalności zakrywała ją dużo cięższa instrumentacja. Kiedy jest się nastolatkiem, to naturalne, że chce się iść na całość. Mieliśmy 23-minutowy utw&oacute;r ambient, pomysły inspirowane muzyką klasyczną, wielowarstwowe harmonie gitarowe, akustyczne kompozycje folkowe, eksperymenty z puszczaną od tyłu taśmą, długie psychodeliczne partie, słowo m&oacute;wione&hellip; wszystko. Ale szybko nauczyliśmy się, że aby dotrzeć w muzyce do głębi emocji, trzeba pozbyć się wszystkich warstw. Melodia jest wszystkim, potem przychodzi tekst, potem rytm i bas. Czy to ma jakieś znaczenie? Czy wzrusza? Zacznijmy od tego&hellip; jeśli odpowiedź brzmi tak, można zacząć myśleć o eksperymentach".Choć wczesne albumy uznawano za klasyki, zesp&oacute;ł porzucił cięższe korzenie na rzecz muzyki niekoniecznie lżejszej, lecz bogatszej w emocje, kt&oacute;ra docierała prosto do serc słuchaczy. "Alternative 4" (1998), "Judgement" (1999), "A Fine Day To Exit" (2001) i "A Natural Disaster" (2003) to okres odważnych eksperyment&oacute;w w karierze grupy trwający do czasu, gdy album "We're Here Because We're Here" ugruntował jej pozycję jako jednego z najlepszych post-progresywnych zespoł&oacute;w na świecie."Każdy muzyczny krok naprz&oacute;d był dla nas naturalnym procesem", m&oacute;wi gł&oacute;wny autor zespołu Daniel Cavanagh. "Od czasu pinkfloydowskich ciągot naszego pierwszego basisty Duncana Pattersona, nigdy nie oglądaliśmy się za siebie. Mamy szczęście, bo jako autorzy czasami odczuwamy telepatyczne połączenie. I, nawiasem m&oacute;wiąc, gdybyśmy chcieli tylko osiągnąć sukces komercyjny, nigdy byśmy niczego nie zmienili".Po wielokrotnie nagradzanym albumie "Weather Systems" z 2012 roku i urzekającym "Distant Satellites" z 2014, zesp&oacute;ł powraca z jedenastą płytą w swoim dorobku. "The Optimist" to chyba najbardziej mroczna, najbardziej ambitna i nieoczekiwana muzyka, jaką przyszło mu zaprezentować. Wije się i zakręca jak żadna do tej pory, budząc podziw u nawet najbardziej osłuchanych z tw&oacute;rczością Anathemy fan&oacute;w. Album powstał zimą 2016 roku we wsp&oacute;łpracy z producentem Tonym Dooganem (Mogwai, Belle &amp; Sebastian, Super Furry Animals) w Attica Audio w Donegal i studiach Castle Of Doom w Glasgow. 11 zamieszczonych na nim utwor&oacute;w przesuwa granice jeszcze dalej, a jednak pozostaje wierny myśli przewodniej każdego z nich. Inspiracji do powstania płyty dostarczyła - o dziwo - okładka do albumu "A Fine Day To Exit" z 2001 roku.Daniel Cavanagh: "Chyba można powiedzieć, że album jest na wp&oacute;ł autobiograficzny, bo tym razem wykorzystaliśmy wymyślonego bohatera, Optymistę. Włożyliśmy w niego dźwięki, uczucia, a przede wszystkim nasze nadzieje i obawy. Tym razem zacząłem też pisać, korzystając z inspiracji wizualnej, a kiedy John wpadł na pomysł, by napisać jakąś historię, wyszedłem od "A Fine Day To Exit". Wspaniałe piosenki Vincenta i Johna doskonale się w nią wpasowały&hellip; podczas pisania materiału byliśmy jednością"."Facet zniknął i nie wiadomo, co się z nim stało", m&oacute;wi dalej Vincent. "Czy zaczął nowe życie? Poddał się losowi? Tytuł pierwszego utworu to dokładne wsp&oacute;łrzędne geograficzne plaży Silver Strand w San Diego - gdzie ostatnio widziano Optymistę - pokazane na okładce "A Fine Day To Exit".Niepewny los bohatera tak zafascynował trzech członk&oacute;w zespołu, że postanowili doprowadzić jego historię do końca, ale - co najdziwniejsze - ostateczny kształt nadają jej słuchacze."Większość tych utwor&oacute;w "dzieje" się w umyśle naszego bohatera", dodaje Daniel, "i celowo pozostawiliśmy sprawę otwartą. Jego uczucia, dalsza życiowa ścieżka, jego los uzależnione są od słuchacza. To inni mają dopasować brakujące kawałki układanki&hellip; wszystkie te utwory są bardzo niejasne."Od napędzanego ostrymi gitarami "Springfield" przez filmowy, utrzymany w stylu jazz noir "Close Your Eyes" po nieziemską elektronikę "San Francisco", "The Optimist" jest podr&oacute;żą pełną zachwyt&oacute;w i cud&oacute;w. Ale podr&oacute;żą mroczniejszą niż poprzednie dokonania zespołu, co związane jest z poruszanymi na albumie problemami psychicznych i emocjonalnych zmagań - wszyscy w ten, czy inny spos&oacute;b, musimy toczyć wewnętrzne walki."Choroba psychiczna od zawsze była tematem wstydliwym", m&oacute;wi Daniel, "ale na szczęście to się zmienia. Wielu ludzi musi się z nią zmagać, chyba co czwarty mieszkaniec naszej planety&hellip; Jest normalna jak każda inna, nie ma się czego wstydzić. Teraz jest już lepiej, ale ostatnie kilka lat nie było łatwych i wszystko wyszło w muzyce. Pisałem te mroczne partie fortepianu jak na przykład w "Wildfires" i "Springfield", a Vincent i John powiedzieli, ze to najlepsze, co zrobiłem".Vincent, kt&oacute;ry wziął na siebie przed-produkcyjne obowiązki, zanim zesp&oacute;ł zaczął nagrywać w studiu, zgadza się, że w por&oacute;wnaniu z wcześniejszymi płytami na albumie dużo jest mrocznych i złowieszczych moment&oacute;w. "W każdym utworze są takie, przy kt&oacute;rych cierpnie sk&oacute;ra", m&oacute;wi. "A kiedy wszystko zaskakuje, brzmi imponująco - co w dużej mierze jest zasługą Tony'ego. Pierwszą rzeczą, jaką zasugerował, było brzmienie perkusji. Wiedział, że chcemy zrobić coś "dużego", więc zaproponował studio Attica, w kt&oacute;rym jest ogromny wyłożony kamieniem salon ze sklepionym wysokim sufitem. Drugą jego propozycją były nagrania na żywo, czego nie robiliśmy od lat. Po ostatniej trasie byliśmy na to gotowi. Tony chciał uchwycić tę energię, kt&oacute;ra pojawia się tylko wtedy, gdy patrzymy sobie w oczy&hellip; to wielka r&oacute;żnica. Z Tonym pracuje się rewelacyjnie i podczas nagrywania tego albumu sporo się nauczyłem"."The Optimist" już teraz wydaje się być poważnym kandydatem do tytułu płyty roku, a gwiazda Anathemy płonie coraz jaśniejszym blaskiem.Hala nr 2, MTPGłogowska 14, 60-734 Poznań&nbsp;Informacja o biletach:http://www.rockserwis.pl/serwis.do?menu=main&amp;pid=184365&amp;cat=12&amp;mcat=12&amp;l=1
END:VEVENT
END:VCALENDAR
